wtorek, 5 maja 2020

Dlaczego odmrażając gospodarkę, zamrażamy dalej transport publiczny?

Obecnie obowiązujące obostrzenia dla transportu publicznego stają się dość kłopotliwe, nie tylko
dla organizatorów, ale także dla samych przewoźników | fot.
Daniel Siwak
Pod koniec marca mieliśmy w Polsce 2311 osób zakażonych koronawirusem SARS-CoV-2, natomiast pod koniec kwietnia było ich już aż 12877. W ostatnim miesiącu pierwszego kwartału tego roku, zaczęliśmy walkę z “wrogiem” oraz zaostrzaliśmy obostrzenia w życiu społecznym. Mam tutaj na myśli między innymi rządowe ograniczenie (wprowadzone od 25 marca), że pojazdami komunikacji miejskiej może pojechać tylko tylu pasażerów, ile wynosi połowa miejsc siedzących w danym pojeździe.

Przykład z łódzkiego podwórka wygląda następująco. Przegubowe Mercedesy i Solarisy zabierają teraz po 16 i 17 osób, skład Konstali 805Na jedynie 20 pasażerów (po 10 w każdym wagonie), a zmodernizowane Duewagi M8CN tylko 15 osób. Są to pojazdy o długości od 18 do 26 metrów, a przecież Cityrunnery czy Pesy 122Nal mają blisko 32 metry długości i zabierają nie więcej niż 30 osób. Powyższe przykłady tylko z jednego miasta pokazują, że wielkopojemne pojazdy wożą przysłowiowe powietrze.

Po wejściu w życie transportowych obostrzeń policjanci chcieli za przepełnione autobusy i tramwaje karać ich kierowców i motorniczych. Zupełnie tak jakby prowadzący mieli stać na każdym przystanku i pilnować każdej wsiadającej osoby. Przecież prowadzący są od kierowania, a nie od liczenia. Efekt był taki, że pod koniec marca Izba Gospodarczej Komunikacji Miejskiej pisała list do Policji, a potem Policja do Izby Gospodarczej Komunikacji Miejskiej odpowiadała.
Odmrażanie gospodarki - tak, odmrażanie komunikacji - nie
W kwietniu wprowadzaliśmy kolejne regulacje – obowiązek zakrywania ust i nosa, ale jednocześnie luzowaliśmy poruszanie się w celach rekreacyjnych rowerem oraz spacerowanie po parkach i lasach. Do tego dochodzą majowe decyzje, dotyczące otwarcia dużych centrów handlowych. Skoro sklepy zostały otwarte, to ich pracownicy będą musieli czymś dojechać do pracy, tak samo jak pracownicy z branży produkcyjnej do swoich fabryk. A przecież nadal nasza gospodarka działa na przysłowiowe “pół gwizdka”.

Aby jeszcze bardziej zobrazować Wam omawianym dzisiaj problem, przygotowałem krótki kalendarz wprowadzenia najważniejszych ograniczeń na przestrzeni ostatnich miesiącach, czyli od końca marca do poczatku maja. Pokazuje on wprowadzone istotne obostrzenia w odniesieniu się do funkcjonowania transportu publicznego.

25 marca
Rząd wprowadził odgórny zakaz wychodzenia z domu przez wszystkich obywateli naszego kraju bez względu na wiek. Nie dotyczył on osób, które jadą do pracy oraz muszą wyjść po zakupy, do apteki czy do lekarza. Szkoły i uczelnie wyższe są zamknięte.

W miejskich autobusach, tramwajach, trolejbusach, wagonach metra czy w pociągach zaczęła obowiązywać zasada, że może pojechać nimi tylko tylu pasażerów, ile wynosi połowa miejsc siedzących w danym pojeździe.

1 kwietnia
Rząd wprowadza ograniczenia w ilości klientów, którzy mogą jednocześnie przebywać w sklepach (ilość wszystkich kas pomnożonych przez trzy 3 x 3 = 9 osób). Następuje zamknięcie wszystkich hoteli i miejsc noclegowych. Szkoły i uczelnie wyższe są nadal zamknięte.

W autobusach, tramwajach, trolejbusach, wagonach metra czy w pociągach nadal obowiązuje zasada, że może pojechać nimi tylu pasażerów, ile wynosi połowa miejsc siedzących w danym pojeździe. Jednak dodatkowo zawieszona zostaje działalność systemów wypożyczalni rowerów publicznych.

16 kwietnia
Rząd wprowadził obowiązek zasłaniania ust i nosa w przestrzeni publicznej – miesiąc po tym jak zrobiły to Czechy. Dotyczy on także każdorazowego przejazdu transportem publicznym. Prowadzący mogą, ale nie muszą mieć mieć maseczek.

W autobusach, tramwajach, trolejbusach, wagonach metra czy w pociągach nadal obowiązuje zasada, że może pojechać nimi tylu pasażerów, ile wynosi połowa miejsc siedzących w danym pojeździe. Nie funkcjonują także systemy wypożyczalni rowerów.

20 kwietnia
Zniesiono pewne obostrzenia. Teraz każdy może wejść do lasu i parku, a także może biegać czy jeździć na swoim rowerze. Więcej osób jednorazowo zrobi zakupy w sklepach i supermarketach. Wszystko z zachowaniem tzw. dystansu społecznego – 2 metrów od innych osób. Szkoły i uczelnie wyższe nadal są zamknięte.

Mija blisko miesiąc od wprowadzenia tego ograniczenia. Przewoźnicy odnotowują stopniowy wzrost liczby podróżnych. Coraz częściej trzeba wypraszać ponadnormatywną ilość. Jednak pojazdami komunikacji miejskiej nadal może pojechać tylko tylu pasażerów, ile wynosi połowa miejsc siedzących w danym pojeździe. Chociaż na własnych jednośladach można już podróżować, to systemy wypożyczalni rowerów jeszcze nie funkcjonują.

4 maja
Otwarte zostały centra handlowe z limitem (15m2 na 1 osobę), sklepy budowlane będą czynne także w weekendy, a hotele i miejsca noclegowe wznowiły działalność. Biblioteki, muzea i instytucje kultury będą stopniowo otwierane po konsultacjach z Sanepidem.

Mija nieco ponad miesiąc od wprowadzenia tego ograniczenia. Stopniowe rozmrożenie gospodarki powoduje, że rośnie liczba osób korzystających z autobusów, tramwajów, trolejbusów czy pociągów. Niestety nadal tymi pojazdami może pojechać tylko tylu pasażerów, ile wynosi połowa miejsc siedzących w danym pojeździe. Niefunkcjonujące systemy wypożyczalni rowerów mają zostać uruchomione 6 maja.

6 maja
Działają już centra handlowe, niektóre hotele, miejsce noclegowe, biblioteki czy muzea. Ewentualne kolejne etapy odmrożenia gospodarki i życia społecznego wejdą w życie 11 lub 18 maja.

Uruchomione zostały już niefunkcjonujące do tej pory systemy wypożyczalni rowerów. Natomiast w autobusie, tramwaju, trolejbusie czy w pociągu może nadal pojechać tylko tylu pasażerów, ile wynosi połowa miejsc siedzących w danym pojeździe.

Co jakiś czas o kwestię podróżowania w autobusach i tramwajach, ktoś pyta premiera Mateusza Morawieckiego. – Nie powinno być poluzowania w pojazdach komunikacji miejskiej, aby nie doszło do rozprzestrzeniania się koronawirusa – tłumaczył niedawno szef rządu. Chyba nikt nie ma wątpliwości, no może jeszcze poza premierem Mateuszem Morawieckim, że obecnie obowiązujące ograniczenia w transporcie publicznym zaczynają jakby nie współgrać z tym co dzieje przy codziennych przejazdach.

Organizacje branżowe apelują

O tym, że potrzebne są szybkie zmiany sygnalizowała już wspomniana przeze mnie Izba Gospodarczej Komunikacji Miejskiej, ale także Unia Metropolii Polskich, Polski Związek Pracodawców Transportu Publicznego, a nawet Górnośląsko-Zagłębiowska Metropolia. Większość z tych organizacji apelowała do rządu o zmiany. Bo co jak co, ale największy problem mają i będą miały naturalnie samorządy lokalne. To na ich barkach spoczywa ciężar organizacji komunikacji miejskiej dla mieszkańców. A samorządy przecież nie mają wyjścia i muszą zastosować się do wprowadzanych rządowych regulacji.

A co w przypadku, kiedy rząd nie zdecyduje się jeszcze na złagodzenie restrykcji? W obliczu braków taborowych do realizacji tak zwanych bisów może dojść do sytuacji, że niektóre linie mogą być ograniczane (np. do godzin porannych i popołudniowych) albo zawieszane, żeby móc uwolniony tabor przekierowywać na bardziej zatłoczone linie. W takiej sytuacji niestety ktoś straci, żeby ktoś inny mógł zyskać, ale tak naprawdę nikt nie zyska. I to dopiero będzie ta nowa normalność...