czwartek, 28 maja 2020

Bon turystyczny, czyli tysiąc złotych na wypoczynek w Polsce. Kto z niego skorzysta?


Gdańsk, stolica Pomorza, położony jest nad Bałykiem. To jedno z kilku najchętniej odwiedzanych przez
turystów miast
w kraju. Czy bon od rządu dla Polaków pomoże branży? | fot.
Makalu, Pixabay
Pierwsze informacje o tak zwanym programie "1000 plus" czy bonach 1000+ pojawiły się w przestrzeni medialnej już w połowie maja. Pomysł zrodził się w Ministerstwie Rozwoju, kierowanym przez wicepremier i minister rozwoju, Jadwigę Emilewicz. Bon turystyczny to najnowsza inicjatywa rządu, która według założeń ma pomóc polskiej branży turystycznej, zmagającej się z kryzysem w czasie epidemii koronawirusa SARS-CoV-2.

Co jak co, ale ta gałąź gospodarki mocno dostała po... wiadomo czym, i nie była to głowa. Z jednej strony przez długie tygodnie nie mogliśmy przemieszczać się turystycznie po kraju. A nawet jakbyśmy mogli, to z noclegiem byłby problem. W związku szerzącą się chorobą COVID-19 , od kwietnia zamknięte były hostele, hotele, pensjonaty czy kwatery prywatne. I znów jeżeli nawet moglibyśmy gdzieś zanocować, to zwiedzać można było co najwyżej prawie puste ulice. Muzea, galerie, centra nauki i wszelkie inne atrakcje były nieczynne od połowy marca.

Choć realizacja tego projektu według wyliczeń ma pochłonąć przynajmniej 7 mld złotych, i być finansowana z budżetu państwa, to nie wszyscy będą mogli skorzystać z bonu turystycznego. Otrzymałoby go 7 mln obywateli, ale zatrudnionych na podstawie umowy o pracę, których miesięczne dochody nie przekraczają średniej krajowej, czyli ok. 5200 zł brutto (ok. 3700 zł netto). Oznacza to, że bon nie będzie przysługiwał osobom, które zatrudnione są na tzw. umowy śmieciowe oraz właścicielom firm - nawet tych jednoosobowych. Studenci czy seniorzy także z nich nie skorzystają, chyba że mają umowę o pracę i wspomniany wcześniej próg dochodowy.

Za co zapłacimy rodzinnym bonem turystycznym?
Przede wszystkim bon turystyczny nie będzie miał formy papierowej, ani nie będzie wypłacany pracownikowi w formie gotówkowej. Byłaby to forma plastikowej karty podarunkowej, na której zakodowana zostanie kwota 1000 złotych.

Posiadacz bonu będzie mógł zapłacić nim za:
- nocleg (bez względu czy będzie to hotel, pensjonat, apartament czy hostel)
- bilety wstępu (do galerii, muzeów, instytucji kultury, popularnych atrakcji turystycznych)
- usługi przewodnickie
- zakup zorganizowanej wycieczki na terenie Polski

Opłacimy tylko usługi, nie dojazdy na wakacje
Na pewno bonem turystycznym - według dotychczasowych informacji - nie opłacimy biletu kolejowego, autokarowego czy lotniczego, a także paliwa do samochodu, którym będziemy jechali na wypoczynek. Podobnie będzie z pokryciem kosztów wyżywienia w restauracjach czy barach gdzie będziemy nocować. Wyjątkiem będą naturalnie posiłki wliczone w cenę noclegu. Być może będą to też inne dania niż standardowo serwowane śniadania - jeżeli hotelarze rozszerzą taka ofertę - za nieco wyższą cenę spania?

Obsługą bonów turystycznych, czyli przede wszystkich ich wydawaniem, ma zająć się Polska Organizacja Turystyczna. Bon otrzymany w 2020 roku będzie ważny przez dwa lata. Ministerstwo Rozwoju chce, żeby podobne rozwiązanie funkcjonowało także w kolejnych latach. Jednak wówczas zmieniłaby się wysokość dopłaty z budżetu państwa. Do bonów z tego roku rząd dołoży aż 90 procent ich wartości, a pozostałe 10 proc. każdy z zainteresowanych pracodawców. Jakie różnice obowiązywałyby w przyszłym roku? Jeszcze nie wiadomo.

Sam pomysł bonu turystycznego nie jest wcale taki zły, chociaż mocno dyskusyjna jest kwestia grup społecznych, które prawdopodobnie otrzymałyby takie wsparcie. Na pewno nie ma szansy, aby ponad 30 mln dorosłych Polaków otrzymało takie świadczenie. Przy prawie stu procentowym finansowaniu go przez państwo "zainwestowane" w ten sposób złotówki wrócą do budżetu centralnego, oczywiście w postaci różnych podatków. Nie do końca wiadomo za to jakby miało wyglądać funkcjonowanie tak zwanych wczasów pod gruszą, które pracodawca w całości lub w części refunduje z Zakładowego Funduszu Świadczeń Socjalnych. Czy bony turystyczne wykluczałyby popularną "gruszę"?