piątek, 3 czerwca 2016

Łódzki Rower Publiczny. Po miesiącu: rekordowo popularny, mniej awaryjny i niekiedy dewastowany

Łódzki Rower Publiczny skończył miesiąc, a łodzianie jeden rower systemowy wypożyczają nawet
siedemnaście razy dziennie. To rekordowy wynik w skali wszystkich systemów | fot. Nextbike
Muszę przyznać, że w obliczu niekończącej się "telenoweli", która związana była z uruchomieniem naszego systemu. Podsumowanie pierwszego miesiąca funkcjonowania Łódzkiego Roweru Publicznego brzmi dość egzotycznie. System wreszcie działa, rowery śmigają, a użytkownicy - w tym łodzianie - chętnie z niego korzystają.

Korzystając wielokrotnie z Wrocławskiego Roweru Miejskiego myślałem, że fajnie byłoby mieć taki system w rodzinnym mieście. Szybko, prosto i wygodnie można przemieścić się z punktu A do punku B. Jeśli do tego doda się taki rower jako uzupełnienie dla komunikacji miejskiej, to tworzy nam się komfortowy łańcuch podróży. No i tak czekałem i czekałem...

Wreszcie w ostatnią sobotę kwietnia, w Łodzi rozpisała się nowa karta w transportowej historii. Ruszył tak długo wyczekiwany system bezobsługowych wypożyczalni rowerów typu miejskiego. Sto stacji i tysiąc rowerów uplasowało nasze miasto na drugim miejscu pod względem takich rozwiązań. Większy system od Łodzi funkcjonuje jedynie w Warszawie.

Stacja przy skrzyżowaniu ulic Śmigłego Rydza i Dąbrowskiego praktycznie każdego dnia wypełnia się
rowerami. To ostatnia stacja ŁRP na Dąbrowie, przy której można zostawić jednoślad | fot.
Daniel Siwak
Kto by pomyślał, że Łódzki Rower Publiczny zyska taką popularność, szczególnie, że minął właśnie miesiąc od jego uruchomienia. Nie wiem, czy ten "apetyt" zaostrzyło długie oczekiwanie na uruchomienie systemu, czy to kwestia chęci korzystania z takiego środka transportu pośród łodzian. - Zdawaliśmy sobie sprawę, jak bardzo oczekiwany jest start systemu w Łodzi, ale zainteresowanie Łódzkim Rowerem Publicznym przerosło nasze najśmielsze oczekiwania - mówił Tomasz Wojtkiewicz, prezes Nextbike Polska. Tym nie mniej statystyki mówią same za siebie. Od 30 kwietnia w systemie zarejestrowało się ponad 42,3 tysiące osób, które na przestrzeni tych dni dokonały ponad 363,6 tysięcy wypożyczeń. Pośród tej liczby 80 procent mieściło się w darmowych 20 minutach.

Swojego zadowolenia z popularności systemu Łódzkiego Roweru Publicznego nie kryła gospodyni naszego miasta. W końcu dla dobra projektu zwiększone zostały środki na jego funkcjonowanie w perspektywie długoterminowej. - Chciałam podziękować wnioskodawcy tego projektu do Budżetu Obywatelskiego, bo widać, że spełnił oczekiwania i przerósł nasze oczekiwania. Żadna z osób tu obecnych nie wierzyła, że potencjał rowerowy jest tak duży. Zachęcam dalej do korzystania i mam nadzieję, że to będzie dalszy impuls dla radnych - podsumowała prezydent Łodzi Hanna Zdanowska. Biorąc pod uwagę powyższe liczby, Nextbike wyliczył, iż co 7 sekund przy każdej ze stacji w Łodzi wypożyczany był systemowy rower, który w ciągu dnia użytkowany był aż 12 razy. Jednak to nie był rekord. W piątek (6 maja) średnio każdy jednoślad w Łodzi wypożyczany był ponad 15 razy w ciągu dnia, a sześć dni później (12 maja) ponad 17,5 razy. Przedstawiciele operatora zastrzegają, że w tych liczbach zawierają się jedynie skuteczne wypożyczenia.

Pewne jest to, że Łódzki Rower Publiczny opanował miasto. W Śródmieściu niekiedy trudno znaleźć wolny rower na kolejnych kilku stacjach. Kiedyś idąc ulicą Piotrowską od placu Wolności, pierwszy dostępny pojazd znalazłem dopiero przy ulicy Tuwima. Celowo napisałem, że ŁRP opanował miasto, bo rowerzystów korzystających z tych jednośladów można spotkać w dzielnicach, w których stacji nie ma. Mam tutaj na myśli Teofilów, Widzew Wschód czy Retkinię. Oznacza, to że jest potrzeba na takie rozwiązania także na osiedlach. Być może lekarstwem na to będą liczne projekty w ramach Budżetu Obywatelskiego 2017. Ciekawie prezentują się także statystyki popularności stacji i odcinków poszczególnych przejazdów. Pierwsza piątka najpopularniejszych miejsc wypożyczeń i zwrotów, według danych Nextbike i ZDiT to: Zachodnia - Manufaktura (nr 8691), Piotrkowska - 6 Sierpnia (nr 8635), Piotrkowska - Piłsudskiego (nr 8639), Plac Wolności (nr 8648) oraz Piotrkowska - Tuwima (nr 8643).

Pomimo dużej ilości rowerów do wyboru, ich wypięcie z elektrozamka nie zawsze było możliwe.
Na pewno jakaś część potencjalnych użytkowników zniechęcała się przez to do ŁRP | fot.
Daniel Siwak
Jednak system Łódzkiego Roweru Publicznego nie miał łatwego startu. Odczuli to wszyscy, którzy w sobotę, 30 kwietnia chcieli wypożyczyć pierwsze systemowe rowery. Problemem numer jeden były elektrozamki w stojakach, które nastręczały wielu kłopotów, a niekiedy wręcz zniechęcały do wypożyczenia. W większości przypadków nie pozwalały wypiąć wskazanego przez terminal jednośladu. Zresztą w pierwszej godzinie funkcjonowania ŁRP sam miałem takie problemy. Na stacji przy skrzyżowaniu Piotrkowskiej i Piłsudskiego swój pierwszy "łódzki" rower wypożyczyłem dopiero za trzecim razem. Dwa wcześniejsze nie chciały się wypiąć ze stojaka. Podnoszenie, kołysanie, wyszarpywanie czy dociskanie wcale nie pomagało. No i nie była to kwestia chwilowa, a raczej kilkunastodniowa.

W czasie tych trzydziestu dni miały miejsce różne przygody, ale chciałbym Wam opisać taką, która zdarzyła się dwa tygodnie temu na Bałutach. Na stacji Julianowska - Żarnowcowa młoda dziewczyna poprosiła mnie o pomoc w wypożyczeniu roweru. Nie miała aplikacji, czyli pozostawało wypożyczyć rower metodą tradycyjną - przez terminal. Przez ponad 6 minut nie udało się wyjąć żadnego z trzech albo czterech rowerów. Młoda łodzianka zawiedziona poszła pieszo. Pytanie, czy się nie zraziła do korzystania z Łódzkiego Roweru Publicznego? Tego dnia i z tej stacji także i ja nie skorzystałem. Próby wypożyczenia dwóch kolejnych rowerów w ciągu 5 minut spaliły na panewce. Powód wszystkich niepowodzeń był jeden - nie można było wypiąć jednośladu z elektrozamka.

Kolejnym problemem, na który Nextbike - operator naszego systemu nie był najwyraźniej przygotowany była niesamowita mobilność rowerów. Wraz z kolejnymi dniami okazało się, że użytkownicy Łódzkiego Roweru Publicznego potrafią przemieszczać się po całym obszarze, gdzie system działa. Stąd sporo jednośladów trafiało na ostatnie stacje. Ponad sześćdziesiąt rowerów można było niekiedy spotkać m.in. przy stacjach Śmigłego Rydza - Dąbrowskiego, Zgierska - Łączna, Rondo Lotników Lwowskich czy Pojezierska - Zgierska. Z kolei w czasie większych imprez systemowe rowery parkowano na stacjach Łódź Kaliska - PKP oraz Zachodnia - Manufaktura. Z moich informacji wynika, że Nextbike w Łodzi dysponował trzema pojazdami technicznymi, ale na bieżące potrzeby został sprowadzony już czwarty. Także relokacja jednośladów powinna być już nieco sprawniejsza.

System Łódzkiego Roweru Publicznego nie wyzbył się aktów wandalizmu lub uszkodzeń, które
wynikają z użytkowania. Jednak pojazdy są coraz bardziej podniszczone | fot.
Daniel Siwak



Pewne utrudnienia w korzystaniu z łódzkiego systemu wywołują sami użytkownicy. Mam na myśli na przykład nieprawidłowy zwrot, czyli przypięcie roweru do uchwytu stojaka na stacji, ale bez zwrócenia go w systemie. Wówczas taki pojazd będzie nadal wypożyczony wirtualnie, choć faktycznie stoi przy stacji. Ostatniemu użytkownikowi licznik opłat dalej bije, a osoba chcąca wypożyczyć ten rower przeczyta komunikat "Rower jest wypożyczony!". Miały też miejsce sytuacje, gdzie rowery w ogóle nie były przypinane (mi.in. do uchwytów stojaków stacji czy uchwytów innych rowerów) i były nadal w wypożyczeniu. To dość nieodpowiedzialne zachowanie, bo ktoś nieuczciwy może korzystać z roweru na nasze konto, powodując nawet zadłużenie. Użytkownicy nie sygnalizują także uszkodzenia roweru, z którego korzystali, a to akurat prosta sprawa. Wystarczy przekręcić siodełko przodem do tyłu, co jest
znakiem, iż taki jednoślad jest niesprawny.

Skoro wspominałem, że coś nie funkcjonowało dobrze przez pierwszy miesiąc, to warto napisać jak sprawa wygląda teraz. Jeśli chodzi o największy problem, czyli o trudności z wypięciem roweru z elektrozamka. Z tzw. obserwacji terenowej mogę wywnioskować, że takich przypadków jest coraz mniej. Zresztą ostatnie trzy wypożyczenia, których dokonałem na początku czerwca przebiegły bez problemów. Nextbike zmodyfikował także interfejs wyświetlaczy w terminalach. Od jakiegoś czasu wypożyczając rower nie jesteśmy zdani na losowy wybór rowerów w danej stacji, teraz sami możemy wpisać numer pojazdu, którym chcemy pojechać. Do poprawienia jest na pewno komunikacja pomiędzy "Migawkami" a czytnikiem w terminalach, bo niekiedy trzeba czekać na zalogowanie nawet pół minuty. No i czas oczekiwania na połączenie z Centrum Kontaktu Łódzkiego Roweru Publicznego niekiedy jest zbyt długi. Oczywiście nadal będę się bacznie przyglądał funkcjonowaniu systemu.

Przy okazji tego całego mojego podsumowania chciałbym wspomnieć o oznakach głupoty lub jak kto woli aktach wandalizmu w stosunku do systemowych rowerów. Już kilka dni po uruchomienia systemu doszło do zniszczenia dziesięciu rowerów na Bałutach. Innym razem znaleziono je porzucone poza Łodzią albo przypięte do znaku drogowego na ulicy Tymienieckiego. Ostatnio jeden z nich trafił do... stawu w Parku im. Reymonta. Dlaczego o tym piszę? Otóż trudno mi przejść do tak zwanego porządku dziennego, kiedy widzę miesięczny rower wyglądający jak po co najmniej półrocznym użytkowaniu. W nawiązaniu do tej sytuacji głos zabrał jeden ze znajomych mpkowców. Napisał on tak: "Tramwajów czy autobusów nie szanują, to rowery będą dbali?". Niech to będzie zakończenie dzisiejszego tekstu.

{aktualizacja: Niestety zanotowano dwa kolejne przypadki niszczenia rowerów. Przy ulicy Ozorkowskiej młodzi ludzie próbowali rozkręcić pojazd ŁRP, interweniowała Policja. Drugi przypadek miał miejsce na Górniaku. Tam na dachu hali kupieckiej znalazł się jeden z jednośladów. Zdjęli go strażacy i oddali serwisantom firmy Nextbike}

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz