piątek, 20 lutego 2015

Syndrom "elbląski" jesienią także w Łodzi? Ten problem może dotyczyć ulicy Kilińskiego i Piotrkowskiej

Tramwaje po nowym odcinku torowiska mają według założeń pojechać przed jeszcze jesienią.
Wcześniej nie obejdzie się bez jazdy próbnej, aby sprawdzić czy wszystko jest sprawne | fot.
Daniel Siwak
Aktualnie prowadzone inwestycje dotyczące łódzkich torowisk tramwajowych mają się w miarę dobrze. Szyny na przebudowywanej trasie W-Z pojawiają się na kolejnych odcinkach, ulica Kilińskiego czeka na zakończenie budowy głowicy zachodniej dworca, a ulica Polskiej Organizacji Wojskowej na ukończenie prac po północnej stronie dworca.

Władze miasta cały czas przekonują łodzian, że po zakończeniu remontów będzie lepiej. Tak zapewne będzie, bo wiele ulic zostanie otwartych, a komunikacja miejska powróci do normalnego funkcjonowania. Zupełnie inną sprawą jest kwestia rozkładów jazdy. Póki co trzeba jeszcze zacisnąć zęby i jakoś się w tych remontach odnaleźć.

Utrudnienia były, są i będą. Patrząc na europejskie miasta możemy dyskutować nad ich długością i zaangażowaniem ilościowym pracowników. Jednak chyba nie ma inwestycji, którą da się przeprowadzić bez utrudnień dla którejś z grup użytkowników - pieszych, kierowców, rowerzystów, czy pasażerów komunikacji. Czasami pojawiają się też nieprzewidziane skutki.

Torowisko na ulicy 1 Maja stało się parkingiem dla samochodów w czasie, kiedy nie kursowały tędy
tramwaje. Kiedy te pojechały zdarzali się zapominalscy kierowcy | fot.
Daniel Siwak, arch.
Inspiracją do dzisiejszego tekstu był Elbląg, w którym gościłem za czasów egzotycznych - jak dla mnie i na taki rodzaj transportu - trzycyfrowych linii tramwajowych. Rok 2013 był takim okresem w historii tego miasta, gdzie kilka odcinków torowisk tramwajowych było przebudowywanych lub częściowo remontowanych. Tak było wówczas na ulicy Rycerskiej. Po mieście kursowały tylko dwie (200 i 400) z pięciu linii tramwajowych, co było dowodem na kompletne rozmontowanie komunikacji szynowej przez remonty. Prace drogowo-torowe wymagały częściowego lub całkowitego wyłączenia ruchu szynowych pojazdów komunikacji miejskiej na innych ulicach.

Z taką sytuacją mieliśmy do czynienia między innymi na ulicy 1 maja, którą widać na zdjęciu. Ulica posiada wbudowane w jezdnię torowisko tramwajowe na tym samym poziomie. Jest ono jedynie wyróżnione innym rodzajem nawierzchni, część dla aut wyłożona jest czerwoną kostką. Podobnie było na ulicy Królewieckiej, która jest wąską śródmiejską ulicą z wbudowanym w jezdnię torowiskiem tramwajowym. Kiedy czasowo przestały po nich kursować tramwaje kierowcy zdecydowali się parkować swoje samochody na nieczynnym torowisku. Użytkownicy czterech kółek na tyle się przyzwyczaili do tej sytuacji, że kiedy tramwaje miały kursować na nowo było zdziwienie. Okazało się bowiem, że w czasie letnich i jesiennych przejazdów próbnych kierowcy pozostawili kilkanaście samochodów zaparkowanych bezpośrednio na lub przy torowisku.

Chyba nie trzeba tłumaczyć, że to powodowało czasowe wstrzymanie testowych przejazdów. Jak poradzono sobie z tym problemem? Postanowiłem więc zapytać o to u źródła. - Podczas przerwy w funkcjonowaniu tramwajów kierowcy rzeczywiście stawiali swoje samochody na okresowo nieczynnym torowisku. Zjawisko występowało również w trakcie jazd testowych, ale zanikło w trakcie rozpoczęcia ruchu liniowego - tłumaczy mi Ryszard Murawski, zastępca dyrektora Tramwajów Elbląskich. Do zmiany sytuacji przyczyniła się akcja informacyjna w mediach lokalnych i wywieszanie informacji umieszczonych na płotkach torowych. Pomimo tego nie obyło się jednak bez przypadków użycia lawet, której interwencja niestety bije po kieszeni kierowcę auta-zawalidrogi.

Na torowisku tramwajowym parkować nie można. Ale czy sytuację zmienia jego nieużywanie?
Po otwarciu takiego odcinka w grę może wchodzić przyzwyczajenie kierowców | fot.
Daniel Siwak
No właśnie. Czy syndrom "elbląski", czyli sytuacja, o której wspomniałem wcześniej może mieć miejsce także w Łodzi? Niestety, to nie już czas przyszły a czas teraźniejszy. Można powiedzieć, że już teraz w mieście czterech kultur mamy preludium do sytuacji, która miała miejsce dwa lata temu na Pomorzu. Nawet okazuje się, że szukać daleko nie trzeba. Wystarczy poruszać się po ścisłym centrum Łodzi, aby potencjalne miejsca "zapalne" znaleźć. O jednym z nich nawet całkiem niedawno na "ZbiorKomie" pisałem, ale w zupełnie innym kontekście. Chodziło o niszczenie nowo stworzonej "zielonej" przestrzeni publicznej.

Kto zgadł? Brawo. Chodzi naturalnie o ulicę Kilińskiego i odcinek od Narutowicza do Składowej, gdzie przebudowano i przesunięto torowisko tramwajowe. Te w technologii "zielonego" jest już gotowe i czeka na podłączenie na dalszym odcinku oraz do węzła przesiadkowego pod dworcem Łódź Fabryczna. Jednak póki co za płotem, czyli na placu budowy musi zakończyć się konstruowanie głowicy zachodniej stacji kolejowej. Miejsce, gdzie zmieniać kierunek będą lokomotywy pociągów, a w przyszłości będzie to początek tunelu średnicowego, budowane jest pod skrzyżowaniem ulicy Kilińskiego ze Składową i Traugutta.

Drugie miejsce to ulica Piotrkowska. Oczywiście chodzi o przebudowany odcinek od alei Mickiewicza i alei Piłsudskiego do Żwirki i Wigury. W ramach przebudowy trasy tramwajowej W-Z powstał tam nowy odcinek trasy dla pojazdów szynowych. Do niedawna ekipy drogowców pracowały tam nad ułożeniem nowego torowiska a później nowej nawierzchni ulicy dla samochodów. Teraz trwa stawianie słupów trakcyjno-oświetleniowych, a wkrótce rozpocznie się także układanie nowych chodników i wytyczenie miejsc parkingowych. Te powstaną wzdłuż ulicy na całym tym odcinku.

Smutny obrazek z ulicy Kilińskiego. W tym miejscu, gdzie było "zielone" torowisko powstało
"brązowe". Wszystko jest zasługą samochodów, które parkują tutaj notorycznie | fot.
Daniel Siwak
Na tej pierwszej ulicy, gdzie kierowcy parkują wprost na trawiastym torowisku Straż Miejska w Łodzi interweniuje jedynie w obrębie jezdni. Są blokady, są mandaty. Jednak torowisko rozjeżdżane jest dalej. Na tej drugiej, gdzie nieczynne torowisko stało się dzikim parkingiem interwencje mundurowych są częstsze. Także zakładane są blokady na koła i sypią się mandaty - 100 zł i 1 punk karny. I choć mundurowi bywają tam regularnie wielu kierowców nadal parkuje auta na nieczynnym torowisku. Wieść o tym można parkować rozeszła się lotem przysłowiowej błyskawicy. Szczególnie podchwycili to przyjezdni. Stąd nielegalne parkowanie na nieczynnym torowisku to nie tylko domena łódzkich kierowców. Można tam też spotkać auta z rejestracjami EPA (Pabianice), EZG (Zgierz), EWI (Wieluń), PO (Poznań), KR (Kraków) czy SC (Częstochowa).

Naturalnie przyjmuję argumenty użytkowników samochodów, że szczególnie w okolicy Centralu brakuje miejsc do parkowania. Przebudowa trasy W-Z rzeczywiście nie tylko mocno ograniczyła możliwości wjazdu na aleję Mickiewicza i aleję Piłsudskiego, ale także możliwość pozostawienia auta. Jednak, czy takie czasowe utrudnienia legitymizują łamanie przepisów o ruchu drogowym? Czy nieużywane aktualnie torowisko daje przyzwolenie na parkowanie aut na środku ulicy, którą jeżdżą auta czy poruszają się piesi? Moim zdaniem nie. Co więcej wypracowuje to bardzo złe nawyki, które nazwałbym niekiedy pewnymi oznakami cwaniakowania. Może warto niekiedy odpuścić sobie jazdę autem i wsiąść do komunikacji miejskiej.

Dlaczego w ogóle postanowiłem o tym napisać? Bo na sytuację na obydwu ulicach patrzę z lekkim przerażeniem. Prawda jest taka, że wielu kierowców jeździ na pamięć i nikt mi nie powie, że jest inaczej. Wychodzi to dość często w czasie remontów różnych ulic w Łodzi. Co do jakości akcji informacyjnej na temat zmian można by dyskutować, ale jakby nie patrzeć ona jest. Drogowi urzędnicy komunikują o zmianach m.in. za pośrednictwem łódzkich mediów czy Facebooka. Pomimo znaków drogowych kierowcy nie stosują się do zakazu wjazdu czy nakazu skrętu. Obawiam się, że jesienią, kiedy do użytku oddawane będą torowiska na wspomnianych ulicach, może dochodzić do podobnych sytuacji. Mam tylko nadzieję, że nie dojdzie do nich w czasie prowadzenia normalnego ruchu liniowego.

3 komentarze:

  1. Mądrze, jedynie co czego mam uwagę to nie samochody parkują tylko kierowcy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem mam wrażenie, że samochody zniewalają ich właścicieli ;)

      Usuń
  2. EZG to też ozorków, aleksandrów i inne miasta ościenne powiatu zgierskiego.
    Poza tym spoko artykuł, ale odnoszę wrażenie, może błędne, że nie jeździsz samochodem i stąd takie, a nie inne, spojrzenie na drogową rzeczywistość.
    Sam jestem i rowerzystą, i kierowcą, i coraz rzadziej użytkownikiem komunikacji zbiorowej. Stąd wiem jak ciężko czasami dojechać gdzieś autem i zostawić je, bezpiecznie (dla auta i dla innych). Argument - wsiąść do komunikacji miejskiej do mnie nie przemawia, bo gdybym mógł, to nie brałbym auta - proste.

    Pozdrawiam,
    Marcin

    OdpowiedzUsuń