środa, 21 stycznia 2015

Na ulicy Kilińskiego torowisko takie zajeżdżone. ZDiT odsyła do Torpolu, Torpol odsyła do ZDiT

Tak wygląda torowisko, którym pod koniec tego roku mają pojechać pierwsze tramwaje pod nowy dworzec
Łódź Fabryczna. Ile będzie kosztowało przywrócenie do stanu poprzedniego? | fot.
Daniel Siwak
Kilka dni temu miałem gościa z Wrocławia. Mój dobry znajomy odwiedził miasto czterech kultur z cyklem szkoleń z metody zarządzania projektami, której nazwy Wam nie powtórzę. W każdym razie trzeba było gościowi pokazać miasto, a dodatkowym utrudnieniem były dość niekorzystne turystycznie godziny czasu wolnego.

Stwierdziłem, że na pewno warto pokazać jedną z największych inwestycji infrastrukturalnych w Polsce - budowę dworca Łódź Fabryczna. W tym celu odwiedziliśmy pokój z widokiem na Nowe Centrum Łodzi, czyli punkt widokowy na XV piętrze biurowca Textilimpexu. Potem w sumie trochę żałowałem, bo mój gość musiał oglądać kiepskie plenery.

Z jednego z korytarzy biurowca jest widok na ulicę Kilińskiego, a tym samym na północną stronę całego miasta. Wypatrzyliśmy w oddali między innymi Manufakturę, kościół przy placu Wolności, EC-3 przy Pojezierskiej oraz... bardzo ładnie rozjechane zielone torowisko, które znajduje się przy soborze św. Aleksandra Newskiego.

Jedno z nowych zielonych torowisk w Łodzi powstało na ulicy Kilińskiego. Takiego widoku póki co nie
zobaczymy. Torowisko jest rozjeżdżane notorycznie przez kierowców | fot.
Daniel Siwak, arch.
Ulica Kilińskiego na odcinku od Narutowicza do alei Piłsudskiego ma przejść prawdziwą metamorfozę. Według informacji ze Studium Systemu Transportowego m. Łodzi między innymi ten fragment ma być dedykowany komunikacji miejskiej i dojazdom dla mieszkańców. Co więcej ten sam dokument wyznacza na tej ulicy strefę uspokojonego ruchu - tzw. strefę Tempo-30, gdzie obowiązywać będzie ograniczenie prędkości do 30 km/h. Zresztą tę metamorfozę już widać teraz. Zniknęła szeroka ulica z dwoma pasami w każdym kierunku, która niegdyś zaczynała się z kosmosu - przy Narutowicza i kończyła się tuż za wjazdem na dawny parking dworca Łódź Fabryczna. W jej miejsce powstała ulica z trzema naprzemiennymi pasami ruchu.

Powstało także nowe torowisko tramwajowe. Ale nie było już to takie zwykłe torowisko. Przede wszystkim zmieniła się nieco jego geometria, bo szyny zostały przesunięte bardziej na wschodnią stronę ulicy. Pojawiła się także selekcja ruchu - osobny tor do skrętu w lewo oraz osobny tor do jazdy prosto i do skrętu prawo. Na tym jednak też nie kończą się nowości. Torowisko, które znajduje się na fundamencie betonowym ostatecznie zyskało się tzw. "zielonym" torowiskiem, czyli zyskało w sporym fragmencie nawierzchnię trawiastą. Warto wspomnieć, że takie zastosowanie to również zmniejszenie negatywnego wpływu na środowisko naturalne, redukcja hałasu, redukcja wibracji powodowanych przez przejeżdżające wagony czy ogólna poprawa estetyki torowiska. A z tym ostatnim nadal mamy jeszcze problemy.

Dlatego muszę przyznać, że w pewnym momencie nie wytrzymałem. Widok całkiem nowego, ale kompletnie zajeżdżonego torowiska, na tym fragmencie ulicy Kilińskiego jest po prostu przykry. W ogóle nie potrafię zrozumieć, dlaczego kierowcy - lokalni i gościnni - je niszczą, nawet jeśli nie jeździ tam teraz żaden tramwaj. Przykre jest też to, że nikt z tym nic nie robi. Dlatego wstawiając 8 stycznia zdjęcie na Facebooka zapytałem przewrotnie - ile na to wydamy złotówek i kto zapłaci za przywrócenie zielonego torowiska w tym miejscu? Licząc na jakąś reakcję oznaczyłem w nim panią prezydent Łodzi Hannę Zdanowską i dyrektora Zarządu Dróg i Transportu Grzegorza Nitę. Media społecznościowe na szczęście dają tez taką możliwość.

Krótko po otwarciu "zielonego" torowiska na ulicy Kilińskiego panował spokój. Auta nie parkowały
nawet na nieczynnej jezdni. Pod koniec wakacji wszystko się zmieniło, na gorsze | fot.
Daniel Siwak
Odpowiedź od szanownego Pana Dyrektora była, tylko kompletnie inna niż się spodziewałem. - O ile dobrze widzę, to jest to ul. Kilińskiego (...) i nie ma tu torowiska zielonego. Ponadto przebudowa tego odcinka nie jest jeszcze zakończona, odebrana i przekazana do eksploatacji. W związku z powyższym Pana pytanie jest tylko i wyłącznie niepotrzebnym szukaniem na siłę problemu, którego nie ma - tyle się dowiedziałem się z pierwszej odpowiedzi. No nie powiem. Zirytowałem się. I wcale nie dlatego, że komunikacyjny urzędnik nie do końca rozdzielił dyskusję, w którą wplótł się wątek ulicy P.O.W. Mamy na tapecie fragment sztandarowej inwestycji miasta za unijne pieniądze i na dodatek jeszcze nieukończonej, a już niszczonej. Natomiast pan dyrektor mi pisze, że to jest niepotrzebne szukanie na siłę problemu, którego nie ma.

Ja wyrażałem swoje zdziwienie a z minuty na minutę konwersacja się rozwijała.- Ten fragment ulicy jest obecnie placem budowy i odpowiedzialność do czasu odbioru ponosi za niego wykonawca. Torowisko na tym odcinku nie zostało jeszcze wykonane w pełnym zakresie i tyle w tym temacie. Proszę się nie obawiać, żadnych dodatkowych kosztów po stronie miasta nie będzie - wyjaśnił w kolejnej odpowiedzi szanowny dyrektor, szanownego ZDiT-u. Wiem, po takiej odpowiedzi powinienem zapewne szaleć z radości, bo właśnie problem został rozwiązany. Tylko wcale to tak do końca nie jest. Inwestycja nieodebrana, tramwaje tamtędy pojadą dopiero za kilka miesięcy. Nie zmienia to faktu, iż ulica chyba nie ma wystarczającego nadzoru.

Skoro sam dyrektor ZDiT twierdzi, że kluczową rolę ogrywa tutaj wykonawca to i tam postanowiłem skierować swoje kroki. - Nie odpowiadamy za to, że kierowcy niszczą zielone torowisko. Zakres prac, które były zlecone nam jako wykonawcy w obszarze ulicy Kilińskiego, został przez nas wykonany. Za fakt niszczenia mienia miejskiego przez kierowców powinny odpowiadać służby miejskie takie jak straż miejska czy policja - napisała mi w mailu Katarzyna Rumowska, rzeczniczka wykonawcy przebudowy dworca Łódź Fabryczna. No hmmm. Znaczy wiem, że nadal nic nie wiem. Pomyślałem sobie, że to takie klasyczne przerzucanie się problemem, więc chciałem się czegoś więcej dowiedzieć w Zarządzie Dróg i Transportu. Zapytałem, kto jest odpowiedzialny za odśnieżanie, naprawę do czasu otwarcia, utrzymywanie czystości oraz jaki faktyczny status ma ta ulica? Minął już ponad tydzień, odpowiedzi się nie doczekałem.

Podobna do ulicy Kilińskiego jest ulica Polskiej Organizacji Wojskowej, także ulica bez wylotu. Tutaj
na szczęście samochody parkują na utwardzonej części torowiska tramwajowego | fot.
Daniel Siwak
Stan faktyczny wygląda tak. Ten fragment ulicy Kilińskiego jest bez wylotu, bo uniemożliwia to budowa głowicy zachodniej dworca Łódź Fabryczna. Informuje o tym znak D-4a (droga bez przejazdu). Nota bene na samym wjeździe w ulicę stoją, nieco już przesunięte, bariery ze znakiem B-1 (zakaz ruchu w obu kierunkach) oraz adnotacja, że to nie dotyczy to pojazdów budowy i dojazdu do hotelu Centrum. Kawałek za skrzyżowaniem, po prawej stronie zamontowano znak B-36 (zakaz zatrzymania się i parkingu). Wreszcie wymalowane zostało już oznakowanie poziome w postaci lewego pasa do skrętu w tym kierunku oraz prawego pasa do skrętu w tym kierunku oraz jazdy prosto dla autobusów komunikacji miejskiej. Działa sygnalizacja świetlna oraz wytyczone jest przejście dla pieszych. Trudno dostrzec symptomy tego, że ulica w tym odcinku jest placem budowy lub posiada tymczasowe oznaczenie. Przynajmniej takiej informacji dla kierowców nie znajdziemy.

W tym miejscu warto zapytać - co ze Strażą Miejską w Łodzi? Z informacji terenowej wiem, że patrole się pojawiają, rozdawane są mandaty, a na koła lądują blokady. Jednak te działania dotyczą najczęściej parkowania na samej ulicy czy chodnikach. Z ciekawości wysłałem zapytania dotyczące ilości interwencji w okresie do listopada ubiegłego roku do stycznia tego roku. Niestety, ale też nie dostałem odpowiedzi. Prawdziwą opozycją do ulicy Kilińskiego jest równoległa ulica Polskiej Organizacji Wojskowej. Sytuacja jest tam taka sama. Ulica jest także zakończona ślepo, bo ogranicza ją plac budowy dworca Łódź Fabryczna. Ilekroć tamtędy przechodzę czy przejeżdżam, to nigdy nie widziałem, aby samochody parkowały na nowym torowisku tramwajowym. Największym występkiem zmotoryzowanych jest parkowanie na utwardzonej części torowiska. Nie pochwalam tego, bo po otwarciu tej trasy może dojść do syndromu elbląskiego. O tym już niedługo na "ZbiorKomie".

Czy przytaczana przeze mnie sytuacja jest niepotrzebnym szukaniem na siłę problemu, którego nie ma? Oczywiście, że nie, bo chodzi przecież o nasze bezpośrednią przestrzeń publiczną oraz o inwestycję, która kosztuje wieleset milionów złotych. Jestem dziennikarzem, jestem blogerem, ale przede wszystkim jestem mieszkańcem Łodzi. Nie muszę się przecież godzić na taki stan rzeczy. Nie jestem uprzedzony do użytkowników aut, ale rozjeżdżanie torowiska to już zdecydowanie przesada. Poza tym mam spore obawy, czy przy tym wzajemnym przerzucaniu się odpowiedzialnością sprawa się sama rozwiąże. Zapewne skończy się na tym, że za przywrócenie "zielonego" torowiska na wspominanym odcinku ulicy Kilińskiego zapłacimy my wszyscy. Tylko czy to z kolei załatwi problem zawłaszczania przez samochody w Łodzi (i nie tylko), każdego kolejnego skrawka przestrzeni?

1 komentarz:

  1. Niestety, to smuci i irytuje.
    Całość torowiska w ul. Kilińskiego powinna być ogrodzona co najmniej do czasu wybudowania drugiego odcinak zielonego torowiska i peronów tramwajowych naprzemianległych, na odcinku od skrzyżowania z ul. Składową do drugiego peronu przy bud. poczty przed ul. Tuwima.

    OdpowiedzUsuń