poniedziałek, 29 grudnia 2014

Twój autobus lub tramwaj nie przyjechał na przystanek? Wiedz, że coś musiało stać się na mieście

Praktycznie nie ma dnia, aby w Łodzi nie dochodziło do wypadków, zatrzymań tramwajów, awarii
autobusów czy korków na ulicach. To wszystko ma wpływ na komunikację miejską | fot.
Daniel Siwak
Swego czasu starsi koledzy dziennikarze zawsze powtarzali mi, że tematów do opisywania nie trzeba specjalnie wymyślać. Dużo - kolokwialnie rzecz ujmując - leży na ulicy i prosi się o opisanie. Z perspektywy czasu i doświadczenia wiem, że rzeczywiście wolne tematy, niczym elektrony, krążą wokół nas w przestrzeni publicznej.

Jadąc któregoś dnia z jednym ze znajomych kierowców MPK Łódź byłem świadkiem pewnej sytuacji. Pasażerka podeszła do niego z pytaniem - dlaczego od pół godziny nie przyjechał żaden autobus. Tłumaczył, że są korki w rejonie Galerii Łódzkiej i Centralu. Że teraz "kumulacja" autobusów jedzie na Retkinię, ale zaraz ruszą w stronę Widzewa. Niestety, tłumaczenie nie pomogło.

Mam wrażenie i wcale się w tym chyba nie pomylę, że pasażerowie komunikacji miejskiej w ogóle nie znają prawideł nią rządzących. Choć sam jeżdżę często tramwajami i autobusami, wiem jak wyglądają kulisy działalności transportu w miastach. O tym właśnie będzie dzisiejszy tekst. Może to pozwoli spojrzeć - Wam pasażerom - na komunikację z innej strony.

W dni robocze na ulice naszego miasta wyjeżdża 185 tramwajów oraz 355 autobusów. Większość kursuje
po mieście, ale są też takie, które kursują po aglomeracji łódzkiej | fot.
Daniel Siwak, arch.

Jeśli dobrze wyliczyłem to pierwszy tramwaj z zajezdni Telefoniczna wyjeżdża tuż po godzinie 2.00 rano, a z zajezdni Chocianowice krótko po godzinie 3.00. Jeśli chodzi o autobusy to z zajezdni Limanowskiego pierwszy wyjazdowy pojazd podjeżdża na przystanek o godzinie 2.30, a z zajezdni Nowe Sady stawia się przy słupku przystankowym o godzinie 2.46. Biorąc pod uwagę, że kierowca czy motorniczy w bazie powinien być przynajmniej na 20 minut przed wyjazdem to wyobraźcie sobie, o której ci ludzie muszą wstać. Według informacji Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego w Łodzi, na ulice miasta codziennie (w dni robocze) wyjeżdża 185 tramwajów oraz 355 autobusów. Te pojazdy, które pozostają w zajezdniach są niesprawne, w trakcie napraw, odpoczywają technicznie lub służą jako podmiany uszkodzonych na mieście.

Wasz autobus lub tramwaj nie przyjechał na przystanek? Wiedzcie, że coś musiało stać się na mieście. Tak naprawdę powodów tego może być bardzo wiele, ale w dużej ilości przypadków nie jest temu winny ani kierowca, ani motorniczy. Dlatego chciałbym żebyście po przeczytaniu dzisiejszego tekstu spróbowali zastanowić się dwa razy, zanim wyskoczycie do prowadzącego z przysłowiową buzią. - Na chwilę obecną najwięcej opóźnień spowodowanych jest sytuacją na mieście, czyli korkami, remontami oraz zamknięciami niektórych ulic - przyznaje w rozmowie ze mną Ryszard Kowalczyk, kierownik Działu Nadzoru Ruchu MPK Łódź. Tak praktycznie jest codziennie na ulicy Tuwima, Sienkiewicza, Kopcińskiego, alei Piłsudskiego czy alei Mickiewicza. Kiedy autobus czy tramwaj stanie wraz z innymi samochodami to już praktycznie nie ma się co spodziewać, że podróż zakończy się bez opóźnienia. Pytanie, czy będzie ono małe czy duże?

Zacznijmy może od tramwajów. Awarie tych pojazdów zdarzają się nie częściej niż autobusów, jednak w tym przypadku odstawienie ich do zajezdni wcale nie jest taki proste. Często jest tak, że awaria nie może zostać usunięta na miejscu. Wówczas tramwaj - jeśli może - zjeżdża na najbliższą zapasową krańcówkę, gdzie zajmują się nim pracownicy pogotowia technicznego MPK Łódź. Jednak często jest tak, że tramwaj nie może samemu zjechać i trzeba go zepchnąć. Wówczas używa się pierwszego składu, który stoi za tym uszkodzonym. - Spychanie tramwaju to jeden z najtrudniejszych momentów w pracy motorniczych i pracowników nadzoru ruchu. Ci pierwsi porozumiewają się jedynie radiowo, a ci drudzy ostrzegają pasażerów w rejonie przystanków czy zabezpieczają skrzyżowania - tłumaczy kierownik Kowalczyk. Wówczas taki skład także jest spychany na najbliższą awaryjną krańcówkę. Na postoju czeka na inny pojazd, który przyjedzie z macierzystej zajezdni i odholuje go tam. Takie zdarzenia powodują, że z rozkładu wypadają już dwa kursy (holowany i holujący). A są przecież poważniejsze przypadki, jak awaria sieci, uszkodzenie szyn czy wykolejenie. To powoduje jeszcze większe opóźnienia.

Zatrzymania ruchu tramwajów powodują rozregulowanie kursowania najczęściej kilku linii. 
Potem niektóre linie muszą wyrównywać czas, aby powrócić do swojego rozkładu | fot. Daniel Siwak


Sporą część opóźnień w komunikacji miejskiej, sięgających powyżej 10-15 minut powodują niestety sami kierowcy. Najczęściej chodzi o przypadki zablokowania torowiska na ulicach, gdzie nie jest ono wydzielone. Ulica Zielona, Gdańska, Legionów, Kopernika czy plac Wolności to najczęstsze miejsca zatrzymań tramwajów. Nie trudno chyba domyślić się, że jeśli przymusowy postój trwał pół godziny to mniej więcej o tyle spóźniony przyjedzie skład, na który czekaliśmy. Do tego za nami mogło ustawić się już kilka innych wagonów z tej linii. W konsekwencji po wznowieniu ruchu powstają duże opóźnienia. Wiadomo, że pierwszy tramwaj stojący w zatrzymaniu (jeśli nie uległ awarii) ma największe opóźnienie, co oznacza, że na krańcówkę przyjedzie po swoim czasie i odjedzie z niej także opóźniony. Taka jazda nie ma zbytnio sensu. Trudność polega też na tym, że pojazd szynowy nie ma możliwości ominięcia korka na ulicy. Torowiska w Śródmieściu wbudowane są w jezdnię, ale nawet gdyby były zapasowe odcinki to bez zgody Centrali Ruchu nie można zmieniać trasy. Ba! W ogóle nie można zmieniać trasy, chyba, że wymaga tego sytuacja. A czasowo nadrobić jakoś trzeba.

Są na to różne sposoby, dość często używa się także wspomnianych nieczynnych w ruchu krańcówek. Motorniczy - po konsultacji z centralą ruchu - wypuszcza pasażerów na przystanku przed zapasową krańcówką. Z tyłu może jechać inny tramwaj kursujący po tej trasie lub kolejna brygada linii, na której jechaliśmy. Wówczas pasażerowie mogą wsiąść i kontynuować dalej podróż wzdłuż danego ciągu komunikacyjnego. Natomiast tramwaj, którym jeszcze kilka minut temu sami jechaliśmy zjeżdża na krańcówkę. Odczeka tam tyle minut, ile potrzeba do włączenia się do ruchu na przystanku w drodze powrotnej, gdyby normalnie dojechał z punktu A do punktu B. Często tak opóźnienia wyrównywane są na krańcówce dworzec Łódź Żabieniec czy na placu Wolności. Na tym ostatnim, jeśli pomiędzy łukami do skrętu stoi wagon to praktycznie można być pewnym, że próbuje wyrównać czas. Przeważnie z takiego rozwiązania korzystają linie 7, 15, 15, 43 czy 46. Trzeba sobie powiedzieć, że likwidacja ruchu okrężnego dla tramwajów będzie nastręczać wielu problemów. W tej chwili na skrzyżowaniu Nowomiejskiej z Północną i Ogrodową nie ma ani jednej relacji skrętnej.

W przypadku autobusów jest zupełnie inaczej. Powróćmy na chwilę do sytuacji, od której zacząłem dzisiejszy tekst. Chodziło o to, że pewnego popołudnia od kilkudziesięciu minut nie przyjechał żaden autobus linii Z10 w stronę Widzewa, za to "kumulacja" autobusów jechała w kierunku krańcówki Wyszyńskiego. To klasyczny przykład rozregulowania częstotliwości z powodu korków na mieście. Co w tej sytuacji robił przewoźnik? Nie utrzymywał godzin z rozkładu jazdy, bo to nie miało sensu. Starał się jednak utrzymywać częstotliwość. W praktyce oznaczało to, że pracownik Nadzoru Ruchu na Retkini puszczał co 4-6 minut kolejne autobusy linii Z10 ze wspomnianej "kumulacji". Przy okazji kierowca miał te 3 minuty na łyk herbaty czy wyjście do toalety. Dlaczego nie puszczono wszystkich od razu? Bo sytuacja powtórzyłaby się w rejonie Widzewa. Podobny schemat sterowania ruchem miał miejsce na krańcówce Augustów. Tam też pracownik Nadzoru Ruchu starał się co 4-6 minut puszczać kolejne autobusy linii Z10. Kierowcy w takich przypadkach nie próbują nadrobić czasu sami, bo jak to zrobić mając na przykład 40 minut w plecy? Zresztą słyszymy wtedy np. taką rozmowę przez radio: "Trzynaście dziewięćdziesiąt do sto dziesięć. Zet dziesięć czwarte, odjazd z Augustów minus dwadzieścia pięć". Oznacza to, że kierowca autobusu #1390, linii Z10 z brygadą 4. odjechał z krańcówki Augustów opóźniony o 25 minut.

Najwięcej spóźnień autobusy mają przez codzienne korki na ulicach miasta. Ulic, gdzie są wyznaczone
tak zwane BUSpasy jest zdecydowanie za mało. To usprawniłoby komunikację | fot.
Daniel Siwak, arch.


W sobotnim wydaniu internetowego Expressu Ilustrowanego mogliśmy przeczytać tekst "Autobusy jeżdżą puste, by nadrobić opóźnienia. Pasażerowie wyczekują na przystankach". Czytelniczka zobaczyła na ulicy Wólczańskiej zamiast pojazdu linii 57, autobus bez pasażerów, z wygaszonymi światłami, który nie zatrzymał się na przystanku. Pracownik centrali ruchu poinformował ją telefonicznie, że rzeczywiście niektóre pojazdy pokonują część trasy "na ciemno". W ten sposób nadrabiają opóźnienia sięgające półtorej godziny i włączają się dopiero na placu Dąbrowskiego. Rzeczywiście, w ten sposób także reguluje się opóźnienia, ale jak zastrzegają w MPK Łódź - takie decyzje podejmowane są przeważnie już poza godzinami szczytu. Innym przypadkiem jazdy bez pasażerów i włączonych tablic jest podmiana uszkodzonego na mieście pojazdu lub wyjazd kursu, który realizowany jest poza rozkładem jazdy. Niekiedy tak też zjeżdża się wcześniej do zajezdni, jeśli z powodu opóźnień nie da się już wykonać pełnego kursu. Każdy przypadek jest indywidualny dla konkretnego pojazdu i decyzję podejmuje Centrala Ruchu.

Kiedy dochodzi do awarii tramwaju lub zatrzymania ruchu tramwajów wysyła się komunikację zastępczą - tzw. autobus za tramwaj. W pierwszej kolejności wysyłane są na nią autobusy z tak zwanej rezerwy, które stacjonują na krańcówkach m.in. na Radogoszczu, Wydawniczej, Maratońskiej czy Szczecińskiej. Miejskie Przedsiębiorstwo Komunikacyjne informuje, że takich pojazdów jest w sumie sześć. Jednak co zrobić w przypadku, kiedy wszystkie pojazdy z rezerwy są rozdysponowane, a dochodzi do kolejnego zatrzymania tramwajów lub awarii jakiegoś autobusu? Można byłoby wysłać pojazd z zajezdni. Jednak to przeważnie za długo trwa. Wtedy przekierowywane są pojazdy z linii, gdzie częstotliwość jest większa. Należą do nich m.in. 59, 69, 76 czy 96. Bardzo sporadyczne są przypadki zabierania pojazdów z linii Z10. W MPK tłumaczą mi, że robi się to niechętnie, ale w przypadku ograniczonej liczby taboru, która wyjeżdża w miasto trzeba sobie jakoś radzić. Jeśli na miasto wyjeżdża przegubowe Volvo na linię 74 lub przegubowy Solaris na linię 84 to można być pewnym, że nastąpiła jakaś podmiana pojazdów lub zastępczo zjechał z jakiejś linii miejskiej. Naturalnie autobusy zabieranie z linii na KZ wracają później na właściwe kursy.

W mojej rozmowie przewinął się także wątek pasażerów, naturalnie w kontekście niepojawiającego się na przystanku tramwaju czy autobusu. - O dziwo przeważnie pasażerowie zdają sobie sprawę z sytuacji. Kierowcy, kobiecie na linii 98, zrobili awanturę, że stoi dwadzieścia minut w korku przy ulicy Kilińskiego. Po czym otworzyli sobie sami drzwi w autobusie i wysiedli między przystankami - wspomina Ryszard Kowalczyk z Działu Nadzoru Ruchu MPK Łódź. Warto w tym miejscu dodać, że i takie sytuacje powodują często, że kierowca musi jechać awaryjnie do krańcówki lub po prostu pojechać wcześniej do zajezdni. Ale wracając do tematu. Wiadomo, że pasażera tak naprawdę mało obchodzi co się stało, że nie jedzie dalej. Chce się najzwyczajniej przemieścić z punktu A do punktu B za pomocą środka transportu publicznego. Co więcej zawarł pewną umowę z przewoźnikiem, bo kupił bilet jednorazowy lub jest "stałym klientem", który posiada bilet miesięczny. Tak czy inaczej, na mieście pojawiają się takie sytuacje, na które ani przewoźnik, ani kierujący nie ma wpływu. Choć dla podróżnego jest to bardzo niekomfortowa sytuacja, która wiąże się najczęściej ze spóźnieniem. Jednak wszelkie nerwy w niczym nie pomogą. Od tego tramwaj czy autobus nie ruszy.

Centrala Ruchu MPK Łódź to serce komunikacji miejskiej w naszym mieście. Tutaj koordynowane
jest kursowanie autobusów i tramwajów, a każdego dnia dyżuruje kilku pracowników | fot.
Daniel Siwak
Przy okazji dzisiejszego tematu warto zajrzeć na chwilę na czwarte piętro kamienicy przy ulicy Narutowicza 77. To tam znajduje się jeden z najważniejszych działów operacyjnych Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego - centrala ruchu. W tym miejscu przez całą dobę dyżuruje kilku pracowników nadzoru ruchu. Kiedy na ulicy dochodzi do zatrzymania ruchu tramwajów lub wypadku komunikacyjnego to zgłoszenie od motorniczego tramwaju czy kierowcy autobusu trafia bezpośrednio tutaj. Dyspozytorzy w pierwszej kolejności kierują na miejsce tzw. "erkę" czyli Nadzoru Ruchu MPK oraz - jeśli potrzeba - powiadamiają policję, straż miejską, straż pożarną czy pogotowie ratunkowe. To tutaj zapadają decyzje, o których pisałem wcześniej, czyli o skierowaniu komunikacji zastępczej, awaryjnych zmianach tras, wysłaniu z zajezdni dodatkowych pojazdów na miasto czy przekierowaniu danego pojazdu na inną linię, gdzie akurat brakuje taboru. Szerzej o pracy Centrali Ruchu MPK Łódź mam nadzieję na "ZbiorKomie" napisać już w przyszłym roku.

Na koniec taka mała podpowiedź dla wszystkich pasażerów. Autobus lub tramwaj nie przyjechał na przystanek? Po wejściu do pojazdu, który już wreszcie nadjechał nie wrzeszczcie od razu na kierowcę czy motorniczego. Skontaktujcie się wcześniej z infolinią MPK Łódź 801-301-309 lub 42 638-90-20. Być może pracownicy Centrali Ruchu powiedzą dlaczego tak się stało lub spróbują tę sprawę wyjaśnić. Jeśli to nadal Was nie satysfakcjonuje złóżcie oficjalną skargę. Możecie zrobić to na cztery sposoby: mailowo na adres opiniempk@mpk.lodz.pl, telefonicznie pod numerem 42 672-13-43 (w dni robocze w godz. 8.00-16.00, we wtorki do godz. 8.00-18.00), listownie na adres Działu Obsługi Klienta MPK Łódź, ul. Tramwajowa 6, 90-132 Łódź lub osobiście w godzinach pracy Biura Obsługi Klienta. Podobna zasada obowiązuje kiedy chcecie pochwalić prowadzącego tramwaj czy autobus. Wówczas polecam dwa pierwsze sposoby kontaktu.

Jeśli jednak odpowiedź od przewoźnika nadal Was nie satysfakcjonuje można swoją skargę złożyć do organizatora Lokalnego Transportu Zbiorowego w Łodzi. Najlepiej zrobić to mailowo na adres zdit@zdit.uml.lodz.pl lub listownie na adres Wydziału Transportu Zbiorowego i Parkowania Zarządu Dróg i Transportu, ul. Piotrkowska 175, 90-447 Łódź. Pamiętajcie też, że pytania o zmiany w częstotliwości kursowania autobusów i tramwajów, modyfikacje tras już funkcjonujących linii oraz uruchamianie nowych połączeń komunikacyjnych należy kierować także do ZDiT. Jednak myślę, że kontakt z organizatorem Lokalnego Transportu Zbiorowego w Łodzi to ostateczność, bo większość wyjaśnień przewoźnika jest uznawana przez pasażerów.

5 komentarzy:

  1. "Tłumaczył, że są korki w rejonie Galerii Łódzkiej i Centralu. Że teraz "kumulacja" autobusów jedzie na Retkinię, ale zaraz ruszą w stronę Widzewa. Niestety, tłumaczenie nie pomogło."
    Nie pomogło bo to nie jest właściwe tłumaczenie. Jeśli stado jedzie w kierunku Retkini to NR stojący na Kaliskim (w tej chwili powinien tam zawsze stać w szczytach, a po drugiej stronie gdzieś w okolicy Marszałków, tylko tam trudniej o dobry punkt) powinien zawrócić środkowy autobus (albo dwa jeśli stado jest duże) i wysłać go z powrotem (jeśli zawraca dwa to jeden powinien pojechać prosto i włączyć się przy WAMie).
    Jako że wciąż niewiele pojazdów ma GPS, nie można jeszcze wprowadzić pełnego nadzoru zdalnego, ale można zaryzykować inne, zbliżone rozwiązanie - gdyby w szczycie wszystkie 98 i Z10 miały radia ustawione na wolny Awaryjny2 i w szczycie zgłaszały przyjazd na punkty kontrolne (krańcówki, Central, Kilińskiego, Marszałki) i orientacyjne zapełnienie, dodatkowy dyspozytor mógłby koordynować te 50 brygad, choćby przesuwając pinezki po mapie ;) (posadzenie dodatkowego dyspozytora może się w tym przypadku okazać wręcz całkiem opłacalne)
    Można też na szybko napisać jakiś system nadzoru oparty o telefony, uczelnie i studenci czekają z mniej lub bardziej otwartymi ramionami ;) Kilkadziesiąt smartfonów (nawet najtańszych) i ładowarek to jest kilka tysięcy, ale taki sprzęt zawsze się w firmie przyda, poza tym nowy system nadzoru i tak nie będzie obejmował wszystkich autobusów - będzie go można uzupełnić

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie by mogło tak być, ale potrzeba do tego więcej pojazdów Nadzoru Ruchu MPK Łódź. Czterech czy pięciu pracowników w terenie niekiedy wydaje się być ilością niewystarczającą. Stąd też trzeba sobie radzić z tym co jest. Myślę, że w tym konkretnym przypadku i tak poradzono sobie tak dobrze, jak tylko można było. Nawet pomimo największej bariery jakim był korek na alei Piłsudskiego.

      Usuń
  2. Stek bzdur.Osobiście spotkałam sie z sytuacją,w której autobus przyjechał znikąd,chociaż był o czasie.Przystanek Inflancka-Marysińska w stronę Teofilowa,uciekł mi autobus więc postanowiłam przejść 1 przystanek.Dotarłam do przystanku Rondo Powstańców 1906 roku i o czasie pojawia się autobus.Super!Jakie jednak jest moje zdziwienie gdy okazuje się kompletnie pusty.Co to oznacza?Ni mniej,ni więcej tylko to,że musiał jakimś cudem ominąć przystanek przy Marysińskiej,a pasażerowie stojący tam nadal czekają na autobus,naiwnie myśląc,że "Coś stało sie na mieście."

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli mówimy o rondzie Powstańców 1906 to z przykrością muszę przyznać, że chyba nie jesteśmy w Łodzi. Pewnie chodziło o rondo Powstańców 1863 roku - skrzyżowanie Inflanckiej i Julianowskiej z Łagiewnicką.

      Poza tym nie bardzo wiem co ma być stekiem bzdur? Być może ów wspomniany autobus był z rezerwy lub z miasta został ściągnięty a Centrala Ruchu MPK podjęła decyzję żeby się włączył na tym konkretnym przystanku. Poza tym ważna jest godzina i dzień takiego zdarzenia. Szanowna Internautko, zadzwoniłaś na 801-301-309 lub 42 638-90-20? Być może na infolinii wszystko by się wyjaśniło.

      Usuń
  3. Czemu linie 57 mają tendencje do opóźnień? Kursy z Marysińskiej jestem w stanie zrozumieć, ale z Karpackiej? Do przejechania raptem jedno rondo, które w układzie nie jest takie złe w porównaniu do choćby ronda solidarności. Poza tym nie wiem, kto wysyła Nadzór Ruchu, ale wypadałoby żeby pojawiał się częściej pan z megafonem i ogłaszał, żeby się pasażerowie przesiedli na inną komunikację, bo tramwaj się wykoleił/szyna pękła/awaria wodociągu. Cokolwiek. Raz na jakiś czas ewentualnie coś można zobaczyć na tych magicznych tablicach. Niech ludzie nie stoją jak te jelenie.
    Ja dzwoniłam na mPK gdy 57 z Karpackiej mi nie jechało: jechało 1,2,3 na Karpacką i teoretycznie ten pierwszy powinien w ciągu 20 minut. Ja i ludzie staliśmy naprzeciw szpitala Pirogowa. OK, był piątek, ale co z tego? Uprzejmy pan poinformował mnie że ta linia jest opóźniona od 2,3 lat (sytuacja była w 2014 roku). No cóż, Wrocław ma linie przyśpieszone, a Łódź - opóźnione ;) Od tamtej chwili zaprzestałam dzwonienia na infolinię.
    No i nad jednym ubolewam, ale to nie wina MPK (chyba, że chodzi o aktualizacje zdarzeń na fejsie). Ludzie są dziś KALEKAMI. Brak im empatii dnia codziennego - jak mają smartfony to zamiast przeglądać jakieś durne aplikacje stojąc na przystanku, to może mogliby zalukać i powiedzieć człowiekowi obok: uwaga, tramwaju nie będzie...To się przeniesie na jakiś autobus, czy co...Ja mam jeszcze tę niezdrową tendencję, że jak wysiadam z popsutego tramwaju przystanek wcześniej, to informuję o problemach motorniczego. jaja są gdy jednak motorniczemu uda się ruszyć a ktoś poszedł :) Ale na to nie ma się wpływu, a przecież w sumie motorniczy nie jest alfą i omegą i czasem uda mu się uruchomić tramwaj a czasem nie...Niemniej jednak wysłanie "pielgrzyma" z megafonem byłoby bardzo dobre. Albo instalacja głośników w części pasażerskiej tak by motorniczy po otrzymaniu newsa z centrali mógł powiadomić, że jedzie inną trasą. Myślę, że to by pomogło wielu ludziom używającym szarych komórek i przestaliby się zżymać na faceta, który odpowiada za ich bezpieczeństwo i też jest zestresowany. Bo dojedzie opóźniony a nie wie czy będzie mieć przerwę na pętli na małe codzienne sprawy...

    OdpowiedzUsuń