sobota, 6 grudnia 2014

Spalona kamienica sparaliżowała ruch w centrum Łodzi. Urzędnicy sparaliżowali komunikację miejską

Normalnie jest w tym miejscu BUSpas dla komunikacji zastępczej przebudowywanej trasy W-Z. Jednak po
decyzji urzędników przez kilka dni jeździły nim także auta. Efekty widać gołym okiem | fot.
Daniel Siwak
Ta jesienna niedziela nie należała do najcieplejszych. Zresztą to już w sumie nie ten czas, kiedy możemy się spodziewać mocno dodatnich temperatur. W godzinach wieczornych 30 listopada Łódź obiegła wiadomość, że bardzo intensywnie pali się kamienica na skrzyżowaniu ulicy Tuwima i Kilińskiego. Konkretnie mówiąc ogień rozprzestrzenił się na całe poddasze.

Z żywiołem przez całą noc walczyło kilkudziesięciu strażaków. To dobrze, że ulica Kilińskiego będzie wkrótce remontowana, a w związku z tym tylko tramwaje inii Z1 dojeżdżają przed ulicę Tuwima. W czasie różnych działań ratowniczych jedno jest pewne. Linie 1, 4, 5, które wcześniej tędy jeździły, nie kursowałyby na pewno przez te kilka dni.

Ze względów bezpieczeństwa Powiatowa Inspekcja Nadzoru Budowlanego zamknęła skrzyżowanie ulic Kilińskiego i Tuwima, przy którym stoi spalona kamienica. W poniedziałek 1 grudnia, od 14.00 organizacja ruchu w tym rejonie została zmieniona. Samochody i autobusy z Tuwima jechały ulicami Targową, aleją Piłsudskiego, Sienkiewicza. No i się wtedy zaczęło.

Skierowanie autobusów ulicą Targową spowodowało zwiększenie ich opóźnienia o ok. 20 minut. Można
byłoby skierować je ulicą Dowborczyków z zachowaniem BUSpasa na alei Piłsudskiego | fot.
Daniel Siwak
Znów będzie, że narzekam. Jednak sytuacja, o której dzisiaj będę pisał dotknęła wielu łodzian, którzy poruszali się w tym tygodniu po mieście, głównie w porze południowego szczytu. Mnie osobiście też, bo akurat musiałem przemieścić się ze Śródmieścia na Retkinię. Stety lub niestety, ale taka jest prawda. To nie spalona kamienica sparaliżowała ruch w centrum Łodzi. To urzędnicze decyzje go sparaliżowały. Z jednej strony ktoś mógłby powiedzieć, że wszystko co można było zrobić, było zrobione. Z drugiej strony zawsze może paść pytanie - czy, aby na pewno wszystko zostało zrobione? Moje obserwacje należałoby podzielić na dwie części. Jedna z nich dotyczy tymczasowej organizacji ruchu dla aut, druga dotyczy tymczasowej organizacji dla komunikacji miejskiej, czyli de facto dla autobusów. Zacznijmy może od tego pierwszego. Jak już wspomniałem zamknięto odcinek ulicy Tuwima od Targowej do Sienkiewicza, zamknięta dla ruchu (z wyjątkiem docelowych wjazdów) była także ulica Dowborczyków na odcinku od Nawrot do Tuwima.

Patrząc na znikomy ruch na tej drugiej ulicy aż dziwię się, że nie puszczono tędy komunikacji miejskiej aż do alei Piłsudskiego. To dobre co najmniej 20 minut do przodu, a nie w plecy. Wraz z wyznaczeniem tymczasowego objazdu podjęto decyzję o wpuszczeniu aut na BUSpas alei Piłsudskiego - pomiędzy ulicą Kilińskiego a ulicą Sienkiewicza (w kierunku zachodnim). Do tej pory odcinek ten służył jedynie pracownikom i klientom firm i instytucji znajdujących się w tym rejonie. Tę zgodę kierowcy rozszerzyli sobie mimochodem na odcinek alei Piłsudskiego pomiędzy Wodną a Kilińskiego oraz pomiędzy Sienkiewicza a Piotrkowską i dalej aż do alei Kościuszki. Trochę się nie dziwię, bo każdy chciał jak najszybciej dojechać do miejsca docelowego. Mam tylko nadzieję, że to nie rozochociło zbytnio kierowców, bo ten odcinek musi mieć bezwzględny priorytet dla komunikacji miejskiej.

Decyzje urzędników to jedno, zupełnie inną sprawą jest pomoc służb miejskich, które mają uprawnienia do kierowania ruchem. Przemierzając w czwartek na pieszo tymczasową trasę objazdów, ich praktycznie w ogóle nie widziałem. Na skrzyżowaniu Tuwima i Targowej stał jedynie patrol Straży Miejskiej. Mundurowych nie było na skrzyżowaniu Targowej i Nawrot (regulowanie ruchu), Targowej i alei Piłsudskiego (pomoc we włączaniu się do ruchu, choćby autobusom MPK) czy na alei Piłsudskiego i Kilińskiego, gdzie sygnalizacja paliła się niekiedy tylko dla ozdoby. Na skrzyżowaniu alei Piłsudskiego i Sienkiewicza policjanci z drogówki pojawili się ok. 14.00 i kierowali ruchem przy włączonej sygnalizacji. Jakby nie roszczę sobie w żadnym wypadku prawa do pouczania policjantów. Jednak obserwowałem co się działo i ich obecność w tych punktach na pewno by nie zaszkodziła. Mam nadzieję, że byli chociaż obecni we wcześniejsze dni. Ruch po jednym pasie na skrzyżowaniu Tuwima i Kilińskiego został przywrócony po godzinie 16.00 w czwartek, 4 grudnia. Jednak część autobusów nadal kursowała objazdem. Dlaczego? Nie wiem.

Ten, kto chciał przejechać komunikacją miejską po alei Piłsudskiego, musiał uzbroić się w cierpliwość.
W korku utknęło około 15 autobusów, których opóźnienie sięgało ponad 30 min | fot.
Daniel Siwak
Nie wiem czy urzędnicy Zarządu Dróg i Transportu w Łodzi mają pewną świadomość. Świadomość, że praktycznie przez cztery dni rozmontowali jedyną komunikację zastępczą, którą mieszkańcy Retkini mogli dojechać z i do Centrum. Mam tutaj na myśli autobusy linii 98, 98A, 98B i Z10, choć z obserwacji terenowych, które poczyniłem najbardziej ucierpiała ta ostatnia. Rykoszetem dostały także linie 57, 74, 74A, 74B, 80, 83 i Z5. Wpuszczenie ruchu indywidualnego na BUSpasy na alei Piłsudskiego (na odcinku od Wodnej do Sienkiewicza w kierunku Retkini) było najbardziej szkodliwą decyzją tych kilku dni, jaka mogła zostać podjęta. Spowodowało to, że żadni użytkownicy ulicy nie mieli sensownej alternatywy w podróży. Auta notorycznie blokowały autobusy. Do tego kierowcy aut wielokrotnie i na siłę próbowali się wepchnąć przed autobusy tuż za skrzyżowaniem z ulicą Kilińskiego.

W zatorze na alei Piłsudskiego pomiędzy ulicą Wodną a ulicą Sienkiewicza, jeden za drugim stanęło nawet po piętnaście autobusów. Najwięcej niestety linii Z10 (kursuje co 4 minuty), a w nich tysiące pasażerów, którzy chcieli dostać się na Retkinię. Na tej linii zastępczej wyjątkowo duża ilość pasażerów podróżuje pomiędzy przystankiem Piłsudskiego - Wydawnicza a przystankiem Wyszyńskiego - Armii Krajowej. Opóźnienia sięgały od 30 minut nawet do 75 minut w niektórych przypadkach. Naturalnie nie jest to niczym nowym, bo prowadzący muszą zgłaszać ponadnormatywne opóźnienia do Centrali Ruchu. Jednak przez te cztery dni radiostacje w pojazdach, kolokwialnie mówiąc rozgrzewały się do czerwoności. Co chwila padały zapytania o wyrównywanie czasu czy możliwość wcześniejszego zjazdu do zajezdni z uwagi na fakt powstałego opóźnienia. A pamiętajmy, że kierowca nie może przekraczać określonego czasu pracy.

Kiedy wszystkie autobusy Z10, kursujące praktycznie wzdłuż ulic pozbawionych komunikacji tramwajowej, wydostały się z mega korka to podjeżdżały na przystanki stadami - po trzy czy cztery pojazdy na raz. Pierwszy pojazd po dojechaniu do krańcówki przy skrzyżowaniu Wyszyńskiego i Popiełuszki praktycznie od razu wyruszał w powrotną podróż, reszta była puszczana w odstępach rozkładowych. W międzyczasie czas oczekiwania na pojazdy linii Z10 w stronę Centrum wynosił od 20 do 30 minut. Sytuacja powtarzała się ponownie przy powrotach z krańcówki Augustów na krańcówkę Wyszyńskiego, kiedy autobusy utykały w rejonie ulic Targowej, Kilińskiego i Sienkiewicza. W rozrachunku ta linia w ogóle nie jeździła zgodnie z rozkładem, a ilość pasażerów, która i tak jest tam ogromna, była jeszcze większa. Nie wszyscy po dłuższym wyczekiwaniu na mrozie zdołali zmieścić się w zapełnionych autobusach. Ze strony kierowców były prośby o podstawienie dodatkowych pojazdów, ale nie wiem czy to miało sens, kiedy potem i tak wszystko stawało w korku.

Po zamknięciu skrzyżowania ulic Tuwima i Kilińskiego pojawiły się od razu mapki w internecie. Kierowcy
i pasażerowie mogli zorientować się, jak ominąć zamknięty rejon | fot.
Zarząd Dróg i Transportu
Podobną analizę przeprowadziłem w połowie marca tego roku. Wówczas silny wiatr spowodował uszkodzenie krzyża na wieży kościoła ewangelicko-augsburskiego św. Mateusza przy ulicy Piotrkowskiej. Ówczesna sytuacja również była dość poważna, bo element wieżyczki przekrzywił się i w każdej chwili mógł spać z kilkudziesięciometrowej konstrukcji. Ulica od Milionowej do Tymienieckiego została zablokowana na czas akcji usuwania połamanego elementu sakralnego. Tramwaje nie jeździły od niedzieli do poniedziałkowego popołudnia. Po tym fragmencie Pietryny kursowała "KZ" . Wyliczyłem, że wtedy brakowało informacji graficznych w internecie, ale także rozkładów jazdy linii zastępczej.

Jednak wracając do opisywanej sprawy. W tej całej sytuacji należą się także pozytywne słowa. Duży plus dla Zarządu Dróg i Transportu za informację graficzną - na Facebooku i na swojej stronie internetowej. Pojawiły się tam proste mapki informujące o objeździe dla samochodów oraz komunikacji miejskiej. Stosowna informacja trafiła także do mediów i była dość szybko rozpowszechniona. Myślę, że na pewno dotarła do sporej liczby mieszkańców miasta. Nawet nie przeszkadzały mi fotograficzne raporty ze strefy demontażu dachu kamienicy przy skrzyżowaniu ulic Kilińskiego i Tuwima. Do niektórych przemawiają jedynie obrazki, więc kilka zdjęć pokazujących bieżące prace rozbiórkowe na pewno przemówiło do podświadomości - że przejazd autem jest zablokowany i przejściem chodnikiem też. MPK Łódź z kolei poinformowało u siebie o zmianach tras autobusów.

Myślę, że komunikacyjni urzędnicy w przypadku podobnych sytuacji nadzwyczajnych, muszą się wreszcie mocno określić. Czy czczą bezgranicznie tak zwaną Św. Przepustowość czy może chcą umożliwić przejazd przez miasto chociaż jednej grupie, którą są pasażerowie komunikacji miejskiej. Dlaczego akurat tej? W autobusie zmieści się nawet 150 kierowców, w standardowym aucie osobowym zmieści się zaledwie 5 pasażerów komunikacji miejskiej. Tak więc, jeśli ZDiT-owcy chcą, aby wszyscy byli w podobnej sytuacji, czyli stali w jednym wielkim korku to dają temu wyraźny sygnał. Sygnał, że kompletnie nie rozumieją prawideł dotyczących poruszania się poszczególnych grup użytkowników przestrzeni drogowej. W obliczu tworzenia nowego planu transportowego, gdzie komunikacja miejska ma mieć priorytet bezgraniczne faworyzowanie aut kompletnie się z tym kłóci.

7 komentarzy:

  1. Gdyby MPK pomyślało i na czas remontów, kierowcy mający ze sobą dowód rejestracyjny samochodu mogli za darmo jeździć liniami po WZ, a pozostali zostawiając samochód bilety/migawki ulgowe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakby przyciągnięcie kierowców do transportu zbiorowego zdecydowanie popieram. Jednak może nie za wszelką cenę. Na pewno spróbowałbym takiego myku, że każdy kierowca za okazaniem dowodu rejestracyjnego auta mógłby zakupić "Migawkę" z rabatem np. 50 procent.

      Jednak trzeba wiedzieć jedno. MPK Łódź operatorem "Migawki" jest na zalecenie Zarządu Dróg i Transportu. Nawet ten organ nie jest w stanie zwolnić lub urabatować takiej czy innej grupy. Taką decyzję musiałaby podjąć Rada Miejska w Łodzi drogą konkretniej uchwały.

      Usuń
  2. A dzisiaj po 9 była awaria świateł na skrzyżowaniu marszałków. "Bohaterscy" policjanci stali na chodniku i patrzyli się jak wszystkie pojazdy blokują się wzajemnie na środku skrzyżowania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Być może czekali aż kierowcy zaczną stosować się do sytuacji tzn. wykorzystają zdobytą na kursie na prawo jazdy wiedzę?

      Usuń
    2. Bo po co Pan Policjant ma się zniżać do poziomu byle kierowców i próbować udrażniać ruch... To że duża część świateł jest niepotrzebna, nie znaczy, że "marszałki" mogą być pozostawione na pastwę przepisów

      Usuń
    3. Nie chcę mówić, że łódzka drogówka działa źle. Jednak, jeśli czasem czytam, że przejmują się przepustowością ulicy, a nie bezpieczeństwem na ulicy to miewam wątpliwości. A co do tej sytuacji, pewnie uznali, że jeszcze nie czas interweniować...

      Usuń
  3. Brakuje mi tu analizy, czy można było to zorganizować inaczej. A można było. Można było zostawić Piłsudskiego autobusom, a ruch aut osobowych skierować pod prąd ulicą Nawrot. Nic niestało na przeszkodzie. Od Tuwima do Nawrotu jednokierunkowo Dowborczyków (w kierunku przeciwnym niż standardowy). Dalej aż do Sienkiewicza północnym pasem ul. Nawrot. W prawo Sienkiewicza, i w lewo w Tuwima - czy to bezpośrednio, czy przez pl. Komuny Paryskiej. Jedyne co by trzeba było zrobić, to zmienić oznakowanie i wyłączyć dwie sygnalizacje świetlne (albo dołączyć do nich dodatkowe, tymczasowe sygnalizatory, ale to pewnie nie takie proste, a ruchem na skrzyżowaniach i tak kierowała tam przecież policja). Może jeszcze dla bezpieczeństwa rozdzielić pachołkami dwa pasy ruchu na Nawrocie między Dowborczyków a Sienkiewicza.

    Co do Piłsudskiego między Wodną a Kilińskiego - tam poruszać się samochodem ma prawo każdy, nawet teraz, gdy nie ma żadnych utrudnień; było też tak przed pożarem. Dopiero przy Kilińskiego jest nakaz skrętu w prawo bądź w lewo.

    A jeśli chodzi o Piłsudskiego między Kilińskiego a Sienkiewicza - tam kocioł bywa nawet bez zamkniętych skrzyżowań na trasach objazdu. Tak sytuacja wyglądała tam w piątek, dokładnie na dwa dni przed pożarem kamienicy: http://imgur.com/a/xhcF7

    Już nawet fanpage na Facebooku powstał: https://www.facebook.com/pages/Sp%C3%B3%C5%BAni%C4%99-si%C4%99-bo-Pi%C5%82sudskiego-Kili%C5%84skiego/568268346637258

    Swoją drogą w ciekawy sposób podczas zamknięcia skrzyżowania zorganizowano dojazd do odcinka ul. Kilińskiego między Tuwima a Traugutta (dokąd jedyny dojazd, ze względu na budowę zachodniej głowicy Fabrycznego, prowadził właśnie przez to zamknięte skrzyżowanie). Objazd zorganizowany był... przez teren EC1.

    OdpowiedzUsuń