piątek, 1 sierpnia 2014

Wybuchające opony, dachowanie, brak hamulców. To nowoczesny symulator w Instytucie Medycyny Pracy

Kabina od prawdziwego autobusu, mnóstwo elektroniki i panoramiczny ekran. Tak wygląda symulator
działający w Instytucie Medycyny Pracy w Łodzi. Badanie tutaj jest kompleksowe | fot.
Daniel Siwak
Motorniczy pod wpływem alkoholu nie zatrzymuje się na ulicy Piotrkowskiej i zabija na przejściu dla pieszych trzy osoby. Kilka tygodni później motorniczy na ulicy Dąbrowskiego śmiertelnie przejeżdża biegającego po torowisku psa. Kilkanaście tygodni temu motorniczy nie wyhamowuje składu w odpowiednim momencie na ul. Limanowskiego i wjeżdża w inny, stojący na światłach.

Jakiś czas temu zastanawiałem się czy istnieją nowoczesne metody badania prowadzących czy doskonalenia ich technik nauki jazdy. Niby są te wszystkie akademie, ale wbrew pozorom są one dość ograniczone. Elektronika ma o tyle przewagę, że można wywoływać dzięki niej różne nieprzewidziane i ekstremalne sytuacje, z którymi prowadzący może się spotkać.

W pewnym momencie postanowiłem poszperać w internecie. Skojarzyłem, że w Łodzi taki symulator przecież niedawno powstał. Takim oto sposobem jakiś czas temu trafiłem do Instytutu Medycyny Pracy im. prof. dr Nofera. Mówiąc konkretniej wizytowałem Zakład Fizjologii Pracy i Ergonomii, gdzie na co dzień stacjonuje symulator ciężarówki i autobusu.

Wieczór, prószący śnieg i plener miastowy, czyli duże natężenie ruchu. W takich warunkach pogodowych
można ćwiczyć zachowania kierowców autobusów miejskich czy ciężarówek | fot.
Daniel Siwak
Przyznam szczerze, że temat symulatorów komunikacyjnych ostatnio zaczyna mnie coraz bardziej interesować. Przy okazji zbierania informacji na temat różnych urządzeń udało mi się wyszperać w internecie, że symulator lokomotywy elektrycznej serii EP09 posiada jedna z firm szkoleniowych z Warszawy. Także symulator kolejowy zakupiło PKP InterCity. Dzięki niemu pracownicy spółki, którzy kierują lokomotywami będą mogli się zmierzyć w starciu z wirtualną rzeczywistością. Do 30 listopada tego roku nowoczesne urządzenie warte ponad 5 mln złotych, powinno zostać oddane do dyspozycji tego przewoźnika. Jeśli mowa o takich urządzeniach to warto wspomnieć o Politechnice Krakowskiej. To tamtejsi naukowcy skontrowali symulator tramwaju na bazie pojazdu NGT6.

Poza symulatorem tramwaju na PK, który służy bardziej do celów naukowych niż związanych z badaniami w medycynie pracy nie słyszałem o innym takim urządzeniu w Polsce. Teraz sobie tak myślę, że kontrastem do podobnych tego urządzeń, ale dla pojazdów szynowych może być pewien zabytek, który stoi aktualnie w Zajezdni Muzealnej Brus. Mam tutaj na myśli oczywiście wagon 2N #1234 z 1950 roku. Jego urok polega na tym, że dawniej woził on normalnie pasażerów. Dopiero w latach siedemdziesiątych został przerobiony na pojazd do nauki jazdy i przemalowany na kremowo-niebieski kolor. Jego niezwykłość polega na tym, że ma dwa pulpity. Jeden służył potencjalnemu kursantowi w czasie prowadzenia tramwaju. Z drugiego zaś instruktor mógł wywoływać różne anomalie w czasie jazdy. Remont tego cennego historycznie tramwaju być może zostanie sfinansowany Budżetu Obywatelskiego w Łodzi.

Moja wizyta w Instytucie Medycyny Pracy przy św. Teresy miała charakter czysto testowo-poznawczy. Chciałem sprawdzić przede wszystkim precyzyjność oraz realność warunków jakie stwarza program komputerowy obsługujący symulator. Chciałem się też dowiedzieć co musi posiadać takie urządzenie, aby mogło służyć regularnym szkoleniom. Symulator składa się przede wszystkim z dwóch wymiennych kabin - autobusu miejskiego i ciężarówki. Aktualnie zainstalowana kabina mocowana jest na hydraulicznych siłownikach, które mają posłużyć do tworzenia "efektów specjalnych". Do tego kilka wydajnych rzutników multimedialnych oraz specjalnie wyprofilowany ekran, dzięki któremu "wjeżdżamy" do świata komputerowego miasta. To wszystko ma sprawić, aby badany kierowca jak najbardziej miał urealnione warunki wirtualnej jazdy.

Symulator autobusu w IMP dopuszcza wszelkie zdarzenia na drodze, w tym także dachowanie przy
przebiciu opono, jak i przy odbiciu się od barierki bezpieczeństwa wzdłuż dróg | fot.
Daniel Siwak


Kierowca, który przychodzi na symulację musi być przede wszystkim wypoczęty i poświęcić na nie kilka godzin. Zaczyna się od wywiadu z pacjentem, potem jest badanie ogólnolekarskie, badanie okulistyczne i neurologiczne. Gdybym miał przechodzić pełną procedurę w tym momencie wyglądałbym prawie jak jakiś robocik. Elektrody podłączone są do klatki piersiowej, jest to monitoring pracy serca. Okablowana "czapka" z elektrodami to nic innego jak urządzenie rejestrujące pracę mózgu EEG. Natomiast mankiet na przedramieniu służy mierzeniu tętna oraz ciśnienia. Dodatkowo z tyłu oraz na szybie znajdują się specjalne czujniki, które zapisują ruchy głowy oraz ruchy gałek ocznych. - Najpierw odbywa się półgodzinna sesja przy bardzo monotonnej jeździe. Z rozmów z kierowcami wiemy, że są takie trasy, które nie stwarzają sytuacji stresogennych. Potem jest półgodzinna przerwa i kolejna jazda to już trasa w zmożonym ruchu, gdzie mamy dużo przystanków czy skrzyżowań - opowiada mi prof Alicja Bortniewicz z Zakładu Fizjologii Pracy i Ergonomii IMP.

Tak więc wreszcie nadeszła chwila na test. Do środka kabiny od Autosana wchodzę przez uchylno-odskokowe drzwi. We wnętrzu - poza aparaturą badawczą - wszystko wygląda jak w prawdziwym autobusie. Jest nawet elektroniczny rejestrator jazdy czy radio, z którego możemy słuchać w czasie jazdy wybranej przez nas rozgłośni. Chwila oswojenia się z deską rozdzielczą, przekręcam kluczyk od stacyjki, zwalniam hamulec postojowy, zamykam drzwi i w drogę. Za oknem dzień, słoneczna pogoda i ani jednej kropelki deszczu. Jazdę zacząłem na dobrze znanym kierowcom rondzie Inwalidów. Ciekawostką jest to, że w symulatorze znaleźć można kilka wybranych miejsc w Łodzi, gdzie kierowcy spotykają się z różnymi sytuacjami. Początkowo miałem ewidentny problem z krawężnikami co dało się odczuć. Nie było łatwo, ale wreszcie mniej więcej dało się to opanować. Przede mną spokojna jazda, sygnalizacja świetlna, ruch uliczny i od czasu do czasu konieczność zatrzymania się na przystanku. Na szczęście żadne psy czy piesi nie wyskakiwali mi na jezdnię.

Na początku testu jechałem po wyznaczonej trasie. Później już samodzielnie wybierałem ulice, po których jechać. Po kilku minutach jazdy zaczął mnie ścigać policyjny radiowóz. To znaczy widziałem pojazd uprzywilejowany, ale nie myślałem, że akurat jestem przez niego obserwowany. Kiedy w pewnym momencie poczułem, że byłem przez policyjnego Forda taranowany postanowiłem... wcisnąć gaz i uciec. Wierzcie mi, że ucieczka autobusem nie jest tak spektakularna, jak to widać w hollywoodzkich filmach. Moja jazda nie trwała długo, na jednej z ulic straciłem panowanie nad pojazdem i dachowałem. W tym momencie wbiło mnie w fotel i poczułem się jakbym naprawdę koziołkował. Wrażeń całej sytuacji dodawały mocne ruchy kabiny, która jest zamontowana na siłownikach hydraulicznych. Gdyby była umieszczona jeszcze na takich prowadnicach, jak symulatory dachowania to pewnie miałbym już serce w gardle, a przy niezapiętych pasach leżałbym już do góry nogami. Autobus został wstawiony na drogę i pora na kolejną jazdę. Tym razem już poza miastem i w nieco pagórkowatym terenie.

Na monitorze z lewej strony podejrzeć można widok auta instruktora, z prawej widoczna jest 
trasa badanego kierowcy. Poniżej mamy mapę i panel sterowania symulatora | fot. Daniel Siwak
 Na szczęście nie ścigali mnie już stróże prawa co nie oznacza, że było łatwo. W pewnym momencie pękły mi dwie opony! Znów straciłem panowanie nad pojazdem, odbiłem się o obydwie barierki i przewróciłem się na prawy bok. Wylądowałem na sąsiednim pasie, kilkanaście centymetrów od nadjeżdżającej z przeciwka osobówki. Na koniec jeszcze przejażdżka górskimi drogami. Pierwsza minuta przebiega dość spokojnie choć wiadomo, że wjazd dużym i ciężkim autobusem pod górę jest niełatwy. Podziwianie widoków jednak długo trwać nie mogło, czekał mnie zjazd kilkaset metrów w dół i to w dodatku krętą drogą. Wszystko może i byłoby dobrze, gdyby nie fakt, że mój pojazd doznał awarii hamulców! Z prędkością 70 może 80 kilometrów na godzinę przebiłem barierki i spadłem na dno kilkusetmetrowego kanionu. To była moja ostatnia jazda tego dnia. Nie powiem, to niesamowita frajda, ale wyszedłem z kabiny nieco spocony. Gdyby zmierzyć mi puls to okazałoby się, że jest on nieco podwyższony od tych drogowych wrażeń.

Kabina kabiną, ale to jest tak naprawdę tylko "wypasione" narzędzie do badania. Nie istniałaby w ogóle bez specjalnego centrum monitoringu i sterowania. W niewielkim pomieszczeniu na zapleczu symulatora rejestrowane są wszystkie parametry - nie tylko jazdy, ale także parametry kierowcy. Oprócz danych związanych z pracą serca, mózgu czy ciśnieniem, mamy tutaj rejestrowane także ruchu głowy oraz ruchy gałek ocznych. Dzięki temu ostatniemu lekarze badają skupienie kierowcy oraz rejony pojazdu, na które najczęściej spogląda w czasie jazdy. To tutaj steruje się również warunkami pogodowymi, rodzajem nawierzchni, intensywnością ruchu na ulicach, ilością pieszych czy symulowanymi usterkami pojazdów. Zresztą ten policyjny radiowóz był właśnie sterowany stąd, bo jest tutaj dodatkowa kierownica. Tak naprawdę lekarze mogą zamienić się w każdy samochód będący w symulacji np. drugi autobus na trasie testu. Cały czas w trakcie badania obserwowany jest nie tylko kierowca i jego zachowania, ale także to jak prowadzi autobus czy ciężarówkę. - Największy stres wśród prowadzących powodują sytuacje dotyczące wypadku czy kolizji. To potwierdziło się w naszych badaniach. Obsługa nieprzyjemnych pasażerów czy linii w czasie imprez masowych także w to się zalicza. Tak naprawdę stresują się wszyscy, jednak wraz ze stażem pracy czy osobowością można wypracować metody radzenia sobie ze stresem - tłumaczyła mi dr Jadwiga Siedlecka. Jednym słowem medycy analizują wszystkie parametry, które wpływają na bezpieczeństwo jazdy.

Okazuje się, że badania na łódzkim symulatorze przechodzą również zawodowi kierowcy Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego. Do tej pory przeszło je pięćdziesięciu chętnych pracowników przewoźnika. - Jeśli byłaby taka możliwość ze strony Instytutu Medycyny Pracy to my bardzo chętnie byśmy w to wchodzili - mówiła niedawno w Radiu Łódź Agnieszka Hamankiewicz z Działu Promocji i Pozyskiwania Funduszy. To dość reprezentacyjna grupa, ale też trzeba mieć wzgląd na moce przerobowe badaczy oraz zainteresowanie prowadzących. W pozyskaniu tego nowoczesnego urządzenia pomogła Unia Europejska i Program Operacyjny Innowacyjna Gospodarka. Zostało ono zakupione w ramach projektu "Zintegrowany system monitorowania stanu psychofizycznego kierujących pojazdami w celu minimalizacji zagrożeń w ruchu drogowym", który wart był ponad 15 mln złotych. Bez tych środków Instytut Medycy Pracy w Łodzi jeszcze długo nie mógłby wyposażyć się w tak nowoczesny symulator. W przyszłości placówka chciałaby pozyskać kolejne symulatory drogowe. Wówczas zakres badań dotyczący zachowań prowadzących poszczególne pojazdy mógłby zostać powiększony.

5 komentarzy:

  1. Szkoda tylko, że autor artykułu nie posiada prawa jazdy jakiejkolwiek kategori i nie ma żadnego doświadczenia w prowadzeniu pojazdów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zastanawiam się co to ma do rzeczy...

      Usuń
    2. Może będę lekko złośliwy, ale czy szanowny komentator siedzi mi w portfelu i wie, że nie mam tam prawa jazdy na żadną kategorię ;)? Poza tym nie wiem, jakie to ma znaczenie? Bez względu czy mam PJ czy nie, chciałem maksymalnie wypróbować możliwości łódzkiego urządzenia.

      Moja wizyta w Instytucie Medycyny Pracy miała charakter czysto testowo-poznawczy, co pozwoliło mi napisać ten tekst. Pracownicy IMP przygotowali sytuacje, z którymi każdy kierowca może mieć na swojej drodze.

      Usuń
  2. Zabrakło informacji, że symulator nie powstał w IMP, tylko został zbudowany przez warszawską firmę ETC-PZL Aerospace Indsturies.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zabrakło lub nie zabrakło. Wszystko zależy od punktu widzenia ;) Wiadomo, że sam Instytut Medycyny Pracy by go nie skonstruował. Zresztą to nawet nie jest w ich działalności. Oczywiście wspomniana firma odwaliła kawał dobrej roboty przy tym urządzeniu.

      Usuń