czwartek, 8 maja 2014

Jak Ty motorniczemu, tak motorniczy Tobie. Rzecz o sfrustrowanych pasażerach i "workach" do bicia w kabinie

Kierowcy i motorniczowie są szczególnie narażeni na krytykę pasażerów. Jednak ci najczęściej wyładowują
negatywne emocje na prowadzących, często myśląc, że to załatwia sprawę | fot.
Daniel Siwak, arch.

Kierowca autobusu czy wspomniany w tytule motorniczy tramwaju to bezapelacyjnie zawody będące blisko ludzi. Chyba nie da się przejechać kilkugodzinnej zmiany bez kontaktu z pasażerami. Niby obydwie strony dzieli kabina, ale jest tylko taki umowny podział ze względu na miejsce do pracy. Prędzej czy później dojedzie do kontaktu.

Zresztą czynność pod nazwą "prowadzenie pojazdu komunikacji zbiorowej" nie kończy się jedynie na relacji pasażer-prowadzący. Zdecydowanie ważniejsze jest to, co dzieje dookoła pojazdu, bo od tego zależy bezpieczeństwo jego i pasażerów. Niestety jednak pozostali uczestnicy ruchu nie zawsze ułatwiają funkcjonowanie na drodze.

Akurat tak się składa, że wśród wspominanej grupy zawodowej posiadam kilku znajomych. Czasem rozmawiam na temat różnych zachowań w czasie służby. Nie chodzi tylko o zachowania kierowców, ale także pasażerów, bo o tych będzie mowa. Dzisiejszy tekst to kolejny, w którym staram się spojrzeć na dość ważną sprawę nieco z boku.

Trzeba przyznać, że taka informacja mogła wywołać w pasażerach pewną refleksję. W końcu nie wszystko
zależy od samego prowadzącego. Nie jest w stanie przewidzieć wszystkiego | fot.
Daniel Siwak, arch.
Wszystko zaczęło się w ubiegłym roku pewnego lutowego wieczoru. Zauważyłem dość ciekawy i zaskakujący napis, który można było potraktować jako swego rodzaju manifest, dotyczący relacji na linii prowadzący pojazd - pasażer. Na drzwiach od kabiny wagonu #1724 z ET-1 (zajezdnia Telefoniczna), zawisła parafraza pewnego znanego przysłowia, która brzmiała: "Jak Ty motorniczemu, tak motorniczy Tobie". To skłoniło mnie do poruszenia kwestii wzajemnych relacji pomiędzy tymi dwoma grupami, które bez siebie istnieć nie mogą. Co prawda trochę czasu minęło od chwili zobaczenia tego napisu, ale to w sumie w niczym nie przeszkadza.

Zacznijmy trochę podręcznikowo. Co jest celem pasażera? Przede wszystkim większość z nich wychodzi z założenia - płacę, więc wymagam. I wcale nie ma się co temu dziwić, bo kupując bilet jednorazowy czy miesięczny zawieramy umowę z przewoźnikiem. Życie weryfikuje, że czasem trudno się ją na co dzień wypełnia. Motorniczy lub kierowca ma te cele nieco inne. Oczywiście podstawa to bezproblemowe, szybkie, nieopóźnione przewiezienie pasażera z punktu A do punktu B. Po drodze jest oczywiście zarabianie pieniędzy na utrzymanie siebie lub rodziny oraz rozwijanie swoich zainteresowań, a być może u niektórych nawet dbanie o wizerunek przedsiębiorstwa.

Przy okazji, cały czas próbowałem jakoś ugryźć ten temat od strony naukowej. Udało się na szczęście, rzuca to ciekawe światło na całą sytuację. - Jak Ty motorniczemu, tak motorniczy Tobie. Taki slogan jest nadużyciem. Jest nadużyciem w stosunku do tych, którzy jeżdżą środkami komunikacji miejskiej. Dlatego, że motorniczy jest workiem do bicia na pierwszej linii frontu. Ponieważ dla zwykłego pasażera instytucja, jaką jest MPK, jest ukryta za wszystkimi swoimi procedurami. Nie jest transparentna. Złość, wrogość i agresja na motorniczego wobec instytucji wynika z bezradności pasażera wobec niej samej - zauważa psycholog Andrzej Kuśmierczyk. Chyba przyznacie panu Andrzejowi rację?

Kabina to miejsce, gdzie kierowca czy motorniczy może się schronić - dosłownie i w przenośni. To w niej
spędza po kilka godzin dziennie. Trudno tu o skuteczne wyciszenie złych emocji | fot.
Daniel Siwak
Ja tak, bo często jest tak, że dziesiątki krytycznych słów wylewamy w kierunku prowadzącego. Jednocześnie jakoś zapominając o zamanifestowaniu swojego niezadowolenia w postaci skargi do przewoźnika (MPK Łódź), tudzież do organizatora transportu zbiorowego (Zarząd Dróg i Transportu w Łodzi). Przecież mamy do tego prawo, a nie zawsze to wykorzystujemy. Upuszczamy swoje złe emocje, "ładując" nimi innych. W takim razie czy niepisana wojna pomiędzy kierowcami i motorniczymi oraz pasażerami istnieje? Niestety tak i co do tego wątpliwości chyba nie ma. Tak naprawdę jestem w stanie wrzucić kamyczek do obydwu ogródków.

Pewnie większość prowadzących potwierdzi, że sama czynność nazywana ogólnie prowadzeniem pojazdu, to jedynie część tej niełatwej pracy. Pracy, która niektórym wbrew pozorom może sprawiać przyjemność. Druga część, to ciągły kontakt z pasażerami w różnych sytuacjach, co powoduje także różnego rodzaju konflikty. Wszystko opiera się oczywiście o relacje międzyludzkie i to czy umiemy z ludźmi (współ)pracować. Niestety z obserwacji psychologicznych wynika jasno, że tarcia na linii prowadzący pojazd - pasażer są i niestety raczej będą nadal. W tym konkretnym przypadku rozchodzi się o treningi radzenia sobie z własnymi emocjami dla prowadzących, bo oni są na tzw. pierwszej linii frontu. Jedni starają się nie wdawać w dyskusję, inni cierpliwie tłumaczą, a jeszcze inni jadą "na ostro". Powodów też jest wiele na przykład: bo pojazd się opóźnił (było zatrzymanie), bo poprzedni nie przyjechał (akurat się zepsuł), bo akurat skończyły się bilety (tramwaj zaraz zjeżdża i się nie opłaca dowozić) czy bo pasażerowie nie czytają informacji o zmianach.

Najgorsze jest, że w momencie kiedy prowadzący jest w kabinie nie ma stuprocentowego "uziemienia" swoich emocji. Gdy tłumaczy spokojnie - jest źle, gdy ma podniesiony głos - jest niedobrze. Pamiętajmy też, że to wpływa w jakiś sposób na ogólne nasze bezpieczeństwo. - Prowadzący wszystkimi okolicznościami jego pracy wzmacnia i generuje konflikt. Jest to człowiek, który w swoim ubraniu czy w swojej kabinie posiada oznaki tej firmy, na którą pasażer jest wściekły. W związku z tym, że sama firma tu i teraz jest poza zasięgiem, ów prowadzący jest jedynym osiągalnym jej przedstawicielem. Powinien być za to dodatkowo wynagradzany, że staje się takim piorunochronem emocji - zaznacza Andrzej Kuśmierczyk. Jak łatwo wywnioskować wszelkie niewytłumione napięcia przenoszą się także na grunt koleżeński albo na grunt domowy i relacje rodzinne. 

W związku z tym, że sama firma w czasie jazdy jest poza zasięgiem, ów prowadzący jest jedynym 
osiągalnym jej przedstawicielem. Dlatego złość idzie w jego stronę | fot. Daniel Siwak, arch.
 A chyba najgorszym sposobem jest ucieczka w używki. Zresztą te poniekąd były przyczyną dramatu motorniczego, który w tegoroczne święto Trzech Króli, będąc pod wpływem alkoholu, spowodował śmiertelny wypadek na skrzyżowaniu ulicy Piotrkowskiej i Radwańskiej. Co możemy zrobić, aby jakoś współistnieć? Pamiętajmy, że kierowca i motorniczy, to też zwykły człowiek. Jedyna niezwykłość polega na tym, że poszedł na kurs, zdał egzamin państwowy i pracuje w firmie, która ma za zadanie wozić innych. Kiedy czujemy się nieusatysfakcjonowani jakością usługi, wykorzystajmy jedno ze wspomnianych dostępnych narzędzi. Zawsze nikt nie jest idealny i nikt nie jest bez winy.

Niedawno pisałem, że pośród ponad tysiąca kierujących są tacy, którzy odbębnią z grobową miną swoją zmianę i fajrant. Mają w głębokim poważaniu pasażerów. Okey, zdarzają się i tacy. Na szczęście są też pasjonaci, którzy po prostu kochają swoją pracę. Pracę wymagającą koncentracji i odporności na trudne kontakty z pasażerami. Jednak nie oznacza to, że jeśli ktoś lubi swoją pracę musi stale dostawać za nią po głowie. Równie dobrze przez to, z czasem może przestać ją lubić i po prostu odejść. A takich pracowników po prostu szkoda. W każdym zakładzie pracy brakuje zaangażowanych pracowników.

Tak więc nie dziwcie się, że jeśli jednego dnia nagadacie komuś prosto w twarz np. kilka nieparlamentarnych słów. To drugiego dnia ten ktoś nie poczeka, kiedy będziecie dobiegać do ostatnich drzwi autobusu lub do ostatnich drzwi drugiego wagonu tramwaju. Czy to jest (nie)uzasadniona złośliwość? W sumie sam nie wiem. Ale... jak Ty motorniczemu, tak motorniczy Tobie. Z tą życiowo-transportową parafrazą pozostawiam Was do następnego tekstu.

4 komentarze:

  1. Kto mieszka na Stokach wie, jak motorniczowie są złośliwi, tudzież bezmyślni, kiedy jedzie jako 15 i wyjeżdża tuż przed 12 i odwrotnie w kierunku Stoków. I faktycznie zadaje sobie pytanie wtedy: nie myśli czy jest złośliwy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a rozkład ? a Przepisy drogowe (PoRD)
      a może się oni wzajemnie przepuszczją ?

      Usuń
    2. Podejrzewam, że to w pewnym stopniu kwestia rozkładu jazdy. Jednak zawsze można napisać do Zarządu Dróg i Transportu z prośbą o korektę jeśli zdarzają się taki przypadki. Nie zawsze musi to wynikać ze złośliwości.

      Usuń
    3. Rozkład tego nie wyjaśnia bo 12 ma na wspólnym odcinku czas przejazdu o 1-2 minuty krótszy niż 15 (niech żyje ZDiT, na pewno mogą się na trasie wyprzedzić...)
      Wydaje mi się, że prędzej to kwestia zwrotnicy. 15 jeździ częściej, więc jest większe prawdopodobieństwo że zwrotnica będzie przestawiona w kierunku dla 15, a nie jestem pewien czy działa tam sterowanie.

      A problemem nie są motorniczowie (którzy często się puszczają, żeby ruch był bardziej płynny, ale robią to z własnej woli) tylko niedobór przystanków podwójnych, które umożliwiłyby przesiadkę.

      Usuń