poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Łódź Maraton Dbam o Zdrowie 2014. Maratończycy biegli, kierowcy stali, komunikacja miejska zanikała

Maratończycy swój bieg rozpoczęli o godzinie 9 z alei Unii. Ostatni maratończyk dobiegł po godzinie 15.
Pojawiły się utrudnienia dla kierowców i pasażerów komunikacji miejskiej | fot.
Daniel Siwak
Łódź Maraton Dbam o Zdrowie 2014 już za nami. Od niedzielnego poranka do późnego popołudnia uczestnicy imprezy biegali między innymi przez Zdrowie, Stary Rynek, Śródmieście oraz Las Łagiewnicki. W sumie do przebiegnięcia było nieco ponad 42 kilometry, które wyznaczono na około miasta. Kilka tysięcy uczestników postanowiło wybrać Łódź. 

Pozwólcie, że od razu uprzedzę komentarze. Nie jestem przeciwnikiem tego typu imprez, bo to jedna z lepszych form promocji naszego miasta. Jednak organizatorzy muszą mieć świadomość, że wchodzą w żywy organizm, jakim jest miasto i nawet dzień tygodnia - niedziela - tego nie zmienia. W takim przypadku tak zwane półśrodki nie są zawsze tym "mniejszym złem".

Tworząc dzisiejszy tekst staję nieco z boku faktycznej imprezy. Chodzi mi, że do tej pory zdarzało mi się relacjonować tę imprezę bezpośrednio. To znaczy interesowało mnie kto dobiegł w czołówce i z jakim czasem. Teraz skupiłem się na drugim planie, czyli na tym co dzieje się w mieście w momencie, kiedy maratończycy walczą z kolejnymi kilometrami

Kilkuminutowe zatrzymanie ruchu tramwajów miało miejsce m.in. na rondzie Solidarności. W czasie
tegorocznej imprezy częściej stawały autobusy niż tramwaje | fot.
Daniel Siwak
Pozwólcie, że zacznę od utrudnień dla kierowców. Sytuację na mieście obserwowałem od godziny 9.00. W momencie startu Łódź Maratonu Dbam o Zdrowie pierwsze utrudnienia pojawiły się na pierwszym kilometrze, czyli na skrzyżowaniu alei Włókniarzy i Legionów. Ponieważ cała kolumna biegaczy była w miarę nie rozciągnięta to wstrzymanie ruchu trwało na jedyne 10 minut. Pomiędzy trzecim a piątym kilometrem, co wypadało mniej więcej w okolicach Pałacu Poznańskich już widać było różnicę w tempie biegu. Na około trzy minuty przed 9.30 pod Teatrem Wielkim pojawiła się czołówka. Nie piszę o tym bez powodu. To był jeden z momentów, który wyznaczał początek utrudnień.

Kilka minut później maratończycy minęli dziewiąty i dziesiąty kilometr, czyli przyblokowali ruch na ulicy Uniwersyteckiej oraz rondzie Solidarności. Niestety, w tym momencie wszystko stanęło na mniej więcej pół godziny. Sznury aut ciągnęły się długimi metrami. W korku utknęły pojazdy komunikacji miejskiej, które i tak jechały objazdem. Sama Strykowska stanęła praktycznie od granic miasta i to w obydwu kierunkach. Nie lepiej było na ulicy Strykowskiej przy Inflanckiej, na Łagiewnickiej przy Sowińskiego, na alei Włókniarzy przy Pojezierskiej czy na rondzie Korfantego. Muszę przyznać, że policjanci z łódzkiej drogówki bardzo sprawnie sterowali ruchem wtedy, kiedy były dłuższe przerwy pomiędzy maratończykami. To w jakimś minimalnym stopniu może zrekompensowało dłuższe czekanie. Oczywiście na trasie maratonu pojawiły się specjalne tablice informacyjne. Sam mijałem takie na alei Włókniarzy czy na Krzemienieckiej. Pytanie czy kierowcy też je zarejestrowali?

W całym zamieszaniu z objazdami i zamknięciami ulic, odnoszę wrażenie, że Zarząd Dróg i Transportu kompletnie zapomniał o ulicy Wycieczkowej. Napisał do mnie jeden z łodzian, który jak domniemywam jest okolicznym mieszkańcem. - Na ulicy Wycieczkowej sytuacja była nieco beznadziejna. Wiadomo było, że wyjechanie z niej autem graniczyło z cudem. Straż miejska nie była zbyt łaskawa. Na autobusy miejskie też nie można zbytnio liczyć, bo żaden po Wycieczkowej nie jechał. Kto jest odpowiedzialny za zablokowanie jej - pyta pan Marek. Po około 40 minutach dotarłem z placu Dąbrowskiego na ulicę Wycieczkową. Ulicą poprowadzono trasę Łódź Maratonu Dbam o Zdrowie co pozytywnym echem się nie odbiło. Pomstowali mieszkańcy, którym nie zawsze chciało nadłożyć się drogi, aby wyjechać z osiedla, a niekiedy nie wszędzie można było pojechać objazdem. Wszelkich wyjazdów pilnowali strażnicy miejscy. Obiło mi się też o uszy, że tamtejsi mieszkańcy grozili blokadą maratonu. Jednak udało się temu zapobiec.

Nieprzejezdna była ulica Wycieczkowa, bo tamtędy biegli maratończycy. Na ulicy Strykowskiej od razu
tworzyły się ogromne korki. Niektóre sięgały nawet granic miasta | fot.
Daniel Siwak
Tym sposobem można powiedzieć, że dość łagodnie przeszliśmy do kwestii komunikacji miejskiej. Od kilkunastu dni ulicą Wycieczkową kursują autobusy linii Z3, które stanowią komunikację zastępczą za tramwajowe "trójki". Linie 51, 51A i 51B wycofano na czas imprezy. "Wyjścia awaryjnego" nie mieli łodzianie, którzy korzystali z "zetki" trzeciej. Ulica Warszawska od Skrzydlatej do Wycieczkowej była pozbawiona przez dwie godziny jedynej komunikacji z Centrum. Kiedy wreszcie udało się skręcić z Inflanckiej w Strykowską objazd tej linii został poprowadzony przez Strykowską. Mogę jedynie domyślać się, że dalej autobusy pojechały do Okólnej i potem Łagiewnicką i np. Kryształową. Specjalnie napisałem, że się domyślam, bo kiedy szedłem od Wycieczkowej do wiaduktu kolejowego, nie minęła mnie żadna "Z3". Za to w kierunku Centrum nadjechał autobus, który godzinę wcześniej widziałem przy Inflanckiej. Opóźnienia sięgały od 30 do 45 minut! Dlaczego nie wyznaczono oficjalnego objazdu? Nie mam pojęcia.

Niestety, ale najsłabszym ogniwem okazała się informacja pasażerska. O co chodzi? Jedno jest pewne, MPK Łódź stanęło na wysokości zadania. Na kilkuset przystankach - normalnych i objazdowych wywiesiło informacje o zmianach tras. Jeśli dobrze pamiętacie to dotyczyły one linii 4, 46, Z10, 51, 51B, 53, 53A, 57, 58, 59, 60A, 60B, 64, 70, 70A, 70B, 73, 74, 74A, 74B, 78, 78A, 79, 80, 81, 83, 85A, 86, 87, 88, 88A, 89, 94, 96, 98, 98A, 99, 99A oraz 6MUK. To, że pasażerowie często gorączkowali się nie spoglądając na kasety przystankowe, jest niestety ich winą. Mało kto zwracał uwagę na czerwone i zielone kartki, na których wypisane były objazdy. Wszystkie zmiany były dostępne także w internecie. Jednak za treść informacji zawieszanych na przystankach odpowiada już sam przewoźnik. Jako źródło pasażer mógł przyjąć stronę internetową maratonu oraz MPK Łódź.

To z nich mogliśmy dowiedzieć się, że linia 83 kursować będzie z Wydawniczej przez plac Barlickiego do alei 1 Maja. Stamtąd miała jechać ponownie w stronę krańcówki przy Wydawniczej. Ale z informacji na przystanku Krzemieniecka - Retkińska dowiadywaliśmy się zupełnie czegoś innego. Autobusy miałyby pojechać z krańcówki Szczecińska Cmentarz przez dworzec Łódź Żabieniec, aleję Włókniarzy, Zieloną do placu Barlickiego. Pierwsza moja reakcja - wielkie zdziwienie! Druga i niestety podobna sytuacja miała miejsce na przystanku Wojska Polskiego - Marynarska. Wiadomo było, że linie 88 i 88A ze Skoszew i Kalonki miały jechać przez Brzezińską do skrzyżowania Wojska Polskiego i Marynarskiej. Tam autobusy miały zawrócić i pojechać w drogę powrotną. Jednak z informacji na przystanku dowiedziałem się, że wspomniane linie jadą aleją Palki, Kopcińskiego do krańcówki przy Wydawniczej.

Zatrzymanie na ulicy Uniwersyteckiej trwało tyle, że doganiały się dwa jeżdżące od Karpackiej autobusy
linii 57. Na tej ulicy utknęły także pozostałe pojazdy na objeździe | fot.
Daniel Siwak
W czasie porannych obserwacji na alei Włókniarzy pojawiły się linie 73 i 79. Ta pierwsza skręcała w ulicę Legionów, ta druga jechała w stronę Kozin. Mogę jedynie się domyślać, że objeżdżały skrzyżowanie Legionów - Kasprzaka/Zielona. Jednak takiej trasy w wykazie objazdów nie miały. Pytanie czy pasażerowie byli o tym poinformowani? Prawdziwym zdziwieniem była dla mnie także podróż linią 85A, która według przyjętej organizacji miała skręcać w Sporną i dalej Zagajnikową do Inflanckiej. Tymczasem pojechaliśmy Wojska Polskiego do Marynarskiej, gdzie kierowca wysadził pasażerów i pojechał w stronę Franciszkańskiej. - Wiedząc, że linia 85 pojedzie Sporną, choć słabo widziałam ją na tym odcinku, czekałam na przystanku kilkadziesiąt minut. Autobus nie przyjechał. Zero informacji, dopiero później dowiedziałam się, że jednak skierowano ją prosto Wojska Polskiego - napisała do mnie pani Anna. Z tramwajami na szczęście nie było aż tyle problemów, choć na rondzie Solidarności czy na Zgierskiej stanęło kilka wagonów.

Bardzo nieprzemyślana była moim zdaniem także trasa objazdowa linii 57. Ponieważ maratończycy biegli pod Teatrem Wielkim, autobusy skierowano przez Uniwersytecką do ronda Solidarności. Problem w tym, że biegli też ulicą Jaracza, którą przecinała ta wcześniejsza. Chyba nie muszę wspominać, że wszystkie pojazdy jadące na północ i południe utknęły na tym skrzyżowaniu. Moja podróż wozem #1176 trwała ponad pół godziny. Najpierw z placu Dąbrowskiego do Jaracza, potem do Jaracza do Wierzbowej oraz z ronda Solidarności do Inflanckiej. Wraz ze mną wysiadali i wsiadali ci sami pasażerowie. A wystarczyło linię 57 poprowadzić prosto Narutowicza, gdzie przy Kopcińskiego skręciłaby w lewo. Oczywiście policjanci starali się przepuszczać w miarę możliwości, ale korki i opóźnienia były gigantyczne. Dla przykładu wynotuję tylko niektóre: linie tramwajowe od 10 do 30 minut, linia 79 do 20 minut, linia 96 - do 30 minut, linia Z3 - do 45 minut czy linia 56 - do 60 minut. Przy okazji tych wszytskich zmian miłośnicy mieli kilka nowych kadrów. Na przykład linie 58, 70, 70A i 70B można było spotkać na Tramwajowej przy siedzibie MPK, linię 86 na Wydawniczej, a 60, 60A, 60B i 94 pod dawną gazownią na Uniwersyteckiej.

W ostatnich minutach Maratonu Dbam o Zdrowie chciałem porozmawiać z organizatorami. Nie udało mi się namierzyć dyrektora maratonu Michała Drelicha. Jednak udało mi się chwilę porozmawiać z kierownikiem trasy. - Kiedy rozpoczynaliśmy prace nad maratonem mieliśmy przygotowanych kilka wariantów tras. Z przedstawicielami urzędu miasta, Zarządu Dróg i Transportu czy MPK Łódź od września, aby konsultować je na bieżąco. W związku z remontami trzeba było je skorygować. Rozumiem, że na ulicach mogły powstać utrudnienia, ale mieszkańcy muszą nam po prostu wybaczyć niedogodności - tłumaczył mi Jacek Chmiel. Patrząc po niektórych komentarzach w internecie chyba nie wszyscy to zrobili. Na pewno moje obserwacje drogowo-komunikacyjne mogą posłużyć do oceny czego nie robić na przyszłość. W przyszłym roku trudność organizacji będzie polegała na tym, że teoretycznie ma być remontowana trasa W-Z, ale już na całym jej przebiegu.

W tegorocznym Łódź Maratonie Dbam o Zdrowie wzięło udział o blisko 3 tys. więcej uczestników niż
w czasie pierwszej edycji w 2011 roku | fot.
materiały prasowe ŁMDoZ, arch.
Tyle o szeroko pojętej organizacji. Jednak Łódź Maraton Dbam o Zdrowie 2014 to także wielkie święto biegaczy. Dlatego uznałem, że słowo o nich też się należy w dzisiejszym tekście. Tak się składa, że z imprezą jestem medialnie związany od jej początku, czyli od czerwca 2011 roku. Wiadomo, początki są zawsze trudne. W pierwszej edycji wystartowało 1400 uczestników - blisko 680 osób pobiegło w maratonie, a nieco ponad 700 osób w biegu na 10 kilometrów.

W tegorocznych: Łódź Maratonie Dbam o Zdrowie (42 km) i ALE 10k run (10 km) wystartowało łącznie ponad 4,2 tys. biegaczy, w tym ponad 1,7 tys. na tym dłuższym dystansie. Yared Shegumo (Polska) wygrał z czasem 2:10:41. Drugi na mecie z niewielką stratą zameldował się Hassan Mokaya (Kenia) z wynikiem o sześć sekund gorszym, trzecie miejsce należało do Gelgelo Tona Outoya (Etiopia), któremu zabrakło 12 sekund. W rywalizacji kobiet drugi raz z rzędu zwyciężyła Karolina Jarzyńska (Polska) z czasem 2:28:12. Drugie miejsce zajęła reprezentantka Kenii Gladys Kibsoi, która przybiegła po 4 minutach od zwyciężczyni , a trzecie Swietlana Stanko (Ukraina).

Wszystkim serdecznie gratuluję! Szczegółowe wyniki znajdziecie na stronie www.lodzmaraton.pl. Jednak biegali wczoraj nie tylko w Łodzi czy w Warszawie. Tego typu imprezy odbyły się również w Londynie, Wiedniu i Paryżu. W 2015 roku odbędzie się piąty, a tym samym jubileuszowy Łódź Maraton Dbam o Zdrowie. Z tej okazji organizatorzy na pewno przygotują mnóstwo dodatkowych atrakcji. Oczywiście ja też postaram się zrelacjonować tą "transportową" kuchnię imprezy.

7 komentarzy:

  1. Raz w roku da się przeżyć.Owszem były problemy,ale w innych miastach na swiecie jest dokładnie to samo. To, ze następowały zmiany tras autobusów jest z jednej strony karygodne - bo na przystankach co innego podaja,z drugiej strony zrozumiale - chca zeby autobus jak najmniej sie spoznial.

    Niestety tego typu imprezy musza sie odbywac co roku,bo inaczej sie traci na znaczeniu, nie mozna ich przeprowadzac w lesie bo to bieg uliczny,to tak jakby zawody F1 odbywaly sie po lesnych uliczkach.
    W przyszlym roku owszem bedzie remont WZ, ale za to czesc innych ulic bedzie otwarta.

    Błedem moim zdaniem bylo jedynie to, ze bieg "poszedł"w kierunku północnym, a nie południowym (Górna).Bałuty sa cale rozkopane - trzeba było wybrac okolice katedry,Niciarnianej Ksieżego Młyna, Rzgowskiej Retkini bo tam remontów nie ma..Problemy byłyby zdecydowanie mniejsze

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że da się przeżyć, a nawet trzeba, bo jakie jest inne wyjście? Jednak organizatorzy muszą zwrócić baczniejszą uwagę na trasę, objazdy i komunikację miejską. Ta ostatnia jak wspominałem nie działała dobrze, ale nie przez korki, a przez dezinformację pasażerską. A jeśli podejmuje się decyzje w ostatniej chwili to trzeba koniecznie wysłać auto Nadzoru Ruchu, aby informował pasażerów.

      Usuń
  2. Miejmy nadzieję, że organizatorzy bardziej się postarają w przyszłych edycjach. Zarówno biegacze, jak i osoby w mieście, powinny być zadowolone w trakcie takich imprez :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno nie będzie sto procent zadowolenia. Na trasie maratonu pojawiali się mieszkańcy, którzy dopingowali. Jednak wspomniane przeze mnie utrudnienia nieco przykrywają tą pozytywną atmosferę. Tym niemniej na pewno jakieś wnioski zostaną wyciągnięte i za rok będzie lepiej.

      Usuń
  3. około godziny 9 próbowałam wydostać z centrum (okolice placu Dąbrowskiego) - na szczęście SM pozwoliła mi wyjechać z bramy, choć krzywo na mnie patrzyli (zachciało mi się z domu wyjeżdżać), ale informacji o objazdach nigdzie nie zauważyłam, jeden policjant uprzejmie wytłumaczył mi którędy mogę dojechać do celu, niestety jego informacje były nieaktualne, bo niektóre podane przez niego ulice też były zamknięte, tak też pozwiedzałam sobie Łódź (dalej żadnej tabliczki z trasą objazdu) żeby trasę, którą normalnie pokonuję w max 15 minut pokonać kilkakrotnie dłuższą drogą w prawie godzinę; nie jestem przeciwna takim imprezom, ale na przyszłość można by rozsądniej planować trasę maratonu i możliwości objazdu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznam, że nie sprawdzałem oznakowania w tym rejonie. Być może ktoś tablice po prostu zerwał. Co do wyjazdów to zablokowana była ulica Jaracza i Kopcińskiego. Jeśli wyjazd z posesji znajdował się daleko od najbliższego skrzyżowania, gdzie można było bezpiecznie zjechać to tylko ze względów bezpieczeństwa służby nie pozwalały wyjeżdżać. Szczególnie, że maratończycy się mocno rozciągnęli jeśli chodzi o długość kolumny.

      Warto zaglądać przy takich imprezach na strony internetowe organizatora i Zarządu Dróg i Transportu. Wówczas można było dowiedzieć się o czekających nas utrudnieniach.

      Usuń
  4. Jak dla mnie, organizacja komunikacji autobusowej była porażką. Dlaczego? Autobusy jeździły zupełnie inaczej niż podano w komunikatach.

    Co do blokady Strykowskiej - jak dla mnie, to powinno wyglądać tak, że na rondzie w Sosnowcu stałby patrol policji, który auta jadące tranzytem kierowałby objazdem przez Zgierz, Aleksandrów, Konstantynów, Pabianice, Rzgów (droga krajowa nr 71), a auta osobowe do Łodzi - przez Stryków, Sierżnię, Skoszewy, Nowosolną. W ten sposób do sporej części Łodzi ludzie mogliby dojechać praktycznie bez problemu, a Strykowskiej nie korkowałby dodatkowo tranzyt. Ciekawe, czy wykorzystano chociaż wyświetlacze elektroniczne stojące przed wspomnianym rondem.

    OdpowiedzUsuń