piątek, 14 marca 2014

Łódzka szkoła brukarstwa. Układamy krzywo, szybko, niedokładnie i przy użyciu piły tarczowej

Złotówka prawdę powie o brukarskich fuszerkach. Na zdjęciu fragment przejścia dla pieszych na ulicy
Lnianej. Od razu zwróciłem na to uwagę, wszystkie przejścia zostały już poprawione | fot.
Daniel Siwak
Z poruszeniem dzisiejszego tematu wstrzymywałem się jakiś czas, ale chyba w sumie już pora do tego wrócić. Jak zdążyliście pewnie już zauważyć Łódź małymi krokami idzie w estetyzację przestrzeni. Zarząd Dróg i Transportu, czerpiąc przykłady zza zachodniej granicy, zaczął wprowadzać ujednolicone wzory chodników w strefie wielkomiejskiej. Miało być ładniej, czyściej i tak europejsko.

W ramach tych działań pojawiły się tak zwane płyty chodnikowe "łódzkie" o wymiarach 25x25 centymetrów, które zaczęły wypierać te tradycyjne o wymiarach 50x50 centymetrów. Wymiennie z tymi ostatnimi stosuje się estetyczne płyty granitowe. Do tego używa się opaski z mniejszych kostek - wewnętrzne od strony elewacji oraz zewnętrzne, które wyznaczają najczęściej miejsca postojowe dla aut.

Lista ulic, które zyskują nową nawierzchnię chodnikową stale się powiększa. Tak mamy między innymi na ulicy Zachodniej - od Ogrodowej do Zielonej po stronie zachodniej, ulicy Narutowicza - od Sienkiewicza do P.O.W. po obu stronach oraz na Roosevelta, Tuwima, Struga. Na tej ostatniej przy Kościuszki utworzono nawet mały skwerek z ławkami. Wkrótce nowe chodniki pojawią także na Jaracza.

Jakość prac brukarskich na północnym peronie przystankowym pozostawia wiele do życzenia. Wykonawca
został zobowiązany do naprawy usterek. Jednak do tego będzie trzeba zamknąć peron | fot. Daniel Siwak

Można uznać to za dość dziwne zachowanie, ale coraz częściej nowe inwestycje lustruję nie tylko pod kątem komunikacji miejskiej, ale także pod kątem parkowania, poruszania się pieszych i właśnie efektu prac brukarskich. Niestety jest źle, czasami nawet bardzo źle, o czym przekonacie się czytając fragment o przystankach tramwajowych Narutowicza - Kilińskiego. O ile brak umiejętności można zwalić na firmę budowlaną, to brak kontroli ze strony inwestora, czyli Zarządu Dróg i Transportu jest już niezrozumiały. Oczywiście popieram takie zmiany, które zachodzą na łódzkich ulicach, tylko to musi mieć ręce i nogi. No dobra, to może przejdziemy do pierwszego przykładu.

Zespół przystankowy Narutowicza - Kilińskiego składa się z dwóch  przystanków tramwajowych - po stronie północnej i południowej. Zapiszą się jako najdłużej budowane przystanki dla pojazdów szynowych w historii miasta. Na początku października ślad obydwu jezdni był już wytyczony, a wszelkie prace przy instalacjach podziemnych w obrębie przystanków zakończone. Pomimo tego dopiero pod koniec listopada ubiegłego roku zaczęły się faktycznie prace przy budowie peronów. Pierwsi pasażerowie mogli stąd odjechać dopiero... 1 lutego tego roku. W tej chwili nadal nie mają się gdzie schować przed deszczem i wiatrem. Wiat brak, bo toczy się o nie spór sądowy. To jednak nie jedyny mankament tej budowy. Oczywiście mówimy o trudnej sztuce brukarskiej.

Listę brukarskich fuszerek otwierają źle położone płyty krawężnikowe, które wyznaczają cały peron przystankowy. Ma to miejsce głównie od strony torowiska tramwajowego. Jednak to tak naprawdę pikuś! Największe niedoróbki są przy nawierzchni peronów. Po północnej stronie granitowe płyty zostały tak krzywo i nierówno położone, że potrafią wystawać nawet centymetr. Nie widziałem tam też żadnej spoiny, która zostałaby zastosowana po zakończeniu ich układania. Mogę jedynie przypuszczać, że wina leży m.in. po stronie złego wypoziomowania peronu oraz zastosowania złej podbudowy pod płyty. W tej sprawie dostałem na szczęście informację od komunikacyjnego urzędu. - W protokole odbioru zobowiązaliśmy wykonawcę do poprawek wszędzie tam, gdzie jest to niezbędne - zapewnia naczelnik Wydziału Komunikacji Społecznej ZDiT Jacek Sarzało. Wiosna za pasem, więc mam nadzieję, że poprawki w ciągu najbliższych tygodni zostaną wprowadzone przez Torpol. Same chodniki przy parku im. Moniuszki też nadają się do poprawki.

Przystanek autobusowy na Wojska Polskiego był całkiem niedawno przebudowywany. Niestety i w tym
przypadku nie obyło się bez wpadek brukarskich. Płyty są krzywo ułożone | fot.
Daniel Siwak
Ulice Grabieniec i Lniana są kolejnymi, które postanowiłem przywołać. Jak wszyscy wiemy, ich remont odbył się dzięki temu, że miały przejąć ruch objazdowy na czas przebudowy pobliskiej ulicy Rojnej. Tak zresztą się dzieje od kilku tygodni. Dotąd wyłożone trylinką, zyskały nową nawierzchnię, pasy rowerowe oraz ograniczenie do 30 km/h. Zyskały też chodniki, bo te zostały całkowicie odnowione. Na przejściu dla pieszych przy skrzyżowaniu Grabieniec i Traktorowej (po stronie Teofilanki) i nie tylko, z myślą o niewidomych zamontowano specjalne płyty rowkowe oraz płyty guzikowe. I może nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie fakt, że sposób ułożenia i docięcia tych płyt sprawiał wrażenie iście chałupniczego.

A już zupełnie pełen podziwu byłem dla upartości układających do wycinania takich malutkich kawałeczków i wpasowywania ich w chodnik. Kilkaset metrów dalej, przy skrzyżowaniach z ulicami Urody Życia, Jeziorańczyków, Marciniaka i Strzałkowskiego monetą jednozłotową można było mierzyć różnicę pomiędzy krawężnikiem, a płytą rowkową. To mniej więcej nieco ponad 2 centymetry, ale o potknięcie już nie trudno. Miało to miejsce niecały tydzień przed wprowadzeniem tam nowej organizacji ruchu (21 listopada ub.). Na szczęście wszystkie nierówności już zniknęły, ale musiałem nieco zmobilizować do działania dyrektora ZDiT Grzegorza Nitę. Jednak sposób ich poprawek można uznać za rodem z kamienia łupanego. Aby skorygować te przejścia, zamiast wyjąć świeżo położone płyty chodnikowe, co zrobiono? Pracownik ekipy, która to robiła, rżnął ów chodnik piłą tarczową, a potem wkładał w taki wyrżnięty otwór jeszcze raz płytki dla niewidomych.

Zresztą taka myśl w naprawianiu specjalnych płyt na przejściach dla pieszych przyświecała nie jeden raz. Ponownie zastosowano ją przy naprawie zebry na skrzyżowaniu ulic Zielonej i Gdańskiej. Tam prócz wyrżnięcia miejsca pod płyty guzikowe trzeba było dodatkowo obniżyć krawężnik. Jedziemy dalej. Niedawno zakończyły się prace przy drodze rowerowej po ulic Wojska Polskiego, która często nazywana jest także "stępniówką". Chyba nie muszę tłumaczyć dlaczego? W ramach inwestycji przebudowano przystanek autobusowy Wojska Polskiego - Sporna (dla linii 57, 64, 81 i 87), który zyskał nową nawierzchnię w postaci szarych płyt chodnikowych. Wygląda to podobnie jak na ulicy Kopernika. Przyglądam się bliżej i co? Krzywo, jest kurcze krzywo! Jedne są ułożone troszkę niżej, inne troszkę wyżej. Z kolei na ulicy Tuwima toczono bój o nieodtworzenie historycznego układu kostki na jezdni.

Bez użycia jakiegokolwiek narzędzia mogłem wyjąć jedną płyt chodnikowych. Pytanie ile jest jeszcze
takich miejsc, gdzie wyjęcie chodnika nie stanowi to najmniejszego problemu? | fot.
Daniel Siwak
Mogę też wymienić parę mniejszych przypadków. Na nowym chodniku przy skrzyżowaniu ulic Kopernika i Żeromskiego mogłem sobie wyjąć fragment chodnika. Tak, nie macie omamów wzrokowych. Natomiast przy skrzyżowaniu Zielonej i Wólczańskiej na pamiątkę mogłem zabrać jedną z kostek, którymi była otoczona studzienka techniczna. Pozostając na ulicy Zielonej: okazało się, że przy remoncie odtworzeniowym wypadła ona (na odcinku Wólczańskiej do Strzelców Kaniowskich) z tzw. strefy wielkomiejskiej, gdzie wszelkie studzienki techniczne miały zyskać opaskę z kostek granitowych. Jak jest - szczególnie przy przedszkolu - można sprawdzić na własne oczy. Już nie wspomnę, że używanie tych samych krawężników co przed remontem po jakimś czasie się mści. To na przykład widać na ulicy Limanowskiego, która przeszła remont kilka lat temu.

Co na koniec mogę powiedzieć. Kiedyś brukarstwo było sztuką, a brukarz rzemieślnikiem. Teraz za układanie kostek często biorą się firmy albo ludzie niemający podstaw tego niełatwego fachu. Wbrew pozorom jest to fach wymagający dokładności i precyzji. Potem kończy się układanie jakiejś ulicy czy chodnika i efekt końcowy woła o pomstę do nieba. Zresztą w dzisiejszym tekście przedstawiłem Wam kilka przykładów. Ilekroć mam okazję, to przypominam wicedyrektor ZDiT Katarzynie Mikołajec o kwestii prac brukarskich na łódzkich inwestycjach. To też ważna część każdego z budów drogowych.

Prezydent Łodzi Hanna Zdanowska ma wielkie aspiracje rewitalizacji całych kwartałów ulic. Chwała jej za to. Włókiennicza, Stary Rynek, Nowomiejska czy Legionów na pewno zyskają nową, szlachetniejszą nawierzchnię. Tylko nawet dobre chęci nie pomogą, kiedy granitowy chodnik ułoży "brukarz" a nie brukarz. Na szczęście jest Bartosz Zimny i Edyta Westrych-Maćkowiak, którzy odpowiadają w Zarządzie Dróg i Transportu za estetyzację łódzkich ulic. Mam nadzieję, że będą zwracać baczniejszą uwagę na firmy, które zajmują się takimi pracami. Choć czuję się w obowiązku informowania o brukarskich bublach to fajnie byłoby cieszyć się z nowego wyglądu ulic, a nie doszukiwać się w nich jakiś błędów budowlanych.

7 komentarzy:

  1. Przystanek na Spornej jest jeszcze dla 85, 85A, 88 i 88A, gdyż podczas budowy drogi rowerowej zlikwidowano przystanek przed skrzyżowaniem. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedy tam byłem, akurat nie zatrzymywał się żaden z powyższych autobusów, a tablica przystankowa wskazywała linie 57, 64, 81 i 87. Na rozkłady nie patrzyłem. Być może od tego czasu coś się zmieniło, więc może być tak jak piszesz. Ale przynajmniej wszystkie wyszukiwarki wskazują na stary układ przystankowy. Dzięki za czujność, przy okazji sprawdzę.

      Usuń
  2. Ostatnio kiedy szłam po niemal świeżo położonym chodniku z małych kostek (na roku Narutowicza i Kilińskiego) mój znajomy potknął się o wystający fragment a kostka po prostu wyskoczyła ze swojego miejsca! Zauważyłam, że chodniki w Łodzi owszem są kładzione za to jakość wykonania woła o pomstę do nieba. A szkoda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na przyszłość, podsyłajcie mi takie zdjęcia - kontakt@komunikacjazbiorowa.pl. Mam wtedy szansę zainterweniować. Swoją drogą jeśli taka sytuacja miała miejsce to warto byłoby dostarczyć taką fotografię do Zarządu Dróg i Transportu (zdit@zdit.uml.lodz.pl) lub wkleić na ich profilu na FB. Gdyby ten znajomy doznałby jakiś obrażeń ciała np. złamałby sobie nogę lub rękę to można byłoby żądać od zarządcy drogi odszkodowania.

      Usuń
    2. Racja, następnym razem jeśli coś podobnego się przytrafi zdjęcie od razu u Ciebie wyląduje. Mam nadzieję, że zdarzy się to nieprędko.

      Usuń
    3. Czy był to może chodnik w pobliżu przystanku autobusowego Narutowicza - P.O.W.? Ten, który znajduje się po stronie parku?

      Usuń
  3. robota partaczy. Szkoda słów, zrobić jak najszybciej, jak najmniej się wysilić, ale żeby było dużo kasy... Mentalność robotników.

    OdpowiedzUsuń