środa, 19 marca 2014

O krzyżu, który sparaliżował komunikację miejską w Śródmieściu. Co zatrybiło, a co wymaga poprawy?

Ulica Piotrkowska została zablokowana na czas akcji usuwania połamanego krzyża. Tramwaje nie jeździły
od niedzieli do poniedziałkowego popołudnia. Po Pietrynie kursowała "KZ" | fot.
Daniel Siwak
Sobota i niedziela były jednymi z tych dni, kiedy synoptykom udało się przewidzieć w stu procentach prognozę pogody. Region łódzki miały już od rana nawiedzić potężne wichury i tak też się stało. Niestety nie obyło się bez poważnych utrudnień dla mieszkańców. Silny wiatr spowodował uszkodzenia w naszym mieście, które w konsekwencji skutkowały małym paraliżem Śródmieścia.

Okazało się, że silny wiatr spowodował uszkodzenie krzyża na wieży kościoła ewangelicko-augsburskiego św. Mateusza przy ulicy Piotrkowskiej. Sytuacja była dość poważna, bo element przekrzywił się i w każdej chwili mógł spać z kilkudziesięciometrowej konstrukcji. W związku z  sytuacją służby miejskie podjęły szereg działań.

Z krzyżem nie poradził sobie najwyższy w Łodzi podnośnik z 68-metrowym wysięgnikiem. Nie pomogli także alpiniści. Przy okazji znów zaczął wiać silny wiatr. Akcję przełożono na poniedziałek 17 marca. Przy okazji do tej pory przejezdna ulica Piotrkowska została zamknięta. Na odcinek pomiędzy Tymienieckiego a Czerwoną nie mogły wjeżdżać auta oraz tramwaje. 

Na trasie tramwajowej ŁTR czasami dochodzi do zatrzymania. Objazd rozpoczyna się przeważnie na
skrzyżowaniu Zachodniej i Legionów. Dalej tramwaje jadą m.in. przez Gdańską | fot.
Daniel Siwak


Pozwólcie, że na początku posłużę się językiem pijarowym. Można powiedzieć, że wszelkie zatrzymania ruchu tramwajów czy autobusów, a szczególnie tych pierwszych to dla przewoźnika komunikacyjna sytuacja kryzysowa. Na miejsce trzeba wysłać samochód Nadzoru Ruch lub pogotowie techniczne MPK, niekiedy powiadomić także inne służby ratunkowe. Często w ciągu kilkunastu minut trzeba zorganizować objazdy, poinformować pasażerów stojących na przystankach czy wstawić informację do internetu. Takie czy podobne sytuacje zdarzają się na mieście praktycznie codziennie, więc tak naprawdę każde zdarzenie różni się od siebie. Czasem tylko procedura jest podobna.

Wspomniany przeze mnie odcinek, został całkowicie zamknięty od niedzielnego przedpołudnia na czas bliżej nieokreślony. Wiadomo było, że prawdziwym sprawdzianem będzie zbliżający się poniedziałek. Nic nie zapowiadało, że przed południem na ulicę Piotrkowską wrócą tramwaje. Dlatego przewoźnik musiał naszykować się na obsłużenie porannego szczytu (do godz. 9) i tak zwanego międzyszczytu (do godz. 14.00). Z tyłu głowy trzeba było mieć również popołudniowy szczyt komunikacyjny (do godz. 18.00). Tramwaje linii 2, 3, 6, 11, 16 i 16A zostały skierowane przez ulicę Legionów, Gdańską, Kopernika, Żeromskiego, aleję Politechniki do ronda Lotników Lwowskich. Zresztą to jest jeden z tych standardowych objazdów trasy ŁTR. Drugi, przez Przybyszewskiego, Kilińskiego, aleję Piłsudskiego i aleję Mickiewicza nie funkcjonuje z powodu przebudowy trasy tramwaju W-Z. Gdyby nie fakt, że Zarząd Dróg i Transportu postanowił zlikwidować łącznik tramwajowy na Czerwonej i Wróblewskiego - pomiędzy Piotrkowską i aleją Politechniki. Nie byłoby wykluczone, że tramwajom właśnie tędy wyznaczono by objazd, przy okazji nie nadkładałyby dodatkowych kilometrów przez RLL.

Odcinek pozbawiony tramwajów był dość długi. Chodziło o ulicę Zachodnią, aleję Kościuszki, Żwirki i Piotrkowską - od Legionów do placu Niepodległości. Oczywiście nie mogło obejść się bez komunikacji zastępczej. Jednak w tym przypadku trasa linii autobusowej była pokręcona niczym wąż w popularnej grze zręcznościowej. Z placu Wolności "zetki" jechały Legionów, Zachodnią, aleją Kościuszki, Struga, Żeromskiego, aleją Mickiewicza, aleją Kościuszki, Radwańską, Piotrkowską, Skorupki, Wólczańską, Czerwoną, Piotrkowską i do placu Niepodległości. W przeciwieństwie do niedzieli, w poniedziałek autobusy zastępcze z placu Wolności wyjeżdżały już przez Nowomiejską i Ogrodową. W drugą stronę trasa nieco inna, bo z placu Niepodległości Piotrkowską i dalej Czerwoną Wólczańską Radwańską, aleją Kościuszki, aleją Mickiewicza do Kilińskiego gdzie autobusy zawracały i dalej znów aleją Mickiewicza, aleją Kościuszki, Zachodnią, Legionów i ponownie na plac Wolności. 

W czasie wyłączenia z ruchu części ulicy Zachodniej, alei Kościuszki, Żwirki i Piotrkowskiej kursowało
kilka autobusów zastępczych. Kursowały mniej więcej po trasie tramwajów | fot.
Daniel Siwak



Wielu pasażerów zastanawiało się czemu komunikacja zastępcza nie jadziła po alei Kościuszki na wprost, tylko zawija takie koła przez Struga i Żeromskiego. Mogę jedynie domyślać się, że chodziło o trudne manewry przez przejazd tramwajowy na skrzyżowaniu alei Mickiewicza i alei Kościuszki. W kierunku południowym wyjechanie za torowiskiem mogłoby być bardzo trudne. Jakimś cudem może autobus krótki by się zmieścił, ale przegubowy już mógłby mieć spore trudności. W przeciwnym kierunku, czyli na północ na pewno nie byłoby możliwości przejechania żadnym autobusem. Jest tam za wąsko i nawet pracownik Nadzoru Ruchy by nie pomógł. Z tak zwanych obserwacji terenowych wynikło, że w niedzielę kursowały trzy albo cztery autobusy "za tramwaj", natomiast w poniedziałek zadysponowano co najmniej dziesięć brygad.

Naliczyłem pięć autobusów "krótkich" oraz pięć przegubowych pojazdów kursujących po trasie. Wielki problem pojawił się z ich oznaczeniem. Na wyświetlaczach mogliśmy zauważyć "Z", "KZ" a nawet "11". Z kolei w poniedziałek przed południem pasażerowie mogli znaleźć jeszcze inną informację. Na Facebooku MPK Łódź dowiadywaliśmy się, że na odcinku pozbawionym tramwajów kursuje linia Z11. Problem w tym, że żaden z autobusów kursujących w ten dzień nie miał takiej nazwy na wyświetlaczach. W środku brakowało informacji o trasie. A wystarczyło, aby w każdym autobusie nakleić chociażby kartkę A4 z przodu i z tyłu pojazdu. Niestety na końcowym odcinku objazdu, czyli na ulicach Skorupki i Wólczańskiej "zetki" łapały spore opóźnienie stając w korku. Jednak na to akurat wpływu nie było. Kilka minut na minusie miały także na skrzyżowaniu Żeromskiego i alei Mickiewicza.

Na początku, czyli w niedzielę na profilu MPK Łódź Traffic pojawiał się dość lakoniczny komunikat "Linia: 2, 3, 6, 7, 11, 16, 16A - zatrzymanie ruchu tramwajów na ul. Piotrkowskiej przy ul. Czerwonej w dwóch kierunkach jazdy. Tramwaje kierowane objazdem. Uruchomiono autobusową komunikację zastępczą". Nie wiadomo było którędy poprowadzono objazd, nie wiadomo było którędy kursowały autobusy zastępcze. Dopiero mijające godziny sprawiły, że pojawiły się w internecie konkretne informacje, w tym pierwsze teksty w mediach elektronicznych. W poniedziałek pewien poziom dezorientacji wywołała chwilowa awaria strony internetowej przewoźnika. We wszystkich "objazdowych" tramwajach motorniczowie informowali pasażerów o zmianie trasy, w autobusach zastępczych, którymi jechałem kierowcy znali trasę. Natomiast różnie było z zatrzymywaniem się na przystankach po drodze. Mam tu na myśli m.in. Żeromskiego - Kopernika, Wólczańska - Czerwona, aleja Piłsudskiego - Kilińskiego, aleja Mickiewicza - aleja Kościuszki. Jedni kierowcy się na tych przystankach zatrzymywali, inni już je skutecznie pomijali. Czyżby brak jasnej informacji z centrali ruchu MPK?

Tablice na przystankach wzdłuż trasy tramwajowej ŁTR pokazywały komunikaty o zmianach i... bieżące
odjazdy poszczególnych linii. Ta informacja powinna czasowo zniknąć z tablic | fot.
Daniel Siwak




Ciekawostką w czasie tego objazdu były tablice systemu informacji pasażerskiej. Ja akurat obserwowałem te konkretne na skrzyżowaniu alei Kościuszki i alei Mickiewicza. Pojawiał się tam komunikat "Tramwaje jadą objazdem. Kursuje komunikacja zastępcza. Rozkład nieaktualny". No właśnie, w sumie na rozkład chciałem tu zwrócić uwagę. Otóż wraz ze wspomnianym komunikatem mogliśmy dowiedzieć się m.in., że za 4 minuty przyjedzie "3" w kierunku Wycieczkowej, za 6 minut "2" w kierunku Szczecińskiej, natomiast za 9 minut "16" w kierunku Zgierza. Z tego co pamiętam poszczególne tablice "czytały" położenie tramwaju z odbiornika GPS. Czyżby to oznaczało, że pokazywały odjazdy z przystanku przy ulicy Żeromskiego?

Zaraz po zamknięciu ulicy Piotrkowskiej dla tramwajów, na przystankach pojawiły się informacje o komunikacji zastępczej. Wydrukowane kartki formatu A5 spotkałem w kasetach przystankowych przy ulicy Żwirki, Radwańskiej czy Skorupki. Być może nie wszyscy od razu je zauważyli, ale zawsze to jakiś dodatkowy sposób informowania. W niedziele było z tym kiepsko, ale dzień później Toyota Nadzoru Ruchu pojawiła się wzdłuż wyłączonej trasy. Z głośników były przekazywane komunikaty dla pasażerów. Szkoda, że MPK Łódź nie ma wozów nadzoru ruchu podobnych do tych używanych w drogówce czy Inspekcji Transportu Drogowego. Tam na wyposażeniu jest laptop i drukarka. Wówczas od razu można byłoby wyprodukować takie informacje do powieszenia w pojazdach komunikacji zastępczej. A gdyby pracownicy takiego wozu mieliby dostęp on-line? Chyba tłumaczyć nie muszę.

Na co warto zwrócić uwagę na przyszłość? Na pewno na umieszczanie od razu pełnej informacji o objazdach i komunikacji zastępczej - na Facebooku i stronie internetowej przewoźnika. Warto przeprogramować wszystkie sterowniki w taki sposób, aby pokazywały jedną nazwę na przykład "KZ - komunikacja zastępcza". Być może trzeba pomyśleć o dyżurach pracowników, którzy w czasie zatrzymań pełniliby rolę mobilnych informatorów na ulicach? Kierowcy i motorniczowie powinni dołożyć wszelkich starań, aby pasażerowie byli poinformowani, choć zdaję sobie sprawę, że kolejny raz usłyszane pytanie "dokąd pan jedzie" może irytować. Ale po to pracują, gdzie pracują. Chamstwa się nie toleruje. Pisze o tym nie bez powodu, bo w internecie można było przeczytać kilka uzasadnionych pretensji. Kończąc ten wpis zawsze pozostaje nadzieja, że być może już nie będzie więcej tak długotrwałych zatrzymań w ruchu. Jednak komunikacja miejska to żywy organizm naczyń połączonych i tak naprawdę nigdy nie wiadomo co się wydarzy.

9 komentarzy:

  1. " Z placu Wolności "zetki" jechały Legionów, Zachodnią, aleją Kościuszki, Struga, Żeromskiego, aleją Mickiewicza, aleją Kościuszki, Radwańską, Piotrkowską, Skorupki, Wólczańską, Czerwoną, Piotrkowską i do placu Niepodległości. "

    1. W jaki sposób skręcały z Żeromskiego w Mickiewicza, skoro obecnie ten manewr jest zakazany - jak się domyślam z uwagi na konieczność upłynnienia przejazdu na wprost na tym skrzyżowaniu?

    2. Czy na pewno jechały Radwańską, a nie Żwirki? Omijałyby przecież w ten sposób przystanek Piotrkowska/Żwirki.

    3. (to już pytanie raczej do osób za to odpowiedzialnych, podobnie zresztą jak po części powyższe) Dlaczego ul. Skorupki autobusy jeździły tylko w jednym kierunku, a w przeciwnym omijały przystanek przy katedrze jadąc Wólczańską aż do Radwańskiej?

    4. Czy na pewno autobusy jechały Andrzeja aż do Żeromskiego, a nie do Wólczańskiej? Jadąc Wólczańską mogłyby stawać w bezpośrednim sąsiedztwie skrzyżowania Kościuszki/Zamenhofa, jadąc Żeromskiego było(by) to niemożliwe. W zasadzie wystarczyłoby, że Nadzór Ruchu powiesiłby na przystanku tramwajowym kartkę, że autobusy zastępcze zatrzymują sie na Wólczańskiej - i to by wystarczyło. A na Żeromskiego zetka w tym miejscu nie była do niczego potrzebna, bo tam akurat zatrzymywały się tramwaje które ona zastępowała.

    No i czy naprawdę nie można było przynajmniej w jednym kierunku (np. północnym) skierować tych autobusów przez skrzyżowanie z Mickiewicza po torowisku?

    Swoją drogą, polecam zainteresować się kwestią konfiguracji sygnalizacjji świetlnej na skrzyżowaniu Mickiewicza/Kościuszki. Obecnie w ciągu ulicy Kościuszki odbywa się jedynie ruch tramwajowy, natomiast w ciągu Mickiewicza jedynie ruch autobusowy (+wjazdy docelowe i taxi). Czyli na obu ciągach ruch jest niewielki, można go porównać z ważniejszą ulicą osiedlową (w praktyce bywa nieco inaczej, ale to kwestia przestrzegania przepisów - a ruch należy organizować pod układ w którym wszyscy przepisów przestrzegają, inaczej na ich łamanie wręcz przyzwalamy). Jeszcze jest kwestia kierowców zawracających na Kościuszki od północy, ale wydaje mi się, że zasada ustępowania pierwszeństwa pojazdom szynowym jest powszechnie znana nie tylko wśród kierowców (uczą tego w szkole!). Jeśli tego jest mało, zawsze można o tym przypomnieć znakiem drogowym o symbolu A-7.

    Można stąd wyciągnąć wniosek, że sens funkcjonowania sygnalizacji na tym skrzyżowaniu jest mocno wątpliwy. Tak niewielki ruch powinien być bezproblemowo regulowany przez ogólne zasady ruchu drogowego. Ale nie o tym chciałem mówić. Chciałem natomiast zwrócić uwagę na to, co dzieje się tam popołudniami. Na Kościuszki od południa w kolejce do skrzyżowania stoi czasem nawet PIĘĆ TRAMWAJÓW (polecam przyjść i poobserwować)! Tak źle nie było chyba nawet gdy na al. Mickiewicza odbywał się normalny ruch. Jaki stąd wniosek? Sygnalizacja świetlna jest źle skonfigurowana. Na jednej fazie "zielonego" światła jest w stanie przejechać jeden tramwaj - to jestem w stanie zrozumieć. Drugi i tak musi jeszcze zabrać pasażerów, a w tym czasie to "zielone" mu zgaśnie. Ale dlaczego na kolejne "zielone" czeka się tak długo, że w tym czasie z tyłu potrafi ustawić się w kolejce jeszcze kilka kolejnych pojazdów?

    Chyba że to kwestia nawrotki na Kościuszki od północy - ale sygnalizacja na tej nawrotce (jeśli rzeczywiście musi ona tam w ogóle być - co jest bzdurą, ale o tym już pisałem) powinna być wzbudzana przez tramwaj. Jeśli miasta nie stać na czujniki, które by ten tramwaj wykrywały (a w zasadzie należałoby wykrywać koniec wymiany pasażerów, bo przez cały jej okres nawrotka może być otwarta), to niech założy tam przycisk jak na przejściach dla pieszych... Wbrew pozorom i tak upłynni to ruch. Albo i w ogóle na ruch nie wpłynie, bo wyjście z kabiny i wciśnięcie guzika zajmie motorniczemu akurat czas, gdy ludzie będą wsiadać i wysiadać z tramwaju.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno jechały ulicą Radwańską, a nie Żwirki, na pewno jechały ulicą Struga do Żeromskiego, a nie do Wólczańskiej. Co do przejazdu przez torowisko na skrzyżowaniu alei Kościuszki i alei Mickiewicza już pisałem, mogłoby być ciasno. Z kolei sygnalizacja na tym skrzyżowaniu reguluje nie tylko poruszanie się na osi wschód - zachód, ale także skręty w prawo i zawracanie przed skrzyżowaniem.

      Usuń
    2. Ale tę kawałek dalej, przy Piotrkowskiej, można by spokojnie zaorać.

      Swoją drogą, nie wiesz czy te koszmarne przyciski do świateł zastosowane na tych skrzyżowaniach to ma być jakiś nowy standard? Te poprzednie (te ze ściętym frontem) może nie zawsze łapią dotknięcie, ale przynajmniej są estetyczne

      Usuń
    3. To jak one skręcały z Żeromskiego w Mickiewicza?

      Co do skrętów w prawo - one akurat najmniej potrzebują sygnalizacji świetlnej. A co do zawracania - za parę dni udostępniona zostanie możliwość zawracania na Kościuszki od południa, przed przystankiem tramwajowym. Tego miejsca sygnalizacja świetlna już raczej nie obejmie. A "jakimś cudem" będzie to funkcjonować.

      Jeśli chodzi o zawracanie na Kościuszki od północy - są tam wprawdzie dwie kolizje (tramwaje i piesi - przy czym kwestię pieszych dałoby się rozwiązać przesuwając zawrotkę o kilka metrów na północ), ale kwestia pierwszeństwa jest tam oczywista i doskonale znana każdemu kto ma prawo jazdy, a nawet każdemu, kto przed skończeniem 18 lat miał kartę rowerową.

      Usuń
  2. Zabrakło mi tu jakże istotnej informacji - że nawet w sytuacji "kryzysowej" nikt nie odważył się ruszyć sygnalizacji i tramwaje na skręt z Zachodniej w Legionów czekały po 3.5 minuty każdy. Ja sobie postałem łącznie 10 minut w tym jednym miejscu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To kwestia dla ZDiT, w Centrum Sterowania Ruchem powinni coś zadziałać. W niedzielę pewnie nie było nikogo władnego, aby decyzję podjąć. Pytanie na co liczono w poniedziałek? Poza tym wydaje mi się, że priorytetem dla tego skrzyżowania jest cały czas ulica Zachodnia.

      Usuń
  3. Ja w niedzielę wieczorem jak dowiedziałem się o puszczeniu linii ZK chciałem sobie zaplanować jak mam dojechać na uczelnię. Trochę mi zajęło znalezienie trasy jaką miały jeździć autobusy, ale w internecie nigdzie nie było rozkładu tej linii. Wyszedłem więc sporo wcześniej z domu, ale na przystanku była tylko informacja z trasą, również bez rozkładu. Linia ZK jeździła sobie jak chciała czy rozkład był ściśle tajny, żeby bardziej zdezorientować pasażerów?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie autobusy były ręcznie puszczane przez NR na krańcówkach (bo nie sądzę żeby wysłano tylko nowe autobusy z GPS i sterowano nimi z centrali). Chociaż sytuacje, w których kierowcy mieli wolną rękę przy kursach bez rozkładu też się zdarzały (co chwilami powodowało półgodzinne przerwy, kiedy kierowcy robili sobie dłuższe przerwy na posiłek bez konsultacji z CR)

      Usuń
    2. Najczęściej jest tak, że autobusy zastępcze mają bardzo roboczy rozkład jazdy, który jest raczej po to, aby móc regulować kursy. Wszystko zależy od tego jak dużo autobusów potrzeba, jaka jest trasa KZ. Przeważnie - jak wspomina poprzednik - odjazdy regulowane są na przystankach końcowych przez pracowników nadzoru ruchu. Dlatego nie ma na przystankach takich informacji.

      Usuń