poniedziałek, 10 lutego 2014

Jęstę tramwaję, czyli o kierowcach, którzy chcieliby (chyba) zostać motorniczymi

Rejestracja "ELW" wyjaśnia może nieznajomość topografii miasta. Jednak nie tłumaczy nieznajomości
obowiązujących znaków drogowych. Ten kierowca powinien wcześniej skręcić w prawo | fot. Daniel Siwak
Wiadomo, że remont i przebudowa trasy tramwajowej W-Z to ogromna inwestycja, która powoduje spore utrudnienia w poruszaniu się - nie tylko komunikacją miejską, ale także samochodami. Zarząd Dróg i Transportu w Łodzi wytyczył objazdy wokół placu budowy i nie jest łatwo.

Poruszanie się po tzw. "strefie zero" jest mocno ograniczone i poprzedzone licznymi obostrzeniami. Przez aleję Mickiewicza i Piłsudskiego na wprost mogą przejechać jedynie taksówki i pojazdy MPK. Reszta powinna skręcać na najbliższej przecznicy, ale odkąd nie ma stałych punktów kontroli jest to fikcją.

Tak samo jest z przejazdem na wprost po alei Kościuszki. Od strony południowej należy skręcić w aleję Mickiewicza, a od strony północnej zawrócić przed aleją Mickiewicza. Aby dostać się na drugą stronę trzeba najzwyczajniej nadłożyć trochę drogi. No, ale takie są już prawidła remontów.

Pewnego lutowego popołudnia zdarzyło się tak, że musiałem przemieścić się w rejon szeroko pojętego Centralu i Centralu II. Wystarczyła chwila i od razu przyszła mi na myśl sytuacja z początków listopada. Prezydenci prosili, policja prosiła, kierowcy nie słuchali. Wjeżdżali na BUSpasy i blokowali autobusy MPK.

Okazuje się, że jest dużo kierowców, którzy chcieliby zostać motorniczymi. Takich przypadków każdego
dnia jest przynajmniej kilka. Czy rzeczywiście tak trudno objechać ten rejon? | fot.
Daniel Siwak
Ktoś mógł powiedzieć, że urządziłem sobie polowanie na tym skrzyżowaniu. Ktoś mógłby też powiedzieć, że uwziąłem się na kierowców. Otóż nie było to polowanie, a tym bardziej na pewno się nie uwziąłem. Po prostu, jako jeden z uczestników ruchu szanuję tych, którzy szanują mnie na drodze. Reszcie delikatnie daje do zrozumienia, że postępują źle. Stojąc sobie przy przejściu dla pieszych zauważyłem grafitowego mercedesa, który nie zawrócił na alei Kościuszki przed aleją Mickiewicza.

Niczym nieskrępowany przejechał przez torowisko tramwajowe na wprost. Po chwili przejeżdżający tędy patrol straży miejskiej udał się w pościg za tym kierowcą i zatrzymał go tuż przy gmachu Sądu Rejonowego. Stwierdziłem, że z czystej ciekawości chwilę poobserwuję sytuację. Zresztą odkąd rozpoczęła się budowa trasy W-Z nie wszyscy chcą jeździć zgodnie z przyjętą organizacją ruchu. Tylko nie bardzo wiem czy to pośpiech, ludzka głupota czy najzwyklejsze cwaniactwo na zasadzie "ja nie przejadę".

Wyobraźcie sobie, że już po zaledwie 10 minutach od zatrzymania Mercedesa (EL) przez torowisko przejeżdża sobie z południa na północ Citroen (ELW). Dobrze, że jego kierowca nie wpadł w poślizg i się zatrzymał w porę, bo inaczej zderzyłby się z jadącym samochodem ciężarowym. W nieprzepisowy sposób skrzyżowanie pokonał jeszcze Opel (EL), Volkswagen (ELA) a za nim BMW (EPA). Wszystkie autka jechały z północy na południe. Schemat zawsze był ten sam. Kiedy zapalało się zielone światło dla zawracających to ktoś po zewnętrznej próbował wcisnąć się przejazdem po torowisku.

Furgonetce udało się na zielonym świetle przemknąć się bokiem po torowisku tramwajowym. Czy firmy
ochroniarskie tak, jak służby ratunkowe mogą jechać mimo znaków zakazu? | fot.
Daniel Siwak
Jako taką wisienkę na torcie pozostawiłem sobie samochód, który widzicie na zdjęciu wyżej. Peugeot Partner bardzo dużej i znanej firmy ochroniarskiej bardzo zapragnął być tramwajem. Dlatego bez najmniejszego wahania postanowił przeciąć na wprost skrzyżowanie alei Kościuszki i alei Mickiewicza na wprost. Pewnie to było jakieś zagrożenie życia ochroniarzy dlatego postanowili bokiem wyminąć resztę prawidłowo jadących kierowców. Zresztą owa firma była już niechlubnym bohaterem łódzkich dróg.

Otóż w maju 2011 niczym nieskrępowany Ford Transit chciał przejechać drogą rowerową na alei Piłsudskiego. Pech chciał, że ochroniarze natrafili na dziennikarkę Dziennika Łódzkiego Matyldę Witkowską. Kiedy ta nie chciała ustąpić, panowie poinformowali, że mogą użyć broni (palnej?) z powodu rzekomego zagrożenia. Z czystej ciekawości zwróciłem się z prośbą o wyjaśnienie tegorocznej sytuacji. Być może Solid Security otrzymał zgodę od Zarządu Dróg i Transportu w Łodzi lub od wykonawcy przebudowy trasy W-Z, na wjazd przez plac budowy, pomimo powszechnie obowiązujących zakazów. Jeśli tak to oczywiście nie omieszkam zamieścić tutaj takiej informacji. Na razie żadna odpowiedź ze strony firmy nie nadeszła. Czekam już ponad tydzień.

W kwestii sankcji, które mogą nas spotkać za utożsamianie się z tramwajem. Według taryfikatora - za niestosowanie się do znaku B-1 "zakaz ruchu w obu kierunkach" grodzi mandat w wysokości 250 złotych i 5 punktów karnych. Za niestosowanie się do znaku od C-3 "nakaz jazdy w lewo przed znakiem" także grodzi mandat w wysokości 250 złotych i 5 punktów karnych. Straż miejska i policja patroluje te okolice więc zawsze istnieje możliwość natrafienia na patrol. Jednak zatrzymania, a nawet pościgi za kolejnymi kierowcami w tym rejonie to codzienność.

Niebezpieczne zachowania kierowców mogą doprowadzić do wypadku. Szczególnie, że wraz z postępami
prac na placu budowy pojawiać się będzie coraz więcej sprzętu kursującego po ulicy | fot.
Daniel Siwak
Dlaczego o tym piszę? Teoretycznie każdy ma swój kawałek przestrzeni zwanej ulicą. Pieszy - chodnik, przystanek czy zebrę. Kierowca - jezdnię. Rowerzysta - drogę lub pas dla rowerów. Tramwaj - torowisko. Czasem jest tak, że któraś z tych grup nie ma gdzieś wjazdu, to normalne. Nie ma, bo zakazują tego z różnych względów postawione znaki drogowe. Tak jak na alei Kościuszki w Łodzi. Jednak czy to jest powód, aby robić na przekór znakom i wjeżdżać tam, gdzie nie można? Jak dla mnie nie, ale przecież ja nie mam prawa jazdy i się nie znam.

Dla tych którzy chcieliby jednak zostać motorniczymi mam garść informacji. W Łodzi taki pięciotygodniowy kurs prowadzi Miejskie Przedsiębiorstwo Komunikacyjne. Składa się on najpierw z części teoretycznej, a potem praktycznej. Wszystko kończy się egzaminem państwowym. Oczywiście nie jest darmowy, kosztuje około 5 tysięcy złotych, ale po nim większość kierujących samochodami może spełnić swoje skryte marzenia. Jedyny minus jest taki, że cieszy się powodzeniem i na liście kolejkowej czeka sporo osób.

Przypadek tego konkretnego przejazdu jest dość istotny. Przeważnie wjazd na dziko odbywa się w ostatniej chwili zarówno od strony północnej, jak i od strony południowej. Raz na zielonym dla zawracających na alei Kościuszki, a innym razem także, kiedy pali się światło czerwone. Czy musi dojść kiedyś do wypadku w tym miejscu z udziałem tramwaju i jakiegoś niezdyscyplinowanego kierowcy? Dlatego zanim chcecie zrobić krzywdę sobie i innym, zastanówcie się dwa razy. Może warto nadłożyć drogi, mieć w kieszeni parę złotych więcej i żyć? Propozycja do przemyślenia w wolnej chwili.