środa, 29 stycznia 2014

Przystanki Narutowicza - Kilińskiego. Rekordowo długa budowa i krzywe perony, na razie bez wiat

Pierwsi pasażerowie skorzystają z nowych przystanków już w sobotę 1 lutego. Na razie muszą oni liczyć
na zimowe słońce ponieważ wiaty pojawią się dopiero za kilkanaście tygodni | fot.
Daniel Siwak
Muszę przyznać, że ulica Narutowicza - na odcinku od Sienkiewicza do Polskiej Organizacji Wojskowej - w ostatnim czasie ma najzwyczajniej pecha. Wszystko zaczęło się w wakacje 2013 roku, kiedy to rozpoczął się remont ulicy oraz przebudowa układu torowego.

Sprawa konieczna, bo jak wiadomo w pobliżu wyjścia zachodniego z dworca Łódź Fabryczna, ma powstać węzeł dla komunikacji miejskiej. Tramwaje będą jechać z ulicy Narutowicza ulicą Polskiej Organizacji Wojskowej. Potem skręcą w ulicę Kilińskiego lub przez Kilińskiego ponownie w Narutowicza.

Projekt zakładał między innymi likwidację dwukierunkowego skrętu, który do końca czerwca wykorzystywała linia 7. Stało się to w atmosferze wielkiej tajemnicy. Cały ruch przeniesie się na ulicę Składową, co spowoduje, że torowisko pomiędzy POW a Kilińskiego stanie się mniej używane.

Ale wracając do tematu, teraz dobra nowina. Od 1 lutego przystanki Narutowicza - Kilińskiego - po stronie północnej i południowej - wreszcie zostaną udostępnione pasażerom. Ale oczywiście kryje się za nimi cała historia, którą chciałbym Wam przedstawić.

 Pomimo, iż tramwaje już kursują to przystanki do tej pory są nieczynne. Podróżni muszą iść 
ponad 10 minut do najbliższego - przy Piotrkowskiej i placu Dąbrowskiego | fot. Daniel Siwak
Co do pecha, o którym wspominałem na początku to zaczęło się chyba od słupów, które dość frywolnie zostały ustawione. Okazało się, że instalacje podziemne są tak pogmatwane, że i słupy trzeba postawić w dość nietypowy sposób. Dzięki temu dzielą one przestrzeń, którą muszą użytkować piesi oraz kierowcy parkujący swoje auta.

Potem mieliśmy aferę mapkową dotyczącą tramwajów. Otwierając rzeczoną mapkę ze strony ZDiT, przy datach remontu ulicy Kopernika i Narutowicza pojawiła się adnotacja "ruch tramwajowy". Jednak na tej samej mapce, która trafiła do mediów na początku czerwca, takiej adnotacji w ogóle nie ma. Kiedy została dodana? Nie wiadomo. Ale nikt do błędu się nie przyznał. W międzyczasie mieszkańcy budynku przy Narutowicza 36 obawiali się, że w razie potrzeby nie dojadą do nich służby ratunkowe, bo cały czas odbywają się prace drogowe w obrębie jezdni.

Z kolei w połowie grudnia ub. kierowcy mieli powód do zadowolenia, bo udostępniono do ruchu północną jezdnię ulicy Narutowicza. Pasażerowie cieszyć się nie mogli. Przystanki tramwajowe przy Kilińskiego nadal nie były gotowe. Za to urzędnicy zafundowali im ponad blisko 10 minutowy spacer do przystanku przy placu Dąbrowskiego lub przy Piotrkowskiej. Zielona Łódź w wydaniu ZDiT.

Od dołu: listopad, grudzień 2013 i styczeń 2014. Jak widać prace posuwają się w dość żółwim tempie.
Wymiana torowiska rozpoczęła się nieco wcześniej, bo na poczatku lipca | fot. Daniel Siwak

 Zapytałem skąd tak rekordowo długie tempo robót. - Przystanki zostaną skończone w terminie, choć najpierw chcemy dopuścić kierowców do ruchu. Termin zakończenia całej inwestycji mija 30 stycznia, więc wykonawca generalnie ma czas, aby dopuścić  możliwość poruszania się po przystankach pasażerów - wyjaśniała w grudniu zastępca dyrektora ZDiT ds. inwestycji i remontów Katarzyna Mikołajec. Dostałem też zwrotną, że perony można było dokończyć dopiero po całkowitym wybudowaniu jezdni. Poważnie? Na początku października ślad obydwu jezdni był już wytyczony, a wszelkie prace przy instalacjach podziemnych w obrębie przystanków zakończone.

Idąc dalej w czasie, w połowie października wytyczono obręb peronów tramwajowych, ale nadal nie wyłożono tam nawet pierwszej warstwy podbudowy pod przyszłe prace brukarskie. Pod koniec listopada mieliśmy już wyłożony płytami przystanek po północnej stronie, ale ten po południowej był już tylko przygotowany do położenia płyt. W połowie grudnia część płyt z północnego peronu została wyjęta, aby zainstalować barierki. Barierki zainstalowano też na południowym peronie, ale nadal nie położono tam płyt. W połowie stycznia gotowe były już obydwa perony - to znaczy wyłożono je już całkowicie płytami peronowymi, ale po północnej stronie trwała wymiana barier. W drugiej połowie stycznia mamy już zakończone prace brukarskie oraz wymienione wszystkie barierki.

Wydaje mi się, że omawiane przystanki były najdłużej budowanymi elementami infrastruktury komunikacyjno-pasażerskiej ostatnich lat w Łodzi. Być może się mylę, a jeśli tak to mnie poprawcie, ale nie przypominam sobie innej podobnej sytuacji. Może po prostu z tego wszystkiego o czymś zapomniałem? Nikt mi nie wmówi, że to warunki pogodowe były fatalne. W tym roku jesień i zima wyjątkowo rozpieszczała drogowców, więc żółwie tempo prac może wskazywać, jedynie że wykonawca z tak prostą sprawą sobie nie poradził. Z resztą, jak wiemy problemy firma Kral miała też na ulicy Kopernika, co skończyło się miesięcznym opóźnieniem w udostępnieniu ulicy tramwajom. 

Połowa grudnia 2013. Jakość prac brukarskich na północnym peronie przystankowym pozostawia wiele
do życzenia. Po stopnieniu śniegu zapewne nie objedzie się bez poprawek | fot. Daniel Siwak
Jednak sprawa nowych przystanków Narutowicza  Kilińskiego nie kończy się tylko na rekordowej długości ich budowy. Pozostają jeszcze dwie kwestie - braku wiat i słupów informacji pasażerskiej, które mają "pojawić się z opóźnieniem" oraz krzywo położonych płyt peronowych. Zresztą ten, kto śledzi uważnie łódzkie media pewnie zdążył zauważyć, że stylizowane wiaty zamiast na przystanki trafiły do sądu. Prywatna firma twierdzi, że retrowiata to plagiat jej projektu. Rozstrzygnięcie pewnie potrwa.

Przyznam szczerze, że po wpadkach Skanski na ulicach Lnianej i Grabieniec, gdzie różnica pomiędzy płytami dla niewidomych a krawężnikami potrafiła wynosić nawet 3 centymetry. Jestem dość wyczulony na kwestię dbałości brukarskiej. Spacerując kilka tygodni temu po jeszcze budowanych przystankach, od razu rzuciło mi się w oczy ich wykonanie. Płyty są położone bardzo nierówno, a ostatnia warstwa podbudowy źle wypoziomowana. Zresztą po drodze wykonawca pomylił barierki i musiał je montować na nowo na obydwu peronach.

W tej sprawie póki co Zarząd Dróg i Transportu nabrał wody w usta, choć jego urzędnicy zdają sobie sprawę, że nie tylko perony przystanków tramwajowych są do poprawy. Na szczęście sprzyja im zima, która wszystkie brukarskie fuszerki skutecznie ukryła pod śniegiem. Pasażerom pozostaje po cichu się cieszyć, marznąć kolegialnie na wspomnianych przystankach, podziwiać chromowane poręcze na barierkach i czekać aż wiaty w końcu się pojawią. Byle do lata drodzy łodzianie, byle do lata...