sobota, 2 listopada 2013

W ten "szczególny dzień" bądźmy wyrozumiali i dajmy się przy policjantach rozjechać na chodniku

Kiedyś 1 listopada odbywał się festiwal futer i płaszczy. Teraz na cmentarz musimy obowiązkowo dojechać autem, najlepiej wypasionym. Piesi na chodnikach są mniej ważni | fot. Daniel Siwak
Taki dzień jest tylko raz w roku. 1 listopada to czas, w którym musimy - a przynajmniej powinniśmy - szczególnie wspominać najbliższych, których nie ma już wśród nas. Jedziemy wówczas na groby, aby pomodlić się za nich, zapalić im znicz czy złożyć kwiaty.

Oczywiście wiadomo, że w drodze na cmentarz łatwo nie będzie. Każdego roku Zarząd Dróg i Transportu w Łodzi wraz z łódzką policją, reorganizują na ten czas ruch wokół cmentarzy. Ulice są zamykane, puszczany jest ruch jednokierunkowy, a autobusy zmieniają trasę. Jazda na pamięć się akurat nie opłaca.

Cieszę się, że żyjemy w takich czasach, gdzie każdy z nas może świadomie wybrać czym dojedzie na poszczególną nekropolię w mieście. Wszystko zależy oczywiście od posiadanych sił i środków transportu. Wiadomo, że tak naprawdę cel jest jeden.

Peron przystankowy, a tuż obok
dziki i niebezpieczny parking
 fot.
Daniel Siwak
Na cmentarze można dotrzeć o własnych siłach czyli pieszo. Można pojechać rowerem, choć przeciskanie się pomiędzy samochodami nie należy do przyjemnych. Można wsiąść także w komunikację miejską, która czasami jedzie dłużej jednak dojeżdża bliżej cmentarza. W końcu można dojechać własnym samochodem. Tylko wtedy chcąc dojechać jak najbliżej wejścia, kierowcy zatracają jakikolwiek instynkty i są w stanie wjechać wszędzie, gdzie się tylko da.

W dzień Wszystkich Świętych postanowiłem wyruszyć w okolice łódzkich cmentarzy. Nie chodziło mi o przygotowywanie raportu, choć na przyszły rok chyba go już zrobię. Potrzebowałem po prostu wykonać kilka zdjęć do swojego archiwum. Szczególnie, że jedna z linii dodatkowych - linia D3 wykorzystuje nowy skręt na ulicy Przybyszewskiego. Warto byłoby to uwiecznić, bo prędko normalny liniowy tramwaj tędy nie pojedzie.

Jednak sytuacja, z którą miałem do czynienia w okolicy cmentarza na Lodowej, zaskoczyła mnie kompletnie. W sumie nadal zastanawiam się czy bardziej kosmiczne było zachowanie łódzkich kierowców czy policjantów z Wydziału Ruchu Drogowego KMP w Łodzi. A wyglądało to tak.

Przejazd auta przez przejście
podlega karze, ale nie 1 listopada
 fot.
Daniel Siwak
Przystanek Lodowa - Przybyszewskiego został niedawno wyremontowany w ramach przebudowy ulicy Przybyszewskiego. Został on nieco wyniesiony, a także zyskał nową nawierzchnię z kostki i specjalne płyty pomagające osobom niewidomym. Kiedy stałem sobie grzecznie z grupą miłośników komunikacji, z pobliskiego trawnika nagle wyjechała najpierw terenowa Honda, a potem osobowa Skoda.

Obydwa pojazdy przejechały majestatycznie po peronie przystankowym i próbowały wyjechać fragmentem torowiska tramwajowego na ulicę. Problem w tym, że mnie na tym przystanku było dobrze, bo w końcu to miejsce do poruszania się pasażerów, a nie aut. Kierowca osobówki, któremu mocno to sugerowałem nie bardzo chciał wycofać, choć miał tam naprawdę dużo miejsca. W końcu niecierpliwa pasażerka pobiegła po policjanta, który kilka metrów dalej z ogromną stanowczością, nie wpuszczał aut na zamknięty dla aut odcinek ulicy Lodowej.

Z ust policjanta łódzkiej drogówki usłyszałem, że dzisiaj jest taki "szczególny dzień", więc czy w związku z tym nie mógłbym być wyrozumiały i przesunąć się, aby kierowca mógł wyjechać? Przypominam, że miałbym ustąpić kierowcy, który chciał wyjechać z peronu przystankowego, na którym w ogóle być go nie powinno. Sytuacja skończyła się na tym, że ów policjant poprosił, aby kierowca wycofał. Kierowca terenówki był bardziej bezczelny i prawie przejechał po nogach chłopakom. No po prostu świetnie!

Czy 1 listopada policja powinna
przymykać oko na łamanie prawa?
 fot.
Daniel Siwak
Aby było śmieszniej, kilka minut później inny policjant z patrolu motocyklowego kompletnie zignorował osobową Toyotę, która przejechała najpierw pomiędzy dwoma sygnalizatorami (dla pieszych i rowerzystów), a później zebrą i torowiskiem tramwajowym.

Za to wolał pouczać mnie, że robiłem zdjęcia na torowisku. Owszem robiłem zdjęcia w obrębie torowiska, ale nie zagrażało to ani mojemu bezpieczeństwu ani ruchowi tramwajów. W końcu zdjęcia transportowe nie robię od wczoraj. Uważam, że postawa obydwu funkcjonariuszy była mało profesjonalna, aby nie powiedzieć, że wręcz naganna. Pieszych zalicza się do tzw. niechronionych uczestników ruchu. Dlatego pozwalanie na łamanie przepisów przez kierowców i narażanie pieszych tylko dlatego, że w kalendarzu mamy 1 listopada jest kosmiczną sytuacją.

Zastanawia mnie jedno. Co by było, gdyby na przejściu dla pieszych czy peronie przystankowym jakieś auto wyjeżdżające niezgodnie z przepisami, potrąciło kogoś? Czy taki potrącony nieszczęśnik usłyszałby, że powinien być wyrozumiały, bo jest to ten "szczególny dzień". A może dostałby jakiś mandat?

Kierowcy nie szanują przestrzeni,
po której poruszają się piesi
 fot.
Daniel Siwak
Na koniec od razu ostrzegam! Nie piszcie mi, że jestem uprzedzony do kierowców, bo nie jestem. Tu nie o uprzedzenie chodzi. W końcu każdy z nas wybrał taki sposób poruszania się po mieście, jaki uważa za najlepszy dla siebie. Tym samym chce korzystać z dedykowanej mu infrastruktury. Chodzi mi o to, że mieliśmy w ten "szczególny dzień" sytuację, gdzie wszyscy dbali tylko o dobre samopoczucie kierowców.

Kierowców, którzy wjeżdżając przez drogę rowerową, chodnik, przystanek komunikacji miejskiej czy przejście dla pieszych chcieli zaparkować auto, łamiąc tym samym przepisy ruchu drogowego. Z resztą nie czuje potrzeby być wyrozumiały dla kierowców przez ten jeden dzień, kiedy przez pozostałe 364 dni oni nie są wyrozumiali dla mnie. Kiedy stoję naście minut licząc, że któryś się wreszcie zatrzyma i czekam kolejne naście minut, bo żaden nie raczył tego zrobić to mnie za przeproszeniem kurwica bierze. W końcu i tak trochę wymuszam przejście, ale wiem, że w starciu z rozpędzonym samochodem nie miałbym większych szans.

Nie odkryję tym Ameryki, ale przypomnieć muszę. Większość kierowców nie zwalnia lub nie zatrzymuje się widząc pieszego zbliżającego się do przejścia czy zstępującego z chodnika na zebrę. W końcu jest to jeden z powodów wypadków drogowych z udziałem aut i przechodniów. Tylko na autostradach nie ma pieszych. Auto nie upoważnia nikogo do wyłączania myślenia. Pamiętajcie o tym za rok.