czwartek, 28 listopada 2013

Linia Z2 pojedzie tylko w godzinach szczytu? Czyli jak urzędnicy padli ofiarą własnego sukcesu

Losy linii Z2 są nadal niepewne. Urzędnicy planowali ją zlikwidować, bo jeździ nią mało pasażerów. 
Teraz ma jeździć jedynie w godzinach szczytu. Czy to pomoże? | fot. Daniel Siwak
Zastępcza linia tramwajowa Z2 z krańcówki Augustów w rejon ulicy Kilińskiego, miała pojawić się już w październiku. Z powodu braków taborowych dotyczących wagonów dwukierunkowych M8C, puszczono składy 805N na Radiostację, które niestety woziły po parę osób.

Od skrzyżowania "marszałków" do skrzyżowania Piłsudskiego - Kilińskiego puszczono wahadłowo zastępczą linię tramwajową Z3. Jeden pojazd, dwóch motorniczych, cztery przystanki i sześć minut przejazdu. Tak w skrócie prezentowała się najkrótsza linia tramwajowa w Polsce. Frekwencja też marna.

Linia, choć pozwoliła zdeklasować Bytom na miesiąc, została najzwyczajniej wyśmiana. Dlatego od listopada nastąpiła fuzja zastępczych linii  Z2 i Z3. Nowa linia Z2 rozpoczyna kursowanie zgodnie z pierwotnymi planami - od krańcówki Augustów do skrzyżowania z Kilińskiego, a nawet dalej, bo do tymczasowej krańcówki na Kilińskiego przy Tuwima.

Linia Z2 ma zbyt niskie napełnienie
według obserwacji urzędników ZDiT
 fot.
Daniel Siwak
Pierwszy tydzień wyglądał dość różnie. Pasażerowie musieli się przyzwyczaić do nowej-starej linii i jej wydłużonej trasy. Potem powoli zaczęła ona zdobywać kolejnych pasażerów. Z resztą sam nie raz jechałem zetką drugą i wiedziałem, że cieszy się zainteresowaniem. Zdecydowanie większym niż poprzedniczka, która kursowała do Radiostacji. Niekiedy wszystkie miejsca siedzące były zajęte.

Jednak coś niespodziewanie tąpnęło. Prezes MPK Zbigniew Papierski ogłosił, że od grudnia planowane jest ograniczenie kursowania linii Z2 do godzin szczytowych. Według Zarządu Dróg i Transportu tramwaje na tej trasie notują napełnienie sięgające zaledwie 30 proc. Na stronie urzędu czytamy dodatkowo też, że "w pozostałych porach dnia w wagonie jadą dosłownie 1-2 osoby". Chciałbym jedynie przypomnieć szanownym urzędnikom, że czasami na normalnych liniach, w pozostałych porach dnia także można spotkać pojedynczych pasażerów. Czy wtedy też będą ograniczane takie linie?

Ktoś by mógł powiedzieć, że wszystkiemu są winni pasażerowie, bo miasto im organizuje linię zastępcza, a oni nie chcą nią jeździć. Jednak ci są ostatnimi, których trzeba byłoby obwiniać za taką sytuację. Tak naprawdę, to zarządca komunikacji powinien ją organizować tak, aby cieszyła się popularnością. Jakie więc błędy popełniono?

Łatwiejsze przesiadki, to jeden
z sukcesów w czasie remontów
 fot.
Daniel Siwak
Na początku października, podczas Nadzwyczajnej Sesji Rady Miejskiej w Łodzi dowiedzieliśmy się, że dwukierunkowe tramwaje na linii Z2 będą kursować co 10 minut. To nie byłby idealny, ale przyzwoity czas. W praktyce okazało się, że faktyczna częstotliwość, to co 12 minut. Niestety zbyt niska, aby być konkurencyjną dla autobusów.

Przesiadka z tramwaju na autobusy w "strefie zero" też nie należy do najłatwiejszych. Pod uwagę biorę tutaj skrzyżowanie alei Piłsudskiego i Kilińskiego, jako naturalny węzeł przesiadkowy. Jadąc z Centrum w kierunku Widzewa, pasażer musi spędzić blisko 3,5 minuty na pokonaniu skrzyżowania - sygnalziacja świetlna, trzy zebry. Mam tutaj na myśli drogę od przystanku autobusowego Piłsudskiego - Kilińskiego (dla 98, 98A, 98B, Z10) do przystanku tramwajowego Kilińskiego - Piłsudskiego (dla Z1 i Z2). Jadąc z Widzewa w kierunku Centrum, już tylko 2,5 minuty trwa pokonanie skrzyżowania - sygnalziacja świetlna, dwie zebry. Chodzi tutaj o drogę od przystanku tramwajowego Piłsudskiego - Kilińskiego (dla Z2) do przystanku autobusowego Kilińskiego - Piłsudskiego (dla 98, 98A, 98B, Z5, Z10).

Zdecydowanie łatwiej byłoby całą przesiadkę zorganizować w obrębie jednego ciągu, czyli przejścia dla pieszych po wschodniej stronie skrzyżowania Piłsudskiego - Kilińskiego. Wystarczyłoby, aby tramwaje linii Z2 zatrzymywały się na obecnie nieczynnym przystanku, który niedawno wykorzystywał tramwaj Z3, jako początkowy. Do tego zamiast dotychczasowego, autobusowego za skrzyżowaniem, powinien powstać nowy, przed skrzyżowaniem vis a vis supermarketu ALMA. Pas zieleni jest wystarczająco szeroki, aby zorganizować tam tym szeroki chodnik, a nawet postawić tymczasową wiatę.

Linia Z2 oraz 9 i 9A wspólną trasą
jadą do skrzyżowania "marszałków"
 fot.
Daniel Siwak
Warto wspomnieć przy okazji tematu o linii 9. Wraz z Z2 są teraz jedynymi tramwajami, które jadą po alei Piłsudskiego z Widzewa do Centrum. Zamiast myśleć o likwidacji czy ograniczeniu "zetki", należałoby zwiększyć częstotliwość linii 9A tak, aby pojawiała się na przystankach co 10 minut.

Tylko problem jest taki, że Z2 dowozi pasażerów do Tuwima. "Dziewiątką" dojedziemy, albo do Kościuszki albo do placu Dąbrowskiego. Przystanki w okolicy Hotelu Polonia kolejny miesiąc są niegotowe, więc w chłodne i zimowe wieczory czeka spacerek w kierunku Kilińskiego. Łódzka Inicjatywa na Rzecz Przyjaznego Transportu podsunęła też pomysł likwidacji linii tramwajowej Z1 i zastąpienie jej wydłużonymi kursami autobusu Z5. Dzięki temu można byłoby zwiększyć takt na linii Z2 nawet do 7-8 minut. Tylko patrząc, że bardzo dużo osób jednak kursuje zetką pierwszą, nie wiem czy to do końca dobry pomysł.

Niestety, nadal nie wszystkie wagony M8C mają homologację lub nadają się do jazdy. Świadczyć może o tym fakt, że MPK puściło na zetkę drugą wagony GT8ZR oraz M6S. Nie wspomnę już o jakiejkolwiek warstwie informacyjnej pod tytułem - pasażerowie, zobaczcie, gdzie znajdują się punkty przesiadkowe.

Przesiadka tram-bus w Gdańsku
odbywała się w obrębie przejścia
 fot.
Daniel Siwak
Jak w podobnych sytuacjach radziły sobie inne miasta? W Gdańsku, w związku z budową Trasy Słowackiego tramwaje nie kursowały po ulicy Marynarki Polskiej - w kierunku Nowego Portu. Dwukierunkowe wagony kończyły trasę przejeżdżając przez zwrotnicę nakładkową do przystanku Mostostal.

Po zachodniej stronie ulicy pasażerowie wysiadali z autobusów linii zastępczych T4 i T5, aby przesiąść się na tramwaje linii 7 (szczytowa) lub 97 (tymczasowa), które czekały w tym miejscu. Z kolei po wschodniej stronie ulicy znajdował się przystanek autobusowy dla pasażerów, którzy wysiedli z tramwajów i chcieli pojechać liniami zastępczymi T4 i T5 w kierunku Nowego Portu. Cały system przesiadek oparty był o jedno przejście dla pieszych w poziomie zero. I to bez sygnalizacji świetlnej. Frekwencja bardzo wysoka. Wszystko, aby nie utrudniać życia gdańskim podróżnym.

W taki oto sposób łódzcy urzędnicy padli ofiarą własnego sukcesu. Trzon komunikacji zastępczej, jakim m.in. miały być linie Z1 oraz wspominana Z2 nieco zatrzeszczał. Ale czy z tej sytuacji wyciągną jakąś lekcję na przyszłość? Byłoby miło. W końcu pasażerom nie jest wszystko jedno, a świat zza biurka wygląda nieco inaczej niż na mapie.