czwartek, 18 lipca 2013

Zniknął absurdalny zakaz ruchu na przystanku tramwajowym przy Woronicza

To samo miejsce kilkanaście godzin później. Kuriozalne
znaki zniknęły z przejścia przez torowisko tramwajowe
 fot.
Daniel Siwak
Sprawę przejścia dla pieszych przez torowisko na przystanku przy ulicy Woronicza, opisywałem na "ZbiorKomie" w środę.

Na poczatku miesiąca pojawił się tam nieoczekiwany znak drogowy B-41, czyli zakaz ruchu pieszych. Dodatkowo w tym tygodniu pojawiła się tam również tabliczka, na której widniał napis "nie dotyczy osób niepełnosprawnych".

Przez znak zakazujący przejścia pieszym, każda osoba, która nie jest osobą niepełnosprawną narażona była na mandat, na przykład od straży miejskiej. Okrągłe 50 złotych za niedostosowanie się do znaków dotyczących ruchu pieszych czy 50 złotych za korzystanie z dróg niedostępnych dla pieszych. Wczoraj sytuacja zmieniła się o 360 stopni, znaki zniknęły. Wróciła normalność!

Po moim środowym tekście nastawiony byłem, że ten objaw totalnego braku zdrowego podejścia do pieszych w łódzkim Zarządzie Dróg i Transportu, będzie miał się dobrze przez długie tygodnie. Tymczasem wczoraj koło południa, radny Mateusz Walasek informował na facebooku, że jeden ze znaków jest prawdopodobnie demontowany.

O tym, że był tu falerny znak
drogowy świadczy odcięta jego część
 fot.
Daniel Siwak
Wracając popołudniem do domu, postanowiłem sprawdzić jak sytuacja wygląda tam w rzeczywistości. Po sprawdzeniu poprawek na pobliskiej drodze rowerowej, doszedłem wreszcie do przystanku Limanowskiego-Woronicza. A tam? Zaskoczenie, szok, niedowierzanie! Felerne znaki zniknęły. Nie ma ich!

Po tym, który znajdował się na początku przystanku linii 2, 5, 8 i 13 w stronę Centrum, pozostał jedynie odcięty fragment słupka tkwiący w ziemi. Pozostawiony jest on w otoczeniu kilkudziesięciu nasion trawy, więc za niedługo zarośnie. Po tym znajdującym się na przystanku tramwajowo-autobusowym (w stronę Teofilowa i Centrum) pozostała jedynie lekko naruszona kostka brukowa oraz kupka piasku.

Czy nie można było obejść się bez montowania dodatkowych znaków dla pieszych, pod płaszczykiem nowej drogi dla rowerów? Bo nie wiem czy wiecie, ale owe znaki właśnie z tej okazji pojawiły się przy tym zespole przystankowym.

Znaki przy przejściu dla pieszych
pojawiły się wraz z drogą rowerową
 fot.
Daniel Siwak
Droga rowerowa na Teofilów, to inwestycja równie wyczekiwana, jak jej koleżanka - droga rowerowa na Widzew. Co prawda prowadzi tylko do przedsionka mieszkalnej części tego osiedla jakim jest ulica Warecka, ale jej budowa trwała bardzo długo.

Myślę, że inwestycja mogła zostać skończona o wiele wcześniej, ale firma Pol-Dróg (wykonawca) nie oddelegowała wystarczającej liczby pracowników. W czasie jej budowy nie kojarzę sytuacji, gdzie na całym odcinku pracowaliby robotnicy. Kilka tygodni temu rozpoczęło się malowanie oznaczeń, przejazdów przez ulice oraz montaż znaków. Wspominany znak B-41 nie pojawił się tam tak całkiem od razu. Trochę wyglądało to jakby ktoś o nim zapomniał.

Generalnie dobrze, że ktoś z pomocą tekstu na "ZbiorKomie" szybko zreflektował się w sprawie tego przejścia dla pieszych. Jednak powstaje inne pytanie. Jak to możliwe, że na etapie projektu proponuje się tak absurdalną konfigurację znaków, akurat w tym konkretnym miejscu? Wydział Inżynierii Ruchu Zarządu Dróg i Transportu w projekcie stałej organizacji ruchu powinien to wychwycić i zalecić od razu zmiany. Co więcej moda na sprowadzanie pieszych do podziemi powoli odchodzi w zapomnienie. Szczególnie do takich, które nie są w stu procentach dostosowane do poruszania się osób starszych czy matek z wózkami. Po co więc powielać takie złe praktyki?

4 komentarze:

  1. Pamiętajmy, że droga rowerowa nie została jeszcze odebrana. Wykonawca będzie musiał wszystkie usterki poprawić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadza się. Zapadające się studzienki zostały na tygodniu poprawione. Jeszcze pozostały do zrobienia niektóre krawężniki, które są za wysoko jednak. Oznakowanie pionowe i poziome chyba też w komplecie.

      Usuń
  2. Trzeba zadać jeszcze jedno pytanie. Czy usunięcie znaku to działania przemyślane przez inwestora, zrealizowane rękoma wykonawcy, czy są to raczej działania 'anonimowych dywersantów'...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się, że to demontaż nastąpił przez służbę drogową. Ale wcale też bym się nie zdziwił, gdyby zrobił to jakiś samozwańczy mieszkaniec.

      Usuń