wtorek, 2 lipca 2013

Raport z dróg w Łodzi. Armagedonu nie było, laurki też nie będzie

Jednym z zamkniętych miejsc było skrzyżowanie ulic
Gdańskiej i Zielonej. Jest ono w ogóle nieprzejezdne
 fot.
Daniel Siwak
No i zaczęło się! Sezon remontów dróg w Łodzi można uznać za oficjalnie otwarty. Ale nie było symbolicznego wbicia łopaty przez władze. Prace po prostu ruszyły.

Pierwsza tura  zakończy się we wrześniu tego roku, ale to tak naprawdę dopiero początek. Wszystkie zaplanowane na najbliższe miesiące inwestycje, mają zostać zakończone dopiero w połowie 2015 roku.

Kulminacją wszelkich remontów w Łodzi będzie luty tegoż roku, kiedy ma zostać oddany nowy dworzec Łódź Fabryczna wraz z węzłem multimodalnym wokół. Kilka miesięcy później ma zostać ukończona przebudowa trasy tramwaju W-Z z Retkini na Widzew i Olechów wraz z przedłużeniem do krańcówki autobusowej DELL.

No dobra, ale wróćmy do teraźniejszości. Postanowiłem wyruszyć wczoraj przed 8.00 z domu, aby zobaczyć co dzieje się na ulicach Łodzi i jak funkcjonuje komunikacja miejska. Klucz wyboru był prosty. Tam, gdzie wysiadałem, starałem się od razu przesiąść na inną linię, szczególnie tą o zmienionej trasie.

Dzięki organizacji ruchu autobusy
kursują w dwóch kierunkach
 fot.
Daniel Siwak
Zacząłem od linii 96, którą chciałem dotrzeć z Teofilowa do ulicy Kopcińskiego. Ta linia wraz z 73 i 86 stanowią swoisty rodzaj komunikacji zastępczej na wschód po Próchnika i Rewolucji 1905 roku, w zamian za zamkniętą Zieloną i Narutowicza. Przejazd na całej trasie bez problemów.

Przed godziną 9.00 przesiadłem się na tramwaj linii 9A, który jechał objazdem przez Radiostację. Chciałem nim dostać się spod szpitala im. Barlickiego do Zachodniej. Przed nami jechała 13 oraz 15 w odstępach około 2-minutowych. Niestety źle wyregulowany cykl świateł na rondzie Solidarności sprawił, że aż do końca podróży jechaliśmy stadem. I tutaj spotkałem się z kilkoma pasażerami, którzy najwyraźniej byli zdziwieni tak dużymi zmianami tras. Nie obeszło się bez tłumaczenia dojazdu.

Na placu Wolności około godziny 9.20 udało mi się załapać zastępczy Z15, którym dotarłem na krańcówkę przy Karpackiej. Przejazd Wólczańską czy Gdańską odbył się bez przeszkód. Pewien minus stanowi brak przystanków pomiędzy Skłodowskiej Curie a Mickiewicza, pominięcie przystanku Mickiewicza - Żeromskiego (też dla linii 98) oraz przystanek Żeromskiego - Mickiewicza (za skrzyżowaniem), który jest w trawie. Z krańcówki przy Karpackiej pojechałem linią 57, aby sprawdzić sytuację na Sienkiewicza. Autobus praktycznie płynnie przejechał do Traugutta, tam trochę się zakorkowało, ale nie staliśmy dłużej niż 5 minut. Bez problemów skręcił ze Wschodniej w Rewolucji 1905 roku.

Tymczasowa krańcówka dla linii
73 pod szpitalem na Pomorskiej
 fot.
Daniel Siwak
O 12.43 pojawiłem się w 86 na przystanku Zielona - Żeromskiego. Ta linia została przedłużona aż na Radiostację. W sumie od przystanku przy Domu Pomocy Społecznej oraz przy Radiu Łódź nie było już pasażerów. Ostatni przystanek autobus ma na łące po przeciwnej stronie osiedla przy Konstytucyjnej.

Stamtąd był tylko rzut beretem do nowego przystanku dla linii 73 w pobliżu Radia Łódź. Autobus jest o 13.24. Chodziło o zorientowanie się jak wygląda krańcówka przy CKD. Staje tuż przed parkingiem, wysadzając pasażerów w trawę lub szkło. Wyjazd następuje przez ślimak na ulicę Pomorską. Patrząc na bliskość nasypu kolejowego coraz bardziej przekonuję się, że tutaj powinien być przystanek ŁKA Łódź Stoki. Kilka godzin później, o 14.50 ruszyłem z Karpackiej ponownie linią Z15. Z ulicy Żeromskiego autobus jechał Mickiewicza, Łąkową do Skłodowskiej Curie. Potem znów skręcał w Żeromskiego do Próchnika i Gdańskiej. Wielkim minusem jest to, że przystanek, który ma obsługiwać remontowaną Kopernika znajduje się bliżej Mickiewicza.

Na placu Wolności byłem o 15.20 co pozwoliło mi przesiąść się na linię 4 i po chwili przy Kilińskiego w Z5. Tam dziwna sprawa, bo autobus zastępczy miał już 6 minut opóźnienia - zamiast 15.26 przyjechał o 15.32. Kolejne 20 minut złapał pomiędzy Traugutta a Roosevelta. Po zwrotce przez Brzeźną i Kilińskiego kolejnych 5 minut spędził stojąc w korku przed Sienkiewicza. Akurat ta linia nie zatrzymuje się na przystanku Piłsudskiego - Kilińskiego, nie ujęto go w rozkładach. Autobus nie zatrzymał się też na przystanku Sienkiewicza - Piłsudskiego vis a vis biurowca. Czemu, choć miał go w rozkładzie? Około 16.50 miałem już trochę dość korka, w którym znów stałem. Skorzystałem z przystanku Sienkiewicza - park Sienkiewicza.

Największe korki w związku
z remontami są na Sienkiewicza
 fot.
Daniel Siwak
Oczywiście byli zapowiadani informatorzy - przy Kopcińskiego, placu Dąbrowskiego, przy Kilińskiego oraz przy Gdańskiej. Tyle o komunikacji miejskiej. A co pierwszego dnia było słychać na łódzkich drogach? Na pewno jazda samochodem wymagała wiele cierpliwości.

Przede wszystkim wielu kierowców ignorowało znaki zakazu wjazdu. Takie sytuacje miały miejsce co chwila na Narutowicza przy Kilińskiego. Tam na jezdni południowej stała dodatkowo straż miejska. Co ciekawe odcinek Narutowicza oraz Zielonej - od Wschodniej do Zachodniej nie był w ogóle zamknięty. Spokojnie było natomiast w okolicach skrzyżowania Zielonej i Gdańskiej.

Ulice Sienkiewicza (od alei Piłsudskiego do Narutowicza) oraz Wschodnia (od Narutowicza do Jaracza), w czasie wakacyjnych remontów stały się ulicami dwukierunkowymi. Przed południem ruch odbywał się w miarę płynnie. Lekko stopowała go sygnalizacja świetlna na skrzyżowaniu Narutowicza i Wschodniej. Sytuacja pogorszyła się w godzinach popołudniowego szczytu. Pomiędzy godziną 15.00 a 18.00 obydwie ulice korkowały się bardzo mocno. Czas przejazdu pomiędzy Traugutta a Galerią Łódzką wynosił minimum 25 minut.

Bez pomocy policji która sterowała
ruchem, się nie obeszło
 fot.
Daniel Siwak
Sytuacja stała się na tyle poważna, że na skrzyżowaniach Sienkiewicza - Nawrot i Sienkiewicza  - aleja Piłsudskiego ruchem musiała kierować policja. Niestety nawet to nie rozładowało szybko korków. Większość zamiast wybrać szerszą aleję Kościuszki, próbowała się wcisnąć w ulicę pisarza. Skutkowało to oczywiście postojem.

Kompletnie nieoznakowana była natomiast ulica Skłodowskiej Curie (od Lipowej do Gdańskiej). Jadąc autobusem nie wiedziałem żadnego oznakowania poziomego, które wskazywałoby na to, że jest to ulica dwukierunkowa. Żadnych linii zatrzymania, żadnych pasów rozdzielających jezdnie w przeciwległych kierunkach. Jedynie przy skrzyżowaniach z Gdańską, Żeromskiego i Lipową powieszono znaki A-20 (odcinek o ruchu dwukierunkowym). Niektóre auta jechały czasem dwoma pasami, co mogło doprowadzić do czołowego zderzenia.

Nie było komunikacyjnego armagedonu w Łodzi, jak wieszczyła w swoim felietonie Hanna Gil-Piątek z łódzkiej Krytyki Politycznej. Ale celującej laurki też nie będzie, raczej dostateczna jak już. Po obserwacji poniedziałkowego dnia wynika jednak, że nie wszyscy pasażerowie wiedzieli o zmianach. Dotyczyło to przede wszystkim starszych osób, które nie mają dostępu do internetu. Widać gazetka "Łódź Buduje" nie dotarła do wszystkich. Kierowcy? Okazuje się, że część wcale nie wybrała podróży objazdowymi ulicami, a Ci co jechali na pamięć już tego błędu zapewne nie popełnią. Resztę, która cwaniakowała i nic z zakazów sobie nie robiła, mogę nazwać idiotami. To takie polskie - ktoś nie wjedzie a ja wjadę. Nie mówię o docelowych wjazdach gospodarczych. Szczęście, że jakaś część mieszkańców wyjechała z miasta. Kiedy kierowcy i pasażerowie już się przyzwyczają, powinno być lepiej. Ale w październiku kolejne utrudnienia.

Luźne obserwacje:
- na kilka autobusów tylko jeden miał zapowiedzi głosowe i tekstowe,
- fatalnie oznaczona ulica Skłodowskiej Curie,
- linia Z15 zamiast ulicą Lipową i Zieloną jechała Skłodowskiej Curie i koło placu Barlickiego,
- linia 4 i 5 obsługiwana jest pojedynczymi wagonami,
- linia Z5 oraz 57 za długo stoją w popołudniowych korkach na Sienkiewicza,
- ekipy remontowe od razu przystąpiły do pracy,
- wydłużone bilety przydadzą się na podróżowanie MPK w korkach,
- brak wgranych kierunków w niektórych kursach linii 73, 86 i Z5,
- brak plakatów w kasetach citylightowych na przestankach

4 komentarze:

  1. "przystanek Żeromskiego - Mickiewicza (za skrzyżowaniem), który jest w trawie"
    Raczej na klepisku.

    OdpowiedzUsuń
  2. No tak. W sumie racja, dla tego miejsca określenie klepisko byłoby lepsze. Choć oficjalnie jest to nadal trawnik.

    OdpowiedzUsuń
  3. Na jezdniach, gdzie nie ma dla zbiorkomu wydzielonych torów, autobusy są szybsze od łódzkich, starych tramwajów.
    Problemem jest jednak kongestia...
    Fotografia skrzyżowania Gdańska-Zielona dobitnie pokazuje, jak tory tramwajowe nie lubią się z nawierzchnią bitumiczną...
    Jeżeli nie zostanie zrobiona szybka lekka kolej podmiejska oraz system BRT z prawdziwego zdarzenia to miasto się zapcha na amen.

    OdpowiedzUsuń
  4. Dobra wiadomość do poprzedniego komentarza. Przystanek Żeromskiego - Mickiewicza (za skrzyżowaniem) został przeniesiony na chodnik bliżej budynku szkoły.

    Co do ostatniego. Mamy ŁOM (Łódzki Obszar Metropolitalny), gdzie mogą znaleźć się środki na rozwój ŁTR-u i koncepcję ŁTR2. To jest szansa dla linii podmiejskich. Oczywiście muszą też być przekonani lokalni wójci i burmistrzowie. Bez ich aprobaty nic się nie zrobi.

    OdpowiedzUsuń