środa, 17 lipca 2013

Przystanek tramwajowy przy Woronicza. Za przejście torowiskiem będzie mandat

Znak zakazu ruchu pieszych w tym miejscu pojawił się
na poczatku lipca. Do tej pory przejście było legalne
 fot.
Daniel Siwak
Dzisiejszy temat ociera się o dwie sprawy - możliwość otrzymania mandatu od odpowiednich służb oraz o kolejny drogowy absurd, z jakimi w Łodzi mamy do czynienia dość często.

Chodzi o to, co w ostatnich dniach stało się w obrębie przystanku tramwajowego na ulicy Limanowskiego przy Woronicza.

Na wejściu i wyjściu z przystanku w stronę osiedla, kilka dni temu został postawiony znak drogowy B-41, czyli zakaz ruchu pieszych. Nie sposób powiązać tego z budowaną, ale jeszcze nie oddaną oficjalnie, drogą rowerową wzdłuż Limanowskiego (od Zbąszyńskiej) i Aleksandrowskiej (do Wareckiej).

Mieszkańcy okolicznych bloków na pewno dobrze kojarzą wspominany zespół przystankowy. Znajduje się tam dwukierunkowy przystanek tramwajowy dla linii 2, 5, 8 i 13 oraz nieużywany przystanek autobusowy (kierunek Centrum) używany głównie w sytuacjach awaryjnych przez linie "za tramwaj".

Jednym ze sposobów wyjścia jest
przejście podziemne przy Woronicza
 fot.
Daniel Siwak
Taki układ ciągów pieszych powstał kilka lat temu, po gruntownej przebudowie ulicy Limanowskiego i Aleksandrowskiej. Dojście do przystanku tramwajowego w stronę Centrum oraz wspólnego przystanku tramwajowo-autobusowego (w stronę Teofilowa i Centrum) znajduje się z dwóch stron.

Z jednej strony prowadzi ono przez obydwa tory tramwajowe na poziomie 0. Często korzystają z niego osoby starsze. Z drugiej strony trzeba pokonać przejście podziemne, które pochylnię np. dla wózków dziecięcych czy inwalidzkich posiada tylko od strony peronu w kierunku centrum Łodzi. Ewentualnie można wydostać się po kolejnej pochylni znajdującej się po drugiej stronie czteropasmowej ulicy.

Przez ostatnie miesiące, w bardzo żółwim tempie firma Pol-Dróg budowała drogę rowerową na ulicy Limanowskiego oraz na wiadukcie na Aleksandrowskiej. Kiedy konstrukcja zaczęła przypominać to, co miało zostać wybudowane, a ekipy drogowców zaczęły malować znaki poziome, coś dziwnego pojawiło się w rejonie zespołu przystankowego Limanowskiego-Woronicza.

Zgodnie z przepisami nawet matki
z wózkami nie mogą tędy już chodzić
 fot.
Daniel Siwak
Otóż przed 6 lipca, tuż przed przejściem przez torowisko w poziomie 0 - przy przystankach w obu kierunkach - pojawił się nieoczekiwany przez okolicznych mieszkańców znak drogowy B-41, czyli zakaz ruchu pieszych. Jadąc dzisiaj tramwajem zauważyłem, że pojawiła się tam też dodatkowa tabliczka, na której widniał napis "nie dotyczy osób niepełnosprawnych".

Przyznam, że w pierwszej chwili nie mogłem w to uwierzyć, ale jednak to prawda. Co to oznacza dla ludzi, którzy chcą z przystanku przedostać się do bloków po drugiej stronie torowiska i odwrotnie? Przede wszystkim każdy, kto chce to zrobić zgodnie z przepisami, a nie jest osobą niepełnosprawną, musi przejść przejściem podziemnym znajdującym się bliżej ulicy Woronicza. Dotyczy to też matek z dziećmi w wózkach. Tylko w zejściu z przystanku nie ma żadnej pochylni!

Co więcej, jeśli stałby tam patrol straży miejskiej, każda osoba, która nie jest osobą niepełnosprawną narażona jest na mandat. 50 złotych za niedostosowanie się do znaków dotyczących ruchu pieszych czy 50 złotych za korzystanie z dróg niedostępnych dla pieszych. Ciekawe jak odpowiednie służby miałby ustalać czy ktoś jest osobą pełnosprawną czy niepełnosprawną?

Nowy znak stał się szybko obiektem
kpiny ze strony mieszkańców
 fot.
Daniel Siwak
Z resztą przypomina mi się od razu sytuacja z listopada ubiegłego roku. Przy skrzyżowaniu ulicy Sienkiewicza i alei Piłsudskiego stał patrol drogówki. Okazało się, że panowie policjanci zatrzymywali wówczas przechodniów, którzy całkiem spontanicznie przechodzili sobie przez przejazd dla rowerów, bo zapewne brakowało im tam zebry.

Tą kuriozalną sytuację z Limanki szybko ktoś już wyśmiał. Na tabliczce pod znakiem została naklejona kartka, na której jest napisane, że "nie dotyczy tylko pracowników Zarządu Dróg i Transportu w Łodzi i ich rodzin". Wcale mnie to nie dziwi, to prędzej czy później było do przewidzenia.

Nie wiem, kto w komunikacyjnym urzędzie zaakceptował taką organizację ruchu dla pieszych, ale chyba wykazał się totalnym brakiem kompetencji. Z resztą powszechnie wiadomo, że w Łodzi mamy totalną, urzędniczą alergię na przejścia na przystankach po obu jego stronach. Dlaczego nagle ograniczono przejście przez to przejście? Przecież nowa droga dla rowerów nie zmieniła tutaj wiele. Sytuacja z przystanku Limanowskiego-Woronicza, to absurd drogowy jakich mało! Przywróćmy tam normalność.
ZOBACZ TAKŻE: Łapanka przy Sienkiewicza. Czas wymalować tam zebrę?

2 komentarze:

  1. W państwie socjalistycznym, to państwo jest właścicielem ludzi, czyli niewolników. Dobry właściciel troszczy się o to, żeby zdrowy niewolnik nic sobie nie zrobił, bo ma jak najefektywniej pracować na rzecz właściciela, aby wypracowywać wpływy budżetowe, płacąc podatki...
    Jednocześnie jeśli niechodzący niewolnik zrobi sobie krzywdę, wielkiej krzywdy dla właściciela nie będzie, bo do owego i tak musi dokładać...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzeba przyznać, że mocna ocena tej drogowej rzeczywistości.

      Usuń