poniedziałek, 3 czerwca 2013

Co łączy Łódź i Lublin? Latarnia uliczna w zatoce przystankowej

Autobusom przegubowym nie jest łatwo manewrować
 na przystanku. Nawet jeśli w pseudo zatoce nie ma aut
 fot.
Daniel Siwak
Kilkanaście dni temu natrafiłem na dość ciekawy tekst o równie interesującym istniejącym obiekcie technicznym.

W lokalnym wydaniu Gazety Wyborczej w Lublinie opisano przypadek wybudowania zatoki przystankowej. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że po środku niej stoi... latarnia uliczna.

Pomyślałem sobie, że znając życie w Łodzi też coś takiego musi być. Pewnie gdzieś z dala od Śródmieścia czy Centrum, ale jest. No i nie myliłem się. Okazało się, że rzeczywiście też możemy się takim drogowym cudem pochwalić. Nie byłbym sobą, gdybym nie wyruszył na wyprawę poszukiwawczą. Spodziewałem się długiej wędrówki, ale na szczęście bez tego się obyło. Gdyby przeliczyć to na bilety LTZ, kosztowało by mnie to całe 8,80 zł.

Łódzką latarnię uliczną stojącą w autobusowej zatoce przystankowej, znalazłem dzięki pomocy znajomego. Wstawił on na Facebooku zdjęcie z opisem, iż znajduje się na ulicy Dąbrowskiego. Patrząc na otoczenie w tle, musiała być to ta część typowo osiedlowa. Z resztą tak też było.

Latarnia w zatoce, to dobry powód
dla kierowców, którzy tu parkują
 fot.
Daniel Siwak
Stała sobie - co prawda nie na środku, ale prawie na końcu zatoczki - na przystanku przy ulicy Kossaka. Na co dzień czekającym tutaj pasażerom raczej w ogóle nie przeszkadza. Kierowcy nawet się cieszą, bo sobie tak na dłuższą chwilę zaparkują. To widać po szarym mercedesie i zielonym daewoo. 

Z resztą ten ostatni powinien zostać chyba usunięty, bo jest klasycznym wrakiem. Zdecydowanie niefajnie mają już kierowcy autobusów. Szczególnie tych przegubowych, bo parkujące auta i latarnia uliczna powodują, że pojazdy nie mogą odpowiednio wymanewrować w zatoczce. To z kolei doprowadza do sytuacji, że autobus - krótki czy przegub - wysadzając pasażerów blokuje cześć pasa ruchu dla aut.

Sięgając trochę wstecz, okazało się, że owa latarnia uliczna stoi w tym miejscu od dawna. Świadczyć o tym może jej konstrukcja, czyli betonowy słup zakończony metalowym wysięgnikiem z kloszem. Stosowane były powszechnie co najmniej dwie dekady temu. Inny znajomy, który mieszka w pobliżu przystanku autobusowego Dąbrowskiego-Kossaka (linie: 92, 95, 9A, N6) od urodzenia kojarzy, że ona zawsze tam była

Kierowcy wykorzystują sytuację
 i parkują sobie przy latarni
 fot.
Daniel Siwak
A teraz ciekawostka. W 2010 roku ulica Dąbrowskiego na odcinku od al. Rydza -Śmigłego do ulicy Lodowej była remontowana. Nowa nawierzchnia wraz z podbudową jezdni, nowe krawężniki, nowe chodniki, a także rzeczona zatoka przystankowa dla autobusów kosztowały w sumie 3 mln złotych.

Ciekawi mnie co siedziało w głowach inżynierów Zarządu Dróg i Transportu w Łodzi, że zaakcentowali projekt przystanku, gdzie prawie w połowie zatoki stoi latarnia uliczna. Nie groziło to żadnym niebezpieczeństwem? A gdyby zimą autobus na śliskiej nawierzchni uderzył w nią? Zapewne dopiero wtedy ktoś by się zreflektował. Być może stoi ona tam gdzie stoi z powodu jej właściciela.

Ale nawet jeśli jej właścicielem jest PGE, to przesunięcie o te kilkadziesiąt metrów chyba nie stanowiłoby problemu. Szczególnie, że trzy lata temu była ku temu bardzo dobra okazja. Tak w ogóle lubelski Urząd Miasta postanowił chyba wziąć przykład z ulicy Dąbrowskiego, budując własną zatoczkę z latarnią na ul. Diamentowej obok Galerii Diamentowa. Tylko tam byli o wiele sprytniejsi i wybudowali ją z latarnią na samym środku. Autobus już tam nie wjedzie. Może o to chodziło? 

PS: A może znacie inne drogowe absurdy w Łodzi? Napiszcie: kontakt@komunikacjazbiorowa.pl
ZOBACZ TAKŻE: Po rocznej przebudowie Rojnej powstaną trzy ronda

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz