niedziela, 3 marca 2013

Na Przybyszewskiego - łam przepisy albo się teleportuj

Konia z rzędem temu, kto wyjaśni
jak pieszy ma dojść na przystanek

fot. Daniel Siwak
Od soboty - po zimowej przerwie - kontynuowane są prace przy przebudowie ulicy Przybyszewskiego. Tym razem drogowcy prócz korytowania i budowy torowiska tramwajowego przenieśli się na północną jezdnię. Jednak nie obyło się bez zmiany organizacji ruchu. Dojazd do centrum Łodzi odbywa się po jednym pasie południowej jezdni ul. Przybyszewskiego.

Dojazd w stronę osiedla Widzew odbywa się poprzez ulicę Milionową, parking hipermarketu Carrefour i kawałek północnej jezdni ulicy Przybyszewskiego. Przy Nurta-Kaszyńskiego, w miejscu, gdzie był niegdyś przystanek tramwajowy w stronę Augustowa, wyznaczono równocześnie tymczasowy przystanek autobusowy. Jednak konia z rzędem temu, kto wyjaśni, jak potencjalny pasażer ma na ten przystanek dojść.

Według przepisów w tym miejscu
nie ma przejścia dla pieszych 
fot. Daniel Siwak
Mamy tutaj taką bardzo egzotyczną sytuację, gdzie aby dojść do autobusu trzeba łamać przepisy ruchu drogowego albo się po prostu teleportować na drugą stronę ulicy. Dlaczego? Otóż zapomniano o pasażerach MPK!

Chodzi konkretnie o przejście dla pieszych, które prowadzi z ulicy Nurta-Kaszyńskiego, przez nieczynny (aktualnie) przystanek tramwajowy na drugą stronę ulicy Przybyszewskiego - do nieczynnego (aktualnie) przystanku autobusowego w stronę centrum koło salonów samochodowych. Analizując ten konkretny przypadek, wykonawca przebudowy ulicy Przybyszewskiego, czyli firma Kral nie uwzględniła tego konkretnego przejścia dla pieszych do uruchomienia w nowej organizacji ruchu.

Piesi lawirują pomiędzy autami na
nieczynnym przejściu dla pieszych
fot. Daniel Siwak
Tymczasem problem nie jest wcale błahy co widać za załączonym obrazku. Pasażerowie, którzy wysiadają z autobusu nie mają drogi wyjścia z przystanku. Aby dojść do osiedla znajdującego się po stronie ulicy Nurta-Kaszyńskiego trzeba przejść przez nieczynną zebrę z niedziałająca sygnalizacją świetlną.

Zdecydowanie gorzej mają ci, którzy chcieliby dojść od przystanku autobusowego do hipermarketu. Tutaj są dwie możliwości - albo skakanie przez wykop pod torowisko i nielegalne przechodzenie przez objazdowy fragment jezdni północnej - przez nieczynną zebrę z niedziałająca sygnalizacją świetlną. Albo spacer na około po ulicy wzdłuż barierek okalających torowisko i także nielegalne przechodzenie przez objazdowy fragment jezdni północnej - przez nieczynną zebrę z niedziałająca sygnalizacją świetlną.

Jeśli dobrze pamiętam mandat za przechodzenie w miejscu niedozwolonym wynosi 50 albo 100 złotych. Nie wiem jakimi kryteriami kierowała się inżynieria ruchu Zarządu Dróg Transportu w Łodzi, że zaakceptowano usytuowanie tymczasowego przystanku, do którego nie ma żadnego zgodnego z przepisami ruchu drogowego dojścia. Jeśli ta sytuacja nie zmieniła się w ciągu weekendu, mam nadzieję, że zmieni się na początku tygodnia.
ZOBACZ TAKŻE: Zebra to zwierzę stadne. Dajmy ją też na Sienkiewicza!

2 komentarze:

  1. To nie pierwszy raz, gdy decydenci nie wzięli pod uwagę najprostszych problemów pasażerów. Ciekawe czy już straż miejska zwietrzyła interes i wlepia tam mandaty.

    OdpowiedzUsuń
  2. Na szczęście 4 marca o poranku przejścia zostały odblokowane, a sygnalizacje świetlna została włączona dla pieszych.

    OdpowiedzUsuń